Niepewnie spojrzała na Brennę, bo ta była świadkiem jej powrotu. - Cześć. - Rzuciła, a potem szybko uciekła wzrokiem. Wróciła do swojej herbatki, która wydawała jej się być najbardziej ciekawą rzeczą na świecie.
W przeciwieństwie do Morpheusa, który wydawał się mieć z tego dziwnego napięcia panującego przy śniadaniu całkiem niezłą zabawę ona ledwie to znosiła. Panna Figg nie przywykła do takich sytuacji, walczyła więc ze sobą, żeby nie pęknąć i nie wybiec stąd z płaczem, bo robiło się naprawdę nieswojo.
Thomas za to wydawał się być najzwyczajniej w świecie skacowany, co nawet ją bawiło, zważając na to, ile się w nocy wydarzyło, przynajmniej u niej. - Powiedzmy, że ci wierzę, ale jak coś, mogę na szybko zrobić ci jakiś eliksir. - Do tego akurat się nadawała, może powinna przygotować taką mini apteczkę na kacowe poranki, żeby w przyszłości jej przyjaciele mogli od razu się nimi raczyć i unikać konsekwencji wlania w siebie zbyt wielkiej ilości alkoholu.
Jej krótkie nóżki jakoś poradziły sobie z odległością dzielącą ją i Erika. Nie umknęło jej jego syknięcie, bardzo dobrze, że zabolało, przecież o to jej chodziło.
Chyba nigdy przyjaciel nie spoglądał na nią z taką pogardą, jak tego poranka. To bolało. Bardzo bolało.
Prychnęła po uwadze na temat cenienia swojego własnego zdrowia, już ona wiedziała, jak je ceni. - To ciekawe, bo mam nieco inne wrażenie. - Powiedziała bardzo obojętnym tonem.
Oczy jej się rozszerzyły, kiedy nazwał ją Eleonorą, wyciągał najsilniejsze działa. To zaczynało się robić coraz gorsze. Zbliżyła wtedy filiżankę do ust, żeby upić z niej kolejny łyk tej przepysznej herbatki.
!roślinywarowni