23.03.2024, 18:32 ✶
Jeśli w ogóle jakkolwiek zależało mu na tym, by w jakiś sposób pomóc Malfoyowi znaleźć rozwiązanie tej absurdalnej sytuacji, to na pewno nie ze względu na niego. Nieszczególnie więc obchodziło go, czy rzuconą dość swobodnym, niezbyt przejętym tonem radę, ten rzeczywiście miałby uznać za pomocną. Mógł więc zbyć kolejne słowa blondyna kolejnym wzruszeniem ramion, odpuścić sobie jakiekolwiek ich komentowanie, ale… wymownego spojrzenia, jakim uraczył Renigalda odpuścić sobie na pewno nie mógł. I raczej nie powinno być wątpliwości, że było to jedno z tych spojrzeń, jakie zarezerwowane były głównie dla osób, którym właśnie zdarzyło się palnąć wyjątkową głupotę.
– Do tego nie potrzebujesz Penny, tylko kogoś, kto skutecznie rozniósłby tę informację dalej – zdecydowanie nie przejął się oburzeniem Malfoya, za to w jego wypowiedzi można było wychwycić mieszaninę zrezygnowania i znudzenia. Czegoś, co nieodmiennie towarzyszyło wszelkim próbom wyjaśnienia kwestii wyjątkowo oczywistych osobom skrajnie opornym i nierozgarniętym. Bo przecież skoro nie zaręczyli się naprawdę – co akurat Terry mógł przyjąć za pewnik – wcale nie potrzebowali siebie nawzajem, by te nieszczęsne zaręczyny zerwać. Do tego wystarczyć powinien albo ktoś jakkolwiek powiązany z prasą, albo mogący szybko i sprawnie przekazać najświeższą plotkę do tejże prasy. Jeżeli jednak Malfoy zamierzał upierać się, że całe to zerwanie powinno odbyć się jak należy, w obecności narzeczonej… widocznie ich fikcyjny związek miał przetrwać nieco dłużej. Zwłaszcza, że jakoś tak trudno było oprzeć się wrażeniu, że Weasley niekoniecznie musiała popierać jego chęć do jak najszybszego spotkania się i wyjaśnienia sprawy.
– Spójrz prawdzie w oczy, Regina, tego nie da się traktować poważnie – a przynajmniej nie dało się z jego perspektywy. Nasuwające się na myśl wyobrażenie ewentualnego wesela tych dwoje również nijak nie ułatwiało tutaj sprawy. Podobnie jak wyrażona w duchu nadzieja, że Penny udało się dostatecznie szczegółowo zapamiętać minę Malfoya, gdy już podczas rozmowy palnęła coś na temat tych zaręczyn – w taki sposób, by mogła ją później odpowiednio opisać. Choć może jeszcze lepiej byłoby, gdyby jakiemuś czujnemu fotografowi udało się uchwycić ten konkretny moment na zdjęciu…
Od błądzących ku niebezpiecznym ścieżkom myśli, oderwały go kolejne pytania rozmówcy. W samą porę, by niespodziewanie nie parsknąć śmiechem do własnych myśli. I nie dość szybko, by całkowicie nie dopuścić do ponownego rozbawienia całą tą sytuacją. Chociaż… to akurat nie do końca była prawda. Zwłaszcza, że akurat rozbawienie nigdy nie opuściło przecież Terry’ego tak zupełnie.
– Jak do tej pory żadnego nie widziałem. Ale nie wątpię, że będziesz dzielnie bronił sklepu własną piersią, gdyby jacyś już pojawili się na horyzoncie – rozbawienie to odbiło się oczywiście w jego wypowiedzi oraz spojrzeniu, jakim powędrował od drzwi sklepu do sylwetki Malfoya. I jasne, może akurat w tym przypadku powinien wziąć pod uwagę fakt, że ciekawscy dziennikarze rzeczywiście wkrótce mogliby zacząć pojawiać się w sklepie i jego najbliższym otoczeniu, ale… jakoś tak nie miał widocznie zamiaru przejmować się tym już teraz, na zapas. Mógł również wychodzić z założenia, że w razie potrzeby miałby poradzić sobie z nimi nieco lepiej niż z oburzonym klientem, z którym musiał użerać się przed przyjściem Renigalda. Chociaż to mogło mimo wszystko okazać się przeświadczeniem raczej zgubnym. W szczególności dla dwojga rzekomych narzeczonych. Bo jednak istniało bardzo duże ryzyko, że Terry mógłby choćby i bez złych intencji, za to z właściwą sobie swobodą, palnąć w obecności przypadkowego dziennikarza coś, co jedynie ubarwiłoby powielane w kolejnych artykułach plotki.
