21.03.2024, 23:00 ✶
Thomas rozmawia z Erikiem, Morpheusem, Nora i Brenną, podsuwa talerz z kiełbaskami Samowi.
Zaczynał czuć się coraz lepiej. Był wśród przyjaciół, którzy rozmawiali, w jego mniemaniu, na błahe tematy, słoneczko radośnie świeciło a dzięki okularom mógł cieszyć się przyjemnym ciepłem nie narażając się na jeszcze gorszy ból głowy. Śniadanie było naprawdę smaczne, powoli mijały alkoholowe mdłości i zapach tytoniu już go nie drażnił. Zapowiadał się leniwy dzień, który miło by było spędzić dalej w ogrodzie. Szkoda, że część domowników miała zamiar stąd wybyć.
- Na waszym miejscu usiadłbym gdzieś z tyłu tak, by nie było widać, że w czasie ceremonii się zdrzemniecie. Podejrzewam, że i tak większość będzie albo w tym samym stanie, albo będą wlepienie w państwo młodych. - Uśmiechał się, widząc zbolałą minę Erika.
Spojrzał na Norę z uniesionymi brwiami, gdy zwróciła mu uwagę na temat kawy. Tak naprawdę nigdy mu nie zaszkodziła, ba, wielokrotnie ratowała z czeluści porannych piekieł, nie rozumiał więc, skąd ta troska.
- Spokojnie, panuję nad sytuacją, to naprawdę najlepsze, co mogę w siebie wrzucić. Przynajmniej przez jakiś czas - skwitował. Widać było, że powoli wracają mu twarz kolory, stawał się też coraz bardziej zrelaksowany.
Na Sama, który widać nadal walczył ze skutkami tego, co działo się w nocy spojrzał ze współczuciem. Machnął ręką w odpowiedzi na jego powitanie, wiedząc, że kac nie miał w większości serca (co prawda nie wiedział, że to raczej kac moralny). Podsunął mu nawet bliżej talerz z kiełbaskami, samemu zabierając się za tworzenie kanapki z szynką.
Na widok Brenny zaś, uśmiechnął się jeszcze szerzej, wiedząc, że to też dzięki mogli cieszyć się wspólnym posiłkiem.
- Wyspałem się na tyle, ile pozwoliła noc pełna wrażeń. Nalejesz mi kawy, jedna czuję dziś nie wystarczy. A potem usiądź i zjedz spokojnie, jesteśmy dorośli, większość z nas doskonale zna drogę do kuchni poradzimy sobie. - Mrugnął do niej, podsuwając jednocześnie swój opustoszały już teraz kubek.
!roślinywarowni
Zaczynał czuć się coraz lepiej. Był wśród przyjaciół, którzy rozmawiali, w jego mniemaniu, na błahe tematy, słoneczko radośnie świeciło a dzięki okularom mógł cieszyć się przyjemnym ciepłem nie narażając się na jeszcze gorszy ból głowy. Śniadanie było naprawdę smaczne, powoli mijały alkoholowe mdłości i zapach tytoniu już go nie drażnił. Zapowiadał się leniwy dzień, który miło by było spędzić dalej w ogrodzie. Szkoda, że część domowników miała zamiar stąd wybyć.
- Na waszym miejscu usiadłbym gdzieś z tyłu tak, by nie było widać, że w czasie ceremonii się zdrzemniecie. Podejrzewam, że i tak większość będzie albo w tym samym stanie, albo będą wlepienie w państwo młodych. - Uśmiechał się, widząc zbolałą minę Erika.
Spojrzał na Norę z uniesionymi brwiami, gdy zwróciła mu uwagę na temat kawy. Tak naprawdę nigdy mu nie zaszkodziła, ba, wielokrotnie ratowała z czeluści porannych piekieł, nie rozumiał więc, skąd ta troska.
- Spokojnie, panuję nad sytuacją, to naprawdę najlepsze, co mogę w siebie wrzucić. Przynajmniej przez jakiś czas - skwitował. Widać było, że powoli wracają mu twarz kolory, stawał się też coraz bardziej zrelaksowany.
Na Sama, który widać nadal walczył ze skutkami tego, co działo się w nocy spojrzał ze współczuciem. Machnął ręką w odpowiedzi na jego powitanie, wiedząc, że kac nie miał w większości serca (co prawda nie wiedział, że to raczej kac moralny). Podsunął mu nawet bliżej talerz z kiełbaskami, samemu zabierając się za tworzenie kanapki z szynką.
Na widok Brenny zaś, uśmiechnął się jeszcze szerzej, wiedząc, że to też dzięki mogli cieszyć się wspólnym posiłkiem.
- Wyspałem się na tyle, ile pozwoliła noc pełna wrażeń. Nalejesz mi kawy, jedna czuję dziś nie wystarczy. A potem usiądź i zjedz spokojnie, jesteśmy dorośli, większość z nas doskonale zna drogę do kuchni poradzimy sobie. - Mrugnął do niej, podsuwając jednocześnie swój opustoszały już teraz kubek.
!roślinywarowni