21.03.2024, 18:39 ✶
- Nie ma sprawy – odparła Brenna lekko. Nie miała w zwyczaju krzyczeć, a kary to wymierzała za przestępstwa, i zwykle oznaczały one zakucie w kajdanki i wepchnięcie do aresztu, nie wlepianie komukolwiek szlabanu. Może chodziło o to, że na nią nigdy nie krzyczano, więc uważała wszelkie próby wrzasków za mało skuteczne, a może nie miała do tego charakteru, ale nie podnosiła głosu ani na siedmioletnią chrześnicę, ani piętnastoletniego Franka, nie widziała więc powodów, by wrzeszczeć na dziewiętnastoletniego Nikolaia. Nawet jeśli wsiadł na miotłę, średnio chyba potrafiąc na niej latać i w dodatku wybrał taką uszkodzoną. Póki nikt go nie zobaczył, nie popełnił przestępstwa, a ona nie była jego opiekunką, żeby teraz wygłaszać wielką improwizację na temat odpowiedzialności i właściwego zachowania.
- Tak, polecam podziwianie okolicy z poziomu ziemi, znacznie bezpieczniej i potem w mugoliskich gazetach mniej doniesień o niezidentyfikowanych obiektach latających. Mamy w Dolinie całkiem ładne ruiny. I miły cmentarz. I ładne jezioro, chociaż nad jezioro lepiej teraz nie chodzić, wokół trochę za wiele dziwnych, wyssysających z ludzi życie potworów - wyrecytowała. Mogłoby się wydawać, że nie mówi poważnie, ale w istocie słowa o potworach były prawdą: nie bez powodu wydano zakaz wchodzenia do Kniei Godryka.
Kąciki ust drgnęły jej lekko, kiedy wspomniał o przerabianiu miotły na wykałaczki.
- Możemy ją też rytualnie spalić - zgodziła się bez oporów, skupiając spojrzenie na miotle. Już na pierwszy rzut oka była stara i Brenna najpierw pomyślała, że jak w ogóle można było na nią wsiąść, a potem przypomniała sobie siebie samą w wieku lat dziewiętnastu i natychmiast zrozumiała, że owszem, można było i że pewnie ona też jeszcze niedawno by się długo nie zastanawiała… – Byleby nikt na nią więcej nie wsiadł. Nigdy. Chociaż… jeśli ma dla twojego stryja wartość sentymentalną, bo zabrał na niej na randkę pierwszą dziewczynę, czy coś takiego, to zadowolę się widokiem przykucia jej do ściany w piwnicy porządnym łańcuchem i wystawienia tabliczki z treścią „pamiątka sentymentalna, jest zepsuta, nie ruszać, bo nie zdołasz wylądować”. Miotły, znaczy się, nie pierwszej dziewczyny Vlada.
Zamknięcie w jakiejś skrzyni pośród reszty szpargałów to ewidentnie było zbyt mało, skoro Kol jakoś się do tej miotły dostał, wsiadł na nią i cóż, istniała całkiem spora szansa, że prędzej czy później by z niej zleciał, zapewne robiąc sobie krzywdę.
- Nie mam pojęcia, jeśli mam być szczera. Pewnie też cię szuka. Wspomniał coś o miotle, która nie ląduje, więc się po prostu aportowałam na wzgórza i zaczęłam się rozglądać - wyjaśniła. Nie czekała wtedy na Vlada, bo sytuacja zdawała się jej na tyle poważna, że wolała od razu przystąpić do działania. Sądząc jednak po tym, że jego tutaj nie było, nie zdołał wypatrzeć swojego krewnego na niebie i nie wiedział, w którą stronę go ścigać.
- Tak, polecam podziwianie okolicy z poziomu ziemi, znacznie bezpieczniej i potem w mugoliskich gazetach mniej doniesień o niezidentyfikowanych obiektach latających. Mamy w Dolinie całkiem ładne ruiny. I miły cmentarz. I ładne jezioro, chociaż nad jezioro lepiej teraz nie chodzić, wokół trochę za wiele dziwnych, wyssysających z ludzi życie potworów - wyrecytowała. Mogłoby się wydawać, że nie mówi poważnie, ale w istocie słowa o potworach były prawdą: nie bez powodu wydano zakaz wchodzenia do Kniei Godryka.
Kąciki ust drgnęły jej lekko, kiedy wspomniał o przerabianiu miotły na wykałaczki.
- Możemy ją też rytualnie spalić - zgodziła się bez oporów, skupiając spojrzenie na miotle. Już na pierwszy rzut oka była stara i Brenna najpierw pomyślała, że jak w ogóle można było na nią wsiąść, a potem przypomniała sobie siebie samą w wieku lat dziewiętnastu i natychmiast zrozumiała, że owszem, można było i że pewnie ona też jeszcze niedawno by się długo nie zastanawiała… – Byleby nikt na nią więcej nie wsiadł. Nigdy. Chociaż… jeśli ma dla twojego stryja wartość sentymentalną, bo zabrał na niej na randkę pierwszą dziewczynę, czy coś takiego, to zadowolę się widokiem przykucia jej do ściany w piwnicy porządnym łańcuchem i wystawienia tabliczki z treścią „pamiątka sentymentalna, jest zepsuta, nie ruszać, bo nie zdołasz wylądować”. Miotły, znaczy się, nie pierwszej dziewczyny Vlada.
Zamknięcie w jakiejś skrzyni pośród reszty szpargałów to ewidentnie było zbyt mało, skoro Kol jakoś się do tej miotły dostał, wsiadł na nią i cóż, istniała całkiem spora szansa, że prędzej czy później by z niej zleciał, zapewne robiąc sobie krzywdę.
- Nie mam pojęcia, jeśli mam być szczera. Pewnie też cię szuka. Wspomniał coś o miotle, która nie ląduje, więc się po prostu aportowałam na wzgórza i zaczęłam się rozglądać - wyjaśniła. Nie czekała wtedy na Vlada, bo sytuacja zdawała się jej na tyle poważna, że wolała od razu przystąpić do działania. Sądząc jednak po tym, że jego tutaj nie było, nie zdołał wypatrzeć swojego krewnego na niebie i nie wiedział, w którą stronę go ścigać.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.