-Jeżeli umiesz wciskać ludziom wyssane historyjki z palca, możesz spróbować wmówić im, że ten niezidentyfikowany obiekt latający to nowy wynalazek cyrkowy. Taka miotła z czymś, co ją utrzymuje w powietrzu. Podobno mugole lubią takie wynalazki - wzruszył ramionami. - A potem im powiedz, że to próby cyrkowej i to miała być nowa atrakcja, ale coś poszło nie tak.
Wspomnienie o miłym cmentarzu było całkiem trafne, bo Nikolai podejrzewał, że jeżeli jego stryj kiedykolwiek straci do niego cierpliwość, to właśnie tam Kol mógłby wylądować. A wolałby zostać pochowanym w jakimś miłym miejscu, jeżeli nie przetransportują jego ciała do Rosji. Na wspomnienie o potworach nad jeziorem, które wysysały z ludzi życie, oczy aż mu zalśniły.
-Potwory? Prawdziwe potwory? Nie żadne takie wymyślone, żeby dzieci się tam nie błąkały? Co to za potwory? Chyba nie Akromantule? Albo Błotoryje? - tutaj aż się wzdrygnął. -Skąd się wzięły? Zawsze tu były? Ktoś je sprowadził? Zabiły już kogoś?
Wszystkie pytania naraz, w podobnym tempie, w jakim wcześniej mówiła Brenna, aż cud, że mu się język nie zaplątał. Czy Brenna dała radę coś z jego paplaniny zrozumieć?
Opcja spalenia nieszczęsnej miotły od biedy mogła ujść, chociaż nie byłaby tak satysfakcjonująca, jak walnięcie w nią porządną Bombardą.
-Możemy ją najpierw przerobić na wykałaczki, a potem teatralnie spalić. Nie wydaje mi się, żeby Vlad ją trzymał przez zwykły sentyment. Nie był sentymentalny, zanim przeprowadził się do Anglii. Poza tym, gdyby miał do niej sentyment, nie rzuciłby jej do piwnicy, żeby spróchniała pod warstwą kurzu - czy on właśnie jawnie przyznał się do swojej lekkomyślności, że wziął miotłę, która bardziej nadawała się do wyrzucenia, niż do użytku? Może...
Na samo wspomnienie pierwszej dziewczyny stryja mina trochę mu zrzedła.
-Po niej nie ma żadnych pamiątek - powiedział cicho.
No cóż, dla niej to również była przykra historia, której wolałby Vladowi nie przypominać.
A więc Vladimira tu nie było... Był tylko Kol i Brenna, a skoro stryja nie było i może nie będzie go przez jeszcze jakiś czas, to...
-Będzie ci przeszkadzało, jak zapalę? - wolał spytać teraz, zamiast narażać siebie na przytyki, a Brennę na nieprzyjemność, jeśli nie lubiła zapachu tytoniu, albo miała jakieś problemy zdrowotne.
Poklepał się po kieszeniach spodni. Uff, są. Z jednej kieszeni wyciągnął papierosy, z drugiej zapalniczkę - niewielką, czarną, z wygrawerowaną na srebrno datą "1943". Był zestresowany, a stres wzmagał głód, i albo teraz, albo wcale, póki Vladimir go nie widział. Zaproponował papierosa również Brennie.