21.03.2024, 22:59 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.03.2024, 23:02 przez Brenna Longbottom.)
- Polecam przedstawienia w cyrku Bellów. Są w tym znacznie lepsi niż ja - powiedziała, a kącik jej warg uniósł się lekko, w czymś na kształt półuśmiechu. Och, Brenna umiała zrobić z siebie przedstawienie, czasem chcący, czasem niechcący - czy też raczej zrobić z siebie koncertową idiotkę, bywało, że w pełni celowo. Ale nie musiała koniecznie się tym przechwalać (jakby było czym), a poza tym jednak akrobatyczne popisy Bellów na pewno spodobają się Rosjaninowi dużo bardziej.
Temat widm był osobisty, ale nie był też czymś, o czym nie byłaby w stanie rozmawiać. Rzeczywistość Brenny od dawna malowała się szarością, kobieta tkwiła po uszy w konflikcie, który podczas Beltane wszedł na nowy poziom. Ale jednocześnie nie był to dla niej temat do żartów - nie, kiedy wiedziała, jakie efekty przyniosło pojawienie się tych stworów w lesie.
I w ten czy inny sposób wszystko wiązało się z Voldemortem.
Mimo to ucieszyła się, że porzucił temat, głównie dlatego, że jeżeli ten nie zainteresował go aż tak mocno, może nie podejmie prób wchodzenia do Kniei, wbrew zakazom wydanym przez Brygadę Uderzeniową.
- Całkiem ładnie - powiedziała, spoglądając na porozrzucane po pobliskiej trawie fragmenty drewna. - Chyba nie muszę się wyżywać - dodała, uśmiechając się tym razem całkiem jawnie. Zimnego gniewu, jaki w sobie niosła, może od ataku Voldemorta podczas sabatu Beltane miesiąc temu, a może od pewnej grudniowej nocy przed dwoma laty, kiedy zwolennik Czarnego Pana zamordował na jej oczach dzieciaka, nie dało się zabić za pomocą zaklęć rzucanych w drewno. Można było tylko schować go gdzieś głęboko, albo pozwolić, by wypełnił duszę chłodem.
Mimo to uniosła różdżkę, ot tak, w ramach ćwiczeń.
Zamierzała posłać odłamki w górę, by nie podpalić trawy, a następnie je podpalić.
Translokacja poderwała resztki po miotle w powietrze - i chwilę później spłonęły w magicznym ogniu.
- To co? Teleportacja z powrotem do Doliny Godryka?
Temat widm był osobisty, ale nie był też czymś, o czym nie byłaby w stanie rozmawiać. Rzeczywistość Brenny od dawna malowała się szarością, kobieta tkwiła po uszy w konflikcie, który podczas Beltane wszedł na nowy poziom. Ale jednocześnie nie był to dla niej temat do żartów - nie, kiedy wiedziała, jakie efekty przyniosło pojawienie się tych stworów w lesie.
I w ten czy inny sposób wszystko wiązało się z Voldemortem.
Mimo to ucieszyła się, że porzucił temat, głównie dlatego, że jeżeli ten nie zainteresował go aż tak mocno, może nie podejmie prób wchodzenia do Kniei, wbrew zakazom wydanym przez Brygadę Uderzeniową.
- Całkiem ładnie - powiedziała, spoglądając na porozrzucane po pobliskiej trawie fragmenty drewna. - Chyba nie muszę się wyżywać - dodała, uśmiechając się tym razem całkiem jawnie. Zimnego gniewu, jaki w sobie niosła, może od ataku Voldemorta podczas sabatu Beltane miesiąc temu, a może od pewnej grudniowej nocy przed dwoma laty, kiedy zwolennik Czarnego Pana zamordował na jej oczach dzieciaka, nie dało się zabić za pomocą zaklęć rzucanych w drewno. Można było tylko schować go gdzieś głęboko, albo pozwolić, by wypełnił duszę chłodem.
Mimo to uniosła różdżkę, ot tak, w ramach ćwiczeń.
Zamierzała posłać odłamki w górę, by nie podpalić trawy, a następnie je podpalić.
Rzut W 1d100 - 43
Sukces!
Sukces!
Rzut N 1d100 - 74
Sukces!
Sukces!
Translokacja poderwała resztki po miotle w powietrze - i chwilę później spłonęły w magicznym ogniu.
- To co? Teleportacja z powrotem do Doliny Godryka?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.