21.03.2024, 17:44 ✶
Podróż trwała dalej gdy jasne oczy nie wyłapały wyjścia z labiryntu. Czego się spodziewał? Może pogłaskania po głowie od losu? Może trochęęę, nie to, że liczył na ulgę, w końcu cierpienie, ból, rozpacz i złamane serce hartują! Hah... No wiadomo, w takim razie powoli, ale niestrudzenie do przodu idzie po więcej mocy i siły. Jeszcze kilka rozczarowań i może wyrosną mu rogi? W sumie jakby tak się zastanowić, to zabawnie by było gdyby jego formą animaga był jeleń. Ironia? Czy może wróżenie przyszłości? Co jeśli wszystko od milionów lat jest zaplanowane i rozpisane w gwiazdach? Znów podniósł wzrok na niebo, teraz strasznie ograniczone ciemnością falujących na wietrze liści. Wyglądało to jak obraz zamknięty w naturalnej ramie. Obraz magiczny, ruszający się, jak te wszystkie dzieła w szkole. Może powinien sobie taki obraz kupić? A może jest w stanie taki obraz zrobić? Wyobraźcie sobie państwo obraz z polem, łąką, lasem. Włóż w niego rękę i wyciągnij zioła jakich właśnie potrzebujesz. To by było idealne dla każdego zielarza. Nieskończone źródło szybko dostępnych leków. A może już coś takiego istnieje, hm? Wiele rzeczy nie wiedział o magicznej rzeczywistości. Nie każdemu magowi w jego otoczeniu to pasowało, ale to chyba kwestia przyzwyczajenia, wolał walić głową w mur, żeby się przez niego przebić, zamiast użyć bombardy czy innego leniwego czaru. Oczywiście nie to, że magią gardził, ale ona gardziła czasami każdym, na przykład w chwilach takich jak ta, gdy jak na złość rzuca kłody pod nogi.
-O co ci chodzi, co? Do jakich przemyśleń mam dojść, żebyś mnie puścił?-rzucił w stronę żywopłotu, dalej trzymając na nim lewą dłoń i stawiając na ścieżce śmiałe kroki, wierząc w to, że choćby nie wiem co, nic mu się nie stanie. Ponudzi się, pozastanawia, to dobre dla psychiki, oderwanie od wszystkiego.-Uważaj tylko, żebym nie zrobił się głodny, bo lubię jeść zieleninę.-zaśmiał się do rośliny. Nie to, że jej groził, ale... Miał w sobie ducha gotowego do przetestowania jak bardzo trujące są liście, gałęzie i korzenie żywej ściany. Czy by żałował później tego? Pewnie tak, bardzo mocno kiedy drzazgi weszłyby mu w dziąsła, ale nauka wymaga poświęceń! Zaśmiał się pod nosem na własne myśli. To było odświeżające. Pogłaskał ścianę i mijając kolejny zakręt oczy ponownie przeskanowały otoczenie licząc, że zobaczy ułamek otoczenia poza labiryntem, który pokaże mu gdzie mniej więcej ma iść.
-O co ci chodzi, co? Do jakich przemyśleń mam dojść, żebyś mnie puścił?-rzucił w stronę żywopłotu, dalej trzymając na nim lewą dłoń i stawiając na ścieżce śmiałe kroki, wierząc w to, że choćby nie wiem co, nic mu się nie stanie. Ponudzi się, pozastanawia, to dobre dla psychiki, oderwanie od wszystkiego.-Uważaj tylko, żebym nie zrobił się głodny, bo lubię jeść zieleninę.-zaśmiał się do rośliny. Nie to, że jej groził, ale... Miał w sobie ducha gotowego do przetestowania jak bardzo trujące są liście, gałęzie i korzenie żywej ściany. Czy by żałował później tego? Pewnie tak, bardzo mocno kiedy drzazgi weszłyby mu w dziąsła, ale nauka wymaga poświęceń! Zaśmiał się pod nosem na własne myśli. To było odświeżające. Pogłaskał ścianę i mijając kolejny zakręt oczy ponownie przeskanowały otoczenie licząc, że zobaczy ułamek otoczenia poza labiryntem, który pokaże mu gdzie mniej więcej ma iść.
Rzut O 1d100 - 96
Sukces!
Sukces!