23.03.2024, 22:09 ✶
– Och, bogowie, wróżbiarstwo?! Nie znam człowieka bardziej oddanego wróżbiarstwu i jasnowidzeniu niż mój wujek. Obawiam się, że gdyby moja rodzina spotkała się z wykładowcami z twojej szkoły, polałaby się krew i zaczęłyby latać wszędzie dookoła pióra, i w tym dosłownym, i w metaforycznym sensie – stwierdziła Brenna, kręcąc głową. Z jednej strony była trochę rozbawiona, z drugiej zdumiona. I jak Nikolai współczuł Frankowi, tak ona nagle trochę zaczęła współczuć jemu. Frankowi nie trzeba było tego współczucia: chodził przecież do Hogwartu, i chociaż jego matka była bardzo surowa i pragnęła widzieć go w konkretnej roli, reszta rodziny pozostawała w gotowości do wspierania najmłodszego Longbottoma niezależnie od tego, co zechciałby zrobić ze swoim życiem. A jeżeli niektóre zajęcia były „kobiece”, to inne z pewnością były „męskie” – i pewnie to ona sama wyrwałaby tym wykładowcom najwięcej piór. Zamieniła się w wilka. Uwielbiała broń białą całym sercem i duszą. I równie chętnie sięgała po pięści, jak po różdżkę.
Zawsze sądziła, że w Anglii wiele czarodziejskich dzieci nie miało wyboru – bo czy to konserwatywne rodziny czystej krwi pchały je w konkretnym kierunku, czy to mugolskie pochodzenie odcinało wiele szans. Wyglądało jednak na to, że w rosyjskiej szkole panowały znacznie gorsze warunki i tam dosłownie wszyscy mówili ci, do czego się nadajesz, kim wolno ci być, jak wolno ci żyć.
– O mojej rodzinie, szkole czy Założycielach? Bo mogę o wszystkim na raz, ale pewnie się trochę w tym zgubisz. W każdym razie Godryk, od którego imienia mamy tę piękną nazwę Doliny, słynął głównie z tego, że doskonale władał mieczem, był bardzo odważny i zdeterminowany… Każdy założyciel miał podobno jakieś główne cechy, które sam posiadał i najbardziej cenił. Na ich podstawie Tiara przydziela w Hogwarcie dzieci do czterech Domów. Tak z perspektywy lat, z jednej strony to dobre, bo daje poczucie przynależności i ułatwia kontakty w obrębie domu, z drugiej… czasem za bardzo popycha w konkretną stronę, i to bardzo wcześnie, bo kurczę, przecież do Hogwartu trafiają jedenastolatki – stwierdziła Brenna z pewnym zamyśleniem, przekraczając próg szklarni. Tuż za wejściem wyglądała jeszcze zwyczajnie, ale po pchnięciu kolejnych drzwi znaleźli się już we właściwym miejscu: ogromnych, podzielonych na kilka pomieszczeń szklarniach Sproutów, pełnych roślin z całego świata. I szybkie spojrzenie na minę Nikolaia wystarczyło, aby Brenna przekonała się, że mu się całkiem podoba. Otaczało ich morze zieleni, gdzieniegdzie poprzecinane innymi kolorami.
– W tej części będą różne rośliny ze świata, tędy przejdziemy do pomieszczenia z ziołami, a tam na końcu jest wejście do szklarni z magicznymi roślinami… jedna kiedyś próbowała mnie zeżreć, ale na szczęście zawsze jest tu jakiś Sprout… o, właśnie. To tylko ja, panie Sprout! Oprowadzę kolegę i przyjdę po trochę nasion! – zawołała Brenna i pomachała do mężczyzny, który wyjrzał zza jednego z krzewów. Dolina nie była aż tak wielka, by nie kojarzyć większości sąsiadów przynajmniej z widzenia.
Zawsze sądziła, że w Anglii wiele czarodziejskich dzieci nie miało wyboru – bo czy to konserwatywne rodziny czystej krwi pchały je w konkretnym kierunku, czy to mugolskie pochodzenie odcinało wiele szans. Wyglądało jednak na to, że w rosyjskiej szkole panowały znacznie gorsze warunki i tam dosłownie wszyscy mówili ci, do czego się nadajesz, kim wolno ci być, jak wolno ci żyć.
– O mojej rodzinie, szkole czy Założycielach? Bo mogę o wszystkim na raz, ale pewnie się trochę w tym zgubisz. W każdym razie Godryk, od którego imienia mamy tę piękną nazwę Doliny, słynął głównie z tego, że doskonale władał mieczem, był bardzo odważny i zdeterminowany… Każdy założyciel miał podobno jakieś główne cechy, które sam posiadał i najbardziej cenił. Na ich podstawie Tiara przydziela w Hogwarcie dzieci do czterech Domów. Tak z perspektywy lat, z jednej strony to dobre, bo daje poczucie przynależności i ułatwia kontakty w obrębie domu, z drugiej… czasem za bardzo popycha w konkretną stronę, i to bardzo wcześnie, bo kurczę, przecież do Hogwartu trafiają jedenastolatki – stwierdziła Brenna z pewnym zamyśleniem, przekraczając próg szklarni. Tuż za wejściem wyglądała jeszcze zwyczajnie, ale po pchnięciu kolejnych drzwi znaleźli się już we właściwym miejscu: ogromnych, podzielonych na kilka pomieszczeń szklarniach Sproutów, pełnych roślin z całego świata. I szybkie spojrzenie na minę Nikolaia wystarczyło, aby Brenna przekonała się, że mu się całkiem podoba. Otaczało ich morze zieleni, gdzieniegdzie poprzecinane innymi kolorami.
– W tej części będą różne rośliny ze świata, tędy przejdziemy do pomieszczenia z ziołami, a tam na końcu jest wejście do szklarni z magicznymi roślinami… jedna kiedyś próbowała mnie zeżreć, ale na szczęście zawsze jest tu jakiś Sprout… o, właśnie. To tylko ja, panie Sprout! Oprowadzę kolegę i przyjdę po trochę nasion! – zawołała Brenna i pomachała do mężczyzny, który wyjrzał zza jednego z krzewów. Dolina nie była aż tak wielka, by nie kojarzyć większości sąsiadów przynajmniej z widzenia.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.