Momenty spędzone z córką to ulubiony czas zapracowanej kobiety. Ręce mogły zwolnić, mięśnie odprężyć się i nawet zakupy spożywcze stanowiły wyśmienitą rozrywkę.
Czekając na córkę, Ralitsa spojrzała na swoje odbicie w lustrze przy wyjściu. Poprawiła nienagannie związaną chustę na głowie i wygładziła nieistniejące zmarszczenia na spódnicy. Ubrania kobiety mogły być stare, ale zawsze zadbane. Najmniejsze nawet dziurki łatała na bieżąco, chociażby miała przez to odłożyć cenną godzinę snu po dniu ciężkiej pracy.
— Tak, mam kilka konkretnych potraw na myśli — odpowiedziała, łapiąc za odłożony na podłogę koszyk. — Wiśnie, mówisz... Oj tak, to dobra pora na takie ciasto. Patrzyłaś może na cenę? Dolina Godryka tak obrodziła w tym roku, że niektórzy rozdają plony za darmo. Cóż za błogosławieństwo bogów po tragedii na Beltane. A o ser się nie martw, zawsze można dodać troszkę wędzonego, to nadrobi walory smakowe.
Uśmiechnęła się do córki, podziwiając jak piękną kobietą była. Ralitsa była zadowolona, że oprócz przyjemnego charakteru, jej latorośl posiadała równie miłą prezencję, o którą należycie dbała. Czasami martwiła się, czy Viorica nie wstydzi się pokazywać na mieście ze staromodnie ubraną matką. Ale nawet, gdyby miała pieniądze, Ralitsa dziwnie by się czuła bez swojego tradycyjnego ubioru.
— A ty, masz na coś konkretnego ochotę?
Już po pierwszych krokach, kobiety zaczęły rozglądać się na lewo i prawo, wyszukując interesujące je sklepy i stragany.