adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz tajemnic IV
Brenna postanowiła poczekać na zewnątrz aż Vlad i Kol rozmówią się w sprawie podróży na szalonej miotle. Taki wybór zdawał się jej sensownym kompromisem. Niezbyt chciała być świadkiem rodzinnej rozmowy, gdy jednego Petrova znała tylko jako sąsiada, a drugiego poznała piętnaście minut temu, postanowiła więc nie wchodzić z nimi do środka. Nie prosiła jednak o przekładanie całego spotkania – po pierwsze, kwestie oprowadzania było jej już wygodniej załatwić dzisiaj, niż potem żonglować harmonogramem tygodnia, po drugie, w takich sytuacjach niekiedy zainteresowanym łatwiej było powściągnąć emocje, jeżeli ktoś "z zewnątrz" był w pobliżu.
Swoim zwyczajem władowała się więc na najbliższe drzewo, przysiadła na najniższej gałęzi i kiedy Nikolai pojawił się z powrotem, podparta o pień właśnie zjadała czekoladową żabę.
– Cześć – przywitała się, po raz drugi tego dnia i zeskoczyła z gałęzi. – Zbierasz karty z czekoladowych żab? W Hogwarcie to była cenna waluta. Mam Agryppę. To już chyba ze dwudziesty – powiedziała, prezentując mu kartę wyciągniętą z opakowania. Spoglądał z niej mężczyzna o brązowych włosach, ciemnych wąsach i krótkiej brodzie, odziany w strój, jaki nosiło się w Niemczech w okolicach XVI wieku, a jego wizerunek podpisano jako „Korneliusz Agryppa”. Brenna nie miała zielonego pojęcia, czy w Rosji mieli takie karty albo jakiś ich odpowiednik.
– Chcesz zobaczyć w Dolinie coś konkretnego? Na bazarku Lovegoodów na przykład znajdziesz podobno wszystko, od kociołka po narzeczoną, w papierniczym Bagshotów są najlepsze notatniki, pióra i farby, magiczne oczywiście, po wrzosowiskach ponoć przechadzał się kiedyś sam Godryk Gryffindor, w szklarni u Sproutów znajdziesz rośliny z całego świata, a w sadach Abottów są lewitujące drzewa… tylko jak spróbuje się ukraść owoce, to można oberwać gałęzią – wyrecytowała, wybierając pierwsze lepsze miejsca „czarodziejskie” warte zobaczenia, jakie przychodziły jej do głowy w okolicy. Było ich rzecz jasna więcej, ale spora część leżała w Kniei albo w okolicach tejże, a nawet na te w teorii bezpieczne obszary Brenna wolała nie zapuszczać się w dwie osoby. Za dobrze pamiętała, że dwa ciała zostały znalezione na środku pola. Widma może nie atakowały grup, dwójkę jednak mogły i nie należało zakładać, że nie wyjdą z lasu... – Może w którymś z tych miejsc już byłeś?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.