21.03.2024, 22:14 ✶
Gdyby Olivia była na miejscu Laurenta, na pewno nie skończyłoby się to tak dobrze. Rudowłosa panna Quirke bywała bardzo lekkomyślna i działała niezwykle impulsywnie. Gdy uważała, że coś jest niesprawiedliwe, potrafiła być naprawdę upierdliwa, ale też wyciągać łapy w stronę oczu, jakby chciała je wydrapać przeciwnikowi. Znała tyle przekleństw, że jej ojcu i matce na pewno zwiędłyby uszy, gdyby usłyszeli chociaż ułamek z nich. Potrafiła słownie zadawać ciosy, które raniły: nawet nieświadomie, gdy tylko się zirytowała. Najpierw mówiła, potem myślała. I owszem - zwykle myślała miłe rzeczy, więc ludzie uważali, że to urocze, a ta istota przed nimi jest dobra, miła i kochana. Bo zwykle mówiła dobre, miłe i kochane rzeczy, więc inni przymykali na to oko. Ale gdy ktoś krzywdził innych... Najlepiej było wtedy po prostu się odsunąć, bo niestety ale często gęsto było tak, że osoby obok obrywały rykoszetem. Ach, gdyby to ona stała w miejscu Laurenta, to mała panienka Black zapewne straciłaby co najmniej połowę swoich włosów. Nie za sam wypadek - za reakcję na niego.
- Tak, znamy się, chociaż nie spędzamy za dużo czasu razem. Ona ma swoje sprawy, ja swoje. Najczęściej widuję ją w Dziurawym Kotle, będzie dostarczać nam część składników do sklepu, niezbędnych do wytworzenia bardziej skomplikowanych eliksirów. No i czasem zdarzało nam się upić - odpowiedziała, obracając głowę w stronę Prewetta. Ger też znał? Okazywało się, że obracali się w podobnych kręgach i mieli tych samych znajomych, chociaż nigdy do tej pory nie spotkali się w większym gronie. To było nawet zabawne, jaki ten świat był mały, zwłaszcza patrząc na to, że pochodzili z różnych warstw społecznych. Spoważniała jednak, gdy wspomniał o czerwcu. Jakiś cień przemknął przez jej twarz, chociaż był widoczny przez zaledwie kilka sekund. Olivia westchnęła i znowu poprawiła włosy, zerkając w górę, na czyste niebo. Faktycznie, pogoda im dopisywała. Westchnęła ciężko, głośno. Nie chciała tego nawet komentować, bo co by powiedziała? Udało mu się przeżyć, wiedział że powinien na siebie uważać - powtarzanie mu tego nic nie zmieni. Mogłaby spróbować jakoś dodać Laurentowi otuchy, ale nie bardzo wiedziała w jaki sposób miałaby to zrobić. Mogła jednak spróbować, pociągnąć temat dalej. I to chciała zrobić. Już nawet otwierała usta, żeby to zrobić, ale nagle Prewett zatrzymał konia. Olivia zmarszczyła brwi, nie do końca rozumiejąc, co on wyczynia. Obróciła głowę w tym samym kierunku.
Skierowała swojego wierzchowca w stronę, w którą udał się Laurent. Nie schodziła jednak z konia, tylko z początku rozglądała się czujnie, jakby od razu do głowy przyszło jej niebezpieczeństwo, które mogło na nich czyhać. Chociaż byli w stosunkowo bezpiecznym miejscu, to bliskość linii drzew i błysk z oddali wcale nie napawały jej optymizmem. Ostatnio stała się odrobinę podejrzliwa i przyglądanie się otoczeniu weszło jej w krew. Ale nie na tyle, by powstrzymać ją przed robieniem głupot, naturalnie. Dlatego wciąż tkwiła w siodle i posłusznie czekała, jak na grzeczną dziewczynkę przystało.
- Co tam masz? - zapytała, stając w strzemionach, by lepiej widzieć. Oparła się o siodło i przeniosła ciężar ciała w przód, by móc wyciągnąć szyję. - Och, jaka piękna!
To tylko pozytywka, nic strasznego. Quirke usiadła i wysunąwszy stopy ze strzemion, przerzuciła nogę przez siodło by móc zsunąć się z gracją po końskim boku. Wylądowała miękko na ziemi i przeciągnęła się. Dopiero co wsiadła na konia, ale nie zaszkodzi rozprostować kości. Pozytywka była naprawdę piękna i ładnie zdobiona. Wyglądała na drogą.
