Dlatego trzeba było działać ostrożnie. Nie dopuścić do tego, aby promienie jakiegokolwiek światła, dotarły tam, gdzie nie powinny. Aby nie odkryły to, co jest przeznaczone dla uszu, wzroku i serca tego, który nie powinien o tym wiedzieć. Doświadczać dodatkowego bólu. Istota żyjąca w niewiedzy, bywa bardziej szczęśliwa, niżeli ta, która znając brudy będzie żyć w obawie. O swoje lub cudze życie. Lepiej jest żyć w kłamstwie, niżeli w prawdzie. Kłamstwa są proste i zakrywają to, co prawdziwe. Prawda często przynosi ból. A chyba tego Laurent nie chciałby doświadczać. Temat, który był nie raz omawiany, potrafił powracać jak bumerang, za każdym razem.
Laurent, jako istota stworzona w połowie człowiekiem, w połowie selkie, była gatunkiem "zagrożonym". Choć piękny, miał wrogów. Choć bezbronny, jest nieufny. Uważny i ostrożny. Ryzykował, lecz robił to świadomie. Wpuścił do siebie kogoś, kogo się bał. Ta wspominana często "wyjątkowość" przyciągała go do niego jak magnez. Do Traversa. Czarodzieja, o czarnym sercu, którego korzenie wywodziły się z rodu skazanego na życie w likantropii. A on, jeden z nielicznych, nie był jednym z nich. Stał się motylem, nie wilkiem. Czy piękny owad, może być groźniejszych od wyjącego w pełnię, przerażającego ssaka?
Z fauny do flory. Kwiaty. Rośliny, których Nicholas do pewnego czasu, nie posiadał w swoim mieszkaniu. Jeszcze w połowie tego miesiąca, był zdziwiony bukietem, jaki odebrał a przekazane były dla jego współlokatora. Nawet, jeżeli miały inne przeznaczenie, szpeciły mu wnętrze. Było dobrze, że temat pozostawił bez komentarza, bowiem niedawno, to on, Travers, otrzymał nie bukiet, ale roślinkę doniczkową. Od Laurenta.
Czy Nicholas miał swoje ulubione kwiaty? Nie. Chyba, że susz, wykorzystywany do rytuałów? Albo odstraszenia czegoś, kogoś. Ale jeżeli podejść do tego jak Laurent, który uwielbiał słoneczniki, tak Nicholas cenił sobie kalie. Czarne, kalie.
Nikogo nie powinni dziwić, dlaczego.
Laurent zaczął wyswobadzać się z jego objęcia, więc Nicholas zabrał rękę, pozwalając mu się poprawić. Przyglądał się temu, jak poprawiał włosy.
- Nie masz za co.Zapewnił. Nie zrobił nic, za co miałby teraz przepraszać. Miał prawo być zmęczonym, biorąc pod uwagę dzisiejszy dzień i swoją chorobę? Może jego organizm wymagał częstego odpoczynku.
- Jesteś, jaki jesteś. Nie przeszkadza mi to.
Dodał. Nie wiedzieć po co. Może chcąc zaznaczyć, że nie przeszkadza mu to, jaki jest Laurent podczas zmęczenia?
Dzień zleciał im pozytywnie, przyjemnie, bez konieczności sięgania po przyjemności. Głębokie, przyjemności. Bez seksu. Travers widocznie udowodnił mu, że bliskość przebywania ze sobą dwóch osób nie zawsze musi się tym kończyć. Zaspokajaniu potrzeb. Pokazał mu sobą inną wyjątkowość. Choć nie darzył go żadnym ciepłym uczuciem, żadną miłością, był obok.
Prewett podziękował za ten dzień. Travers skinął głową i powoli wstał. To by znaczyło, że spotkanie mogło dobiegać oficjalnie ku końcowi. Nawet, jeżeli deszcze nie przestawał padać, dla Nicholasa nie było problemem teleportować się. O ile nie przewidziano zakłóceń. O ile nie będzie zmuszony zostać tutaj dłużej niż jest to konieczne. Zostawać na noc?
Uwagę początkowo skupił na jego jarczuku, a po chwili odwrócił w kierunku Laurenta. Zbliżył się, pochylił, aby jedną ręką oprzeć oparcie kanapy, zaś drugą ujął jego podbródek. Spojrzał mu w oczy. W te niespotykane, piękne oczy. Ile by dał, aby je mieć tylko dla siebie. Ucałował go w usta. Tak, jakby na pożegnanie.
- Będę się zbierał. Uważaj na siebie.Poradził. Nie musiał tego mówić. Ale skoro Laurent uwielbiał tego typu słowa, chciał poczuć się ważny, Nicholas kontynuował ich grę. Możliwe, że Nicholas w ostrożności, nawiązywał także do tego śmierciożercy, który rzekomo wtargnął na jego posiadłość. Mógł także nawiązać do innych przypadków, o których mógł nie wiedzieć. Bądź, samego Dante.
Cofnął się prostując. Jeżeli Laurent nie zamierzał go zatrzymywać, Nicholas pozwolił się sam odprowadzić do wyjścia. Stamtąd teleportując do Londynu. W bezpiecznym miejscu, gdzie nikt nie powinien go widzieć. Od razu wtem zaszedł do mieszkania na Horyzontalną. Choć przemoczony, to był poniekąd niezadowolony. Miał ku temu swoje powody.