Kolejny raz próbował spotkać się z Penny, ale znów miał cholernego pecha i nie zastał jej w sklepie. Irytacja rosła. Będzie musiał wysłać jej list i jeżeli po grzecznemu nie pomoże, zaczną się wyzywać przez wyjce. Szybko pójdzie im to na rozstanie, jeżeli sąsiedzi zaczną plotkować, jak to na siebie wrzeszczeli. To nawet nie był głupi pomysł. Podobnie jak zwolnić pracownika wysyłając mu list "Pan tutaj już nie pracuje. Żegnam".
W tym barze znalazł się nie przypadkowo. Wcześniej spotkanie umówione spotkanie z jakimś gostkiem, co miał problemy Nokturniańskie. Bo mu haracz założono. I nie wiedział co miał zrobić. Chciał robić biznes ale ciągle mu podkładają jakieś kłody, zastraszają. A na lepszą miejscówkę go nie było stać. Renigald go wysłuchał i dał mu czas, aby zastanowił się, czym może go przekonać, co interesującego zaoferować, aby uzyskać jego wsparcie. Inaczej, nie było mowy o interesach. I sprawa pójdzie w drugą stronę.
No nic. Odprawiwszy człowieka, nie mając z nim już nic do omówienia, westchnął i podszedł do lady barowej, aby zamówić tym razem coś mocniejszego. Jakieś dobre drogie whisky. Od paru dni chodził w kapeluszu, ale tutaj już zdjął. Położył obok. Nie można było się pomylić, że był znanym Malfoyem. Jechało od niego męskimi drogimi perfumami. Na sobie miał białą koszulkę z kołnierzem w krótkim rękawku. Granatowe spodnie i białe buty. Zaś kapelusz, jaki zakładał na głowę, był w kolorze spodni. Nie brakowało także złotego zegarka na jego lewym nadgarstku i bransoletki na prawym, a także wisiorka.
Słysząc niespodziewanie swoje upierdliwie pełne imię, przeniósł wzrok na istotę, która ośmieliła się do niego tak zwrócić. Ten wyraz twarzy zmienił się, kiedy jego oczy przyjrzały się twarzy kolegi ze szkoły.
- Issac?Zapytał, ale brzmiało to bardziej może ze stwierdzeniem.
- Nie wyjechałeś czasem?
Coś mu się może obijało o uszy, że ten czarodziej chyba planował jakieś podróże życia czy coś tam. Tak mu coś świtało, czy to był Ten Nudny Gryfon. Albo to nie był on a inny ktoś ze szkoły?