– Do tego nie potrzebujesz Penny, tylko kogoś, kto skutecznie rozniósłby tę informację dalej – zdecydowanie nie przejął się oburzeniem Malfoya, za to w jego wypowiedzi można było wychwycić mieszaninę zrezygnowania i znudzenia. Czegoś, co nieodmiennie towarzyszyło wszelkim próbom wyjaśnienia kwestii wyjątkowo oczywistych osobom skrajnie opornym i nierozgarniętym. Bo przecież skoro nie zaręczyli się naprawdę – co akurat Terry mógł przyjąć za pewnik – wcale nie potrzebowali siebie nawzajem, by te nieszczęsne zaręczyny zerwać. Do tego wystarczyć powinien albo ktoś jakkolwiek powiązany z prasą, albo mogący szybko i sprawnie przekazać najświeższą plotkę do tejże prasy. Jeżeli jednak Malfoy zamierzał upierać się, że całe to zerwanie powinno odbyć się jak należy, w obecności narzeczonej… widocznie ich fikcyjny związek miał przetrwać nieco dłużej. Zwłaszcza, że jakoś tak trudno było oprzeć się wrażeniu, że Weasley niekoniecznie musiała popierać jego chęć do jak najszybszego spotkania się i wyjaśnienia sprawy.
– Spójrz prawdzie w oczy, Regina, tego nie da się traktować poważnie – a przynajmniej nie dało się z jego perspektywy. Nasuwające się na myśl wyobrażenie ewentualnego wesela tych dwoje również nijak nie ułatwiało tutaj sprawy. Podobnie jak wyrażona w duchu nadzieja, że Penny udało się dostatecznie szczegółowo zapamiętać minę Malfoya, gdy już podczas rozmowy palnęła coś na temat tych zaręczyn – w taki sposób, by mogła ją później odpowiednio opisać. Choć może jeszcze lepiej byłoby, gdyby jakiemuś czujnemu fotografowi udało się uchwycić ten konkretny moment na zdjęciu…
Od błądzących ku niebezpiecznym ścieżkom myśli, oderwały go kolejne pytania rozmówcy. W samą porę, by niespodziewanie nie parsknąć śmiechem do własnych myśli. I nie dość szybko, by całkowicie nie dopuścić do ponownego rozbawienia całą tą sytuacją. Chociaż… to akurat nie do końca była prawda. Zwłaszcza, że akurat rozbawienie nigdy nie opuściło przecież Terry’ego tak zupełnie.
– Jak do tej pory żadnego nie widziałem. Ale nie wątpię, że będziesz dzielnie bronił sklepu własną piersią, gdyby jacyś już pojawili się na horyzoncie – rozbawienie to odbiło się oczywiście w jego wypowiedzi oraz spojrzeniu, jakim powędrował od drzwi sklepu do sylwetki Malfoya. I jasne, może akurat w tym przypadku powinien wziąć pod uwagę fakt, że ciekawscy dziennikarze rzeczywiście wkrótce mogliby zacząć pojawiać się w sklepie i jego najbliższym otoczeniu, ale… jakoś tak nie miał widocznie zamiaru przejmować się tym już teraz, na zapas. Mógł również wychodzić z założenia, że w razie potrzeby miałby poradzić sobie z nimi nieco lepiej niż z oburzonym klientem, z którym musiał użerać się przed przyjściem Renigalda. Chociaż to mogło mimo wszystko okazać się przeświadczeniem raczej zgubnym. W szczególności dla dwojga rzekomych narzeczonych. Bo jednak istniało bardzo duże ryzyko, że Terry mógłby choćby i bez złych intencji, za to z właściwą sobie swobodą, palnąć w obecności przypadkowego dziennikarza coś, co jedynie ubarwiłoby powielane w kolejnych artykułach plotki.