- Wygląda na drogą. Ktoś ją tu chyba zostawił? Gdzie dokładnie była? Raczej nie gubi się rzeczy takiej wielkości tak po prostu, przypadkiem - być może powinno jej zadzwonić w głowie, że to niebezpieczne i że to może być pułapka, ale jakoś o tym po prostu nie pomyślała. Rozejrzała się więc odruchowo, ale nie dostrzegała niczego podejrzanego. Skupiła więc wzrok na pozytywce i zmarszczyła w zastanowieniu brwi. - No na pewno nie możemy jej tu zostawić, nie? Pewnie ktoś jej szuka. Jak nie dziecko, to jakaś pani, która pewnie rwie włosy z głowy, że zgubiła coś tak ślicznego.
- Tak, znamy się, chociaż nie spędzamy za dużo czasu razem. Ona ma swoje sprawy, ja swoje. Najczęściej widuję ją w Dziurawym Kotle, będzie dostarczać nam część składników do sklepu, niezbędnych do wytworzenia bardziej skomplikowanych eliksirów. No i czasem zdarzało nam się upić - odpowiedziała, obracając głowę w stronę Prewetta. Ger też znał? Okazywało się, że obracali się w podobnych kręgach i mieli tych samych znajomych, chociaż nigdy do tej pory nie spotkali się w większym gronie. To było nawet zabawne, jaki ten świat był mały, zwłaszcza patrząc na to, że pochodzili z różnych warstw społecznych. Spoważniała jednak, gdy wspomniał o czerwcu. Jakiś cień przemknął przez jej twarz, chociaż był widoczny przez zaledwie kilka sekund. Olivia westchnęła i znowu poprawiła włosy, zerkając w górę, na czyste niebo. Faktycznie, pogoda im dopisywała. Westchnęła ciężko, głośno. Nie chciała tego nawet komentować, bo co by powiedziała? Udało mu się przeżyć, wiedział że powinien na siebie uważać - powtarzanie mu tego nic nie zmieni. Mogłaby spróbować jakoś dodać Laurentowi otuchy, ale nie bardzo wiedziała w jaki sposób miałaby to zrobić. Mogła jednak spróbować, pociągnąć temat dalej. I to chciała zrobić. Już nawet otwierała usta, żeby to zrobić, ale nagle Prewett zatrzymał konia. Olivia zmarszczyła brwi, nie do końca rozumiejąc, co on wyczynia. Obróciła głowę w tym samym kierunku.
Skierowała swojego wierzchowca w stronę, w którą udał się Laurent. Nie schodziła jednak z konia, tylko z początku rozglądała się czujnie, jakby od razu do głowy przyszło jej niebezpieczeństwo, które mogło na nich czyhać. Chociaż byli w stosunkowo bezpiecznym miejscu, to bliskość linii drzew i błysk z oddali wcale nie napawały jej optymizmem. Ostatnio stała się odrobinę podejrzliwa i przyglądanie się otoczeniu weszło jej w krew. Ale nie na tyle, by powstrzymać ją przed robieniem głupot, naturalnie. Dlatego wciąż tkwiła w siodle i posłusznie czekała, jak na grzeczną dziewczynkę przystało.
- Co tam masz? - zapytała, stając w strzemionach, by lepiej widzieć. Oparła się o siodło i przeniosła ciężar ciała w przód, by móc wyciągnąć szyję. - Och, jaka piękna!
To tylko pozytywka, nic strasznego. Quirke usiadła i wysunąwszy stopy ze strzemion, przerzuciła nogę przez siodło by móc zsunąć się z gracją po końskim boku. Wylądowała miękko na ziemi i przeciągnęła się. Dopiero co wsiadła na konia, ale nie zaszkodzi rozprostować kości. Pozytywka była naprawdę piękna i ładnie zdobiona. Wyglądała na drogą.
- Wygląda na drogą. Ktoś ją tu chyba zostawił? Gdzie dokładnie była? Raczej nie gubi się rzeczy takiej wielkości tak po prostu, przypadkiem - być może powinno jej zadzwonić w głowie, że to niebezpieczne i że to może być pułapka, ale jakoś o tym po prostu nie pomyślała. Rozejrzała się więc odruchowo, ale nie dostrzegała niczego podejrzanego. Skupiła więc wzrok na pozytywce i zmarszczyła w zastanowieniu brwi. - No na pewno nie możemy jej tu zostawić, nie? Pewnie ktoś jej szuka. Jak nie dziecko, to jakaś pani, która pewnie rwie włosy z głowy, że zgubiła coś tak ślicznego.