22.03.2024, 12:07 ✶
Brenna miała jednak nieodparte wrażenie, że nie, Ginewra by nie zrozumiała - i to nie tylko dlatego, że nie zdała sobie sprawy z tego, że mogło łączyć tę dwójkę stosunkowo bliskie pokrewieństwo. Kobieta wychowywała się wśród ludzi, nie pośród zwierząt, i nawet jeżeli umiejętność animagii płynęła niejako w jej krwi, znacznie potężniejsza niż u innych czarodziejów, nie oznaczało to, że przejęła zwierzęce zwyczaje na tyle mocno, aby nie przeszkadzało jej, że obwąchuje ją rosły, obcy mężczyzna. Brenna nie puściła więc, choć dostrzegła niezadowolenie Samuela. Nie puściła i wtedy, gdy zaczął mówić, ani nawet nie od razu, kiedy Ginewra odpowiedziała. Wodziła tylko spojrzeniem pomiędzy nimi, nie odzywając się, ale powoli przyswajając fakty.
Berenikę pamiętała jako ponurą kobietę, która z każdym rokiem stawała się tylko dziwniejsza, coraz bardziej zaborcza wobec swojego syna, coraz bardziej niechętna wobec świata zewnętrznego. Nie miała pojęcia, czyją była córką, siostrą lub kuzynką - nigdy nie pytała o to samej Bereniki, która nie chciałaby z nią rozmawiać, z tą dziewczynką, której nie dało się nastraszyć opowieściami o babie jadze i zjadaniu dzieci, by zaczęła unikać chłopca z Kniei. Nie pytała i Samuela, bo temat rodziny i ich odcięcia od świata zdawał się tematem tabu.
Zbieg okoliczności był spory, ale też nie nieprawdopodobny.
Magiczne rodziny miały wiele gałęzi albo wymierały. Stopień pokrewieństwa między Ginewrą i Samuelem dało się uznać zarówno za bliski, jak i za daleki - zależy, z której strony by na to spojrzeć. Wśród rodzin czystej krwi zdarzały się w nie tak dawnych czasach nawet małżeństwa pomiędzy osobami spokrewnionych w ten sposób. Ale równie często zdarzało się, że kuzynów z drugiej linii postrzegano jako część rodziny. Wszystko zależało od tradycji w rodach, i często od samych zainteresowanych.
Być może dla tej dwójki to naprawdę coś znaczyło: dla Sama, który nie miał już żadnej rodziny, ani bliskiej, ani dalekiej i zdawał się zagubiony i samotny w świecie, w którym nie było matki, a Knieja przestała być przyjazna. Jego więziami z cywilizacją zawsze były Nora i Brenna, a kontakty z tą pierwszą ucięły się na lata, wraz z wzajemnym niezrozumieniem i uświadomieniem, że spotykają się na granicy dwóch światów, gdy żadne nie jest gotowe porzucić tego swojeg. Dla Ginewry, która w Anglii pozostawała w pewnym sensie obca, nawet jeżeli stąd pochodził jej ojciec i bezbłędnie władała tutejszym językiem.
- Chyba powinnam zostawić was samych - powiedziała w końcu miękko, cofając wreszcie rękę, w wierze, że Sam niekoniecznie rzuci się od razu do Ginewry. A nawet jeżeli, to ta będzie już wiedziała, o co chodzi i zdoła postawić własną granicę. - Gdybyście mnie potrzebowali, będę przy grobowcu Longbottomów - dodała, wycofując się.
Posłużyła chyba w pewnym sensie za pomost i katalizator sytuacji, ale w tej chwili stawała się tu intruzem, a ta dwójka potrzebowała przestrzeni.
Berenikę pamiętała jako ponurą kobietę, która z każdym rokiem stawała się tylko dziwniejsza, coraz bardziej zaborcza wobec swojego syna, coraz bardziej niechętna wobec świata zewnętrznego. Nie miała pojęcia, czyją była córką, siostrą lub kuzynką - nigdy nie pytała o to samej Bereniki, która nie chciałaby z nią rozmawiać, z tą dziewczynką, której nie dało się nastraszyć opowieściami o babie jadze i zjadaniu dzieci, by zaczęła unikać chłopca z Kniei. Nie pytała i Samuela, bo temat rodziny i ich odcięcia od świata zdawał się tematem tabu.
Zbieg okoliczności był spory, ale też nie nieprawdopodobny.
Magiczne rodziny miały wiele gałęzi albo wymierały. Stopień pokrewieństwa między Ginewrą i Samuelem dało się uznać zarówno za bliski, jak i za daleki - zależy, z której strony by na to spojrzeć. Wśród rodzin czystej krwi zdarzały się w nie tak dawnych czasach nawet małżeństwa pomiędzy osobami spokrewnionych w ten sposób. Ale równie często zdarzało się, że kuzynów z drugiej linii postrzegano jako część rodziny. Wszystko zależało od tradycji w rodach, i często od samych zainteresowanych.
Być może dla tej dwójki to naprawdę coś znaczyło: dla Sama, który nie miał już żadnej rodziny, ani bliskiej, ani dalekiej i zdawał się zagubiony i samotny w świecie, w którym nie było matki, a Knieja przestała być przyjazna. Jego więziami z cywilizacją zawsze były Nora i Brenna, a kontakty z tą pierwszą ucięły się na lata, wraz z wzajemnym niezrozumieniem i uświadomieniem, że spotykają się na granicy dwóch światów, gdy żadne nie jest gotowe porzucić tego swojeg. Dla Ginewry, która w Anglii pozostawała w pewnym sensie obca, nawet jeżeli stąd pochodził jej ojciec i bezbłędnie władała tutejszym językiem.
- Chyba powinnam zostawić was samych - powiedziała w końcu miękko, cofając wreszcie rękę, w wierze, że Sam niekoniecznie rzuci się od razu do Ginewry. A nawet jeżeli, to ta będzie już wiedziała, o co chodzi i zdoła postawić własną granicę. - Gdybyście mnie potrzebowali, będę przy grobowcu Longbottomów - dodała, wycofując się.
Posłużyła chyba w pewnym sensie za pomost i katalizator sytuacji, ale w tej chwili stawała się tu intruzem, a ta dwójka potrzebowała przestrzeni.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.