22.03.2024, 21:18 ✶
Mówiła dużo. Nawet bardzo dużo. Zwłaszcza, że już dawno się zorientowała, że jeżeli mówi odpowiednio dużo, to zwykle inni też zaczynają mówić - choćby ci najbardziej mrukliwi, jakby czuli się zobowiązani odpowiedzieć, skoro ona już wyrzuciła z siebie te sto słów na minutę i nagle umilkła, spoglądając na nich wyczekująco. Tak było i miało pozostać przynajmniej przez najbliższe kilka lat.
I oczywiście, że nie było sensu w braniu trzech książek, gdy można było wziąć na raz wszystkie! Może była to gorączka przed SUMAmi, a może tylko objaw charakteru Brenny, która zwykle chciała zrobić kilka rzeczy na raz, a poza tym nie lubiła tracić czasu, gdy można było pewne rzeczy zoptymalizować…
- Zawsze uważam! - zapewniła głośno, słysząc jego głos. I nie, nie wywaliła się, bo wbrew temu, co można by wywnioskować na podstawie regularnie pojawiających się na jej rękach i nogach siniaków oraz zadrapań, nie była niezdradna. Za to walnęła książki na blat stolika, przy którym Isaac uczył się o swoich fascynujących, magicznych stworzeniach, nieco zbyt zamaszystym ruchem. W efekcie te ze szczytu stosu się posypały – Brenna zdążyła złapać jedną, drugą podeprzeć łokciem, ale trzecia rąbnęła na podłogę, a czwarta prosto na książkę Bagshota.
– Widzisz, wszystko pod kontrolą. Anektuję tę połowę stolika, jeśli chcesz protestować, możemy o nią walczyć na ubitej ziemi – oświadczyła, rozglądając się. Najwyraźniej nie tylko jej w kark zaczęła dyszeć bliskość egzaminów semestralnych, a tuż za nimi SUMów, bo biblioteka tego dnia była dość zatłoczona. Przynajmniej w porównaniu do tego jak wyglądała zazwyczaj. Brenna odłożyła na blat schwytaną książkę, ostrożnie zdjęła ze stosiku tę, którą podparła łokciem, rozejrzała się jeszcze za bibliotekarką, czy jej wszechwładne oko nie wyłapie takiego potraktowania szkolnego księgozbioru, a potem sięgnęła po ten wolumin, który zakrył na moment fascynującą z pewnością pozycję o faunie i florze Norwegii.
– Możesz na mnie rzucić silenco, żebym nie przeszkadzała ci w… nauce o Norwegii. Chcesz jechać do Norwegii czy to w programie OWUTEmów? Czy na zajęciach z zielarstwa w przyszłym roku będę musiała się uczyć o Norwegii? A. Właśnie, tak, silenco, masz moją zgodę, sama powinnam skupić się na… – i tu urwała, przesuwając wzrokiem pełnym zamyślenia po książkach, które ze sobą przyniosła spomiędzy bibliotecznych półek. Najwyraźniej nie była do końca pewna, na czym konkretnym powinna się skupić. Szybko jednak uznała, że na pewno nie na numerologii. Po co w ogóle chciała próbować? Po co wzięła tę książkę z półki?! A, tak, zaraz, musiała zdać egzamin semestralny z dwóch przedmiotów dodatkowych, żeby w ogóle móc zdawać SUMy…
I oczywiście, że nie było sensu w braniu trzech książek, gdy można było wziąć na raz wszystkie! Może była to gorączka przed SUMAmi, a może tylko objaw charakteru Brenny, która zwykle chciała zrobić kilka rzeczy na raz, a poza tym nie lubiła tracić czasu, gdy można było pewne rzeczy zoptymalizować…
- Zawsze uważam! - zapewniła głośno, słysząc jego głos. I nie, nie wywaliła się, bo wbrew temu, co można by wywnioskować na podstawie regularnie pojawiających się na jej rękach i nogach siniaków oraz zadrapań, nie była niezdradna. Za to walnęła książki na blat stolika, przy którym Isaac uczył się o swoich fascynujących, magicznych stworzeniach, nieco zbyt zamaszystym ruchem. W efekcie te ze szczytu stosu się posypały – Brenna zdążyła złapać jedną, drugą podeprzeć łokciem, ale trzecia rąbnęła na podłogę, a czwarta prosto na książkę Bagshota.
– Widzisz, wszystko pod kontrolą. Anektuję tę połowę stolika, jeśli chcesz protestować, możemy o nią walczyć na ubitej ziemi – oświadczyła, rozglądając się. Najwyraźniej nie tylko jej w kark zaczęła dyszeć bliskość egzaminów semestralnych, a tuż za nimi SUMów, bo biblioteka tego dnia była dość zatłoczona. Przynajmniej w porównaniu do tego jak wyglądała zazwyczaj. Brenna odłożyła na blat schwytaną książkę, ostrożnie zdjęła ze stosiku tę, którą podparła łokciem, rozejrzała się jeszcze za bibliotekarką, czy jej wszechwładne oko nie wyłapie takiego potraktowania szkolnego księgozbioru, a potem sięgnęła po ten wolumin, który zakrył na moment fascynującą z pewnością pozycję o faunie i florze Norwegii.
– Możesz na mnie rzucić silenco, żebym nie przeszkadzała ci w… nauce o Norwegii. Chcesz jechać do Norwegii czy to w programie OWUTEmów? Czy na zajęciach z zielarstwa w przyszłym roku będę musiała się uczyć o Norwegii? A. Właśnie, tak, silenco, masz moją zgodę, sama powinnam skupić się na… – i tu urwała, przesuwając wzrokiem pełnym zamyślenia po książkach, które ze sobą przyniosła spomiędzy bibliotecznych półek. Najwyraźniej nie była do końca pewna, na czym konkretnym powinna się skupić. Szybko jednak uznała, że na pewno nie na numerologii. Po co w ogóle chciała próbować? Po co wzięła tę książkę z półki?! A, tak, zaraz, musiała zdać egzamin semestralny z dwóch przedmiotów dodatkowych, żeby w ogóle móc zdawać SUMy…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.