Taktyka z językiem nie zadziałała... W sumie mógł się spodziewać, że jeśli stryj poprosił kogoś z Doliny o przysługę, to musiał tej osobie powiedzieć, że Kol mówił po angielsku. No ale spróbować nie zaszkodzi, czyż nie?
Przechylił głowę w bok, słysząc zlepek dziwnych słów, tworzących jakieś dziwne zdanie, wypowiedziane przez kobietę, którą mógłby wziąć za mugola, gdyby nie jej różdżka, a to byłby już problem.
-Że co, proszę? - chciała go obrazić, czy jak?
Nie znał języka, który mógłby brzmieć tak, jak wypowiedziała się kobieta, co trochę go zaintrygowało. Oczywiście, poliglotą nie był, i poza swoim ojczystym językiem, posługiwał się jedynie angielskim, ale ten brzmiał całkiem ciekawie i gdyby kobieta powiedziała mu, co to był za język, może nawet rozważyłby nauczenie się go. No cóż, nie mógł wiedzieć, że język po prostu nie istniał. Do tej pory nie miał styczności z literaturą brytyjskich mugoli.
Vladimir wspominał, że kobieta, Brenna, miała być od niego kilka lat starszy, ale widząc ją, w jej zwykłym, mugolskim odzieniu, przez myśl mu przeszło, czy stryj się nie pomylił, i różnica wieku między nimi nie byłaby taka sama, jak między Kolem a Pyotrem. A może zmyliła go różnica wzrostu, bo Brenna była od niego wyższa zaledwie... dwa cale?... na oko oceniając.
-Kol - podał zdrobnienie - dzięki za pomoc - na ułamek sekundy kącik jego ust się uniósł, jakby cisnął się na nie uśmiech, który próbował powstrzymać.
Trochę mu ulżyło, bo spodziewał się raczej krzyków, nagany i wszystkich innych rzeczy, które dorośli robili, gdy ktoś robił coś, co im się nie podobało. Tak kończyło się większość jego interakcji z ojcem, który krzyczał na niego i karał za każdym razem, gdy Kol odmawiał wykonania polecenia, wykonywał je bez większego zaangażowania i nie przykładał się do nauki, tak jak Pyotr.
I tu pojawiło się zaskoczenie, gdy Brenna podeszła do niego z uśmiechem i zaraz wyrzuciła z siebie potok słów z taką prędkością, że Nikolai musiał się mocniej skupić, żeby wyłapać sens jej wypowiedzi.
-...Yhym, ładnie tu macie - powiedział, pocierając dłonią swój kark. - Ale chyba wolę podziwiać krajobrazy z ziemi.
Uniósł brew, gdy Brenna powiedziała o konfiskacji miotły, odnalazł wzrokiem wspomniany, wadliwy przedmiot, i znowu się skrzywił.
-Musisz? Miałem zamiaru ją roztrzaskać na wykałaczki - miał nawet w głowie ustawioną listę zaklęć, którymi potraktowałby drewnianego sprawcę całego tego zamieszania.
Na wspomnienie o stryju już otworzył usta, żeby wyrzucić z siebie stanowcze "To jego wina", ale zawczasu ugryzł się w język. W końcu nie mógł całej winy zrzucać na Vlada, tym bardziej, jeśli, jak mówiła Brenna, faktycznie się o niego martwił, a nie wkurzał, że bratanek wszystko robi po swojemu i go nie słucha.
-...Nic mi nie jest... Czemu mnie szukałaś? Vlad też tu jest? - rozejrzał się.