Nie istniały rodziny idealne, ale istniały te, które pozór ideału potrafiły utrzymywać, dopóki drzwi rodowych posiadłości nie odcinały ich od zewnętrznego świata i ciekawskich oczu. Taka właśnie była rodzina Petrovych - idealna na salonach, ale psująca się powoli od środka.
Nikolai nie miał okazji do robienia wielu rzeczy w dzieciństwie, które robiły dzieci w Wielkiej Brytanii. Może właśnie dlatego, teraz gdy nie obserwowały go czujne oczy ojca, dusza sama pchała go do podejmowania lekkomyślnych decyzji? Może to była forma jego spóźnionego, młodzieńczego buntu, żeby teraz popełnił błędy, skaleczył się, powiedział parę słów za dużo i wyniósł z tego lekcję? Żeby nauczył się, dlaczego niektórych rzeczy po prostu nie powinno się robić czy mówić. Żeby nauczył się przepraszać. Brać odpowiedzialność za swoje decyzje, zamiast tupać nóżką, jak rozwydrzony bachor i zrzucać winę na innych.
Gdyby Brenna była córką Vitaliego Petrov, nie byłaby tą samą osobą, którą była dziś. Dlatego komentarz o ojcu Brenny i jego zamiłowaniu do pączków wywołał u Nikolaia delikatny uśmiech.
Plan zwiedzania, ułożony przez Brennę, pasował mu, ale tym, co go zdziwiło, był brak wiedzy o magicznej roślinności, do którego Brenna się przyznała. I jeszcze to jej kuzyn miał sadzić nasiona, które dziewczyna chciała kupić? Uniósł brwi i podrapał się po karku, trochę skołowany.
-Rozumiem, że możesz za jakimś przedmiotem nie przepadać, ale... Twój kuzyn?... On zajmuje się roślinami? Czy to nie jest bardziej... Um... Kobiecy przedmiot? - próbował ubrać swoje myśli w słowa tak, by Brenna nie poczuła się urażona. Albo, żeby nie pomyślała, że Nikolai chciał obrazić jej kuzyna, albo kogokolwiek z jej rodziny.
Nikolai nie wiedział za wiele o świecie, w tym również o Hogwarcie. W Koldovstoretz niektóre przedmioty wykładane były tylko chłopcom, niektóre tylko dziewczętom, i jednym z tych przedmiotów było właśnie Zielarstwo, dlatego Kol spodziewał się, że Brenna będzie w tej kwestii biegła.
-...A może kolejna różnica kulturowa? - dodał, próbując się chronić przed ewentualnym oburzeniem Brenny.
Nikolai szedł w tempie trochę szybszego spaceru, więc Brenna nie musiała gwałtownie zmieniać tempa swojego marszu.
-Godryk Gryffindor to jeden z założycieli waszej szkoły, zgadza się? - coś jednak pamiętał z Historii Magii.