Aidan nie odpuszczał, nadal trzymając się jakby tego, że to Malfoy jest wszystkiemu winny. Mówiąc dokładniej, że również ma w tym udział. Co miał zrobić? Poświęcił się kurwa, ratując jej reputację a chrzaniąc swoją na oczach cele brytów, kuzynostwa? Później od rodziców mu się dostało. Że może lepiej byłoby, gdyby zostawił biedaczkę, której na pewno zależy na jego pieniądzach i znalazł sobie inną. Ojciec już planował podjąć pewne kroki w znalezieniu mu kandydatki na żonę. Nie mógł widocznie patrzeć już na to, co jego syn odpiernicza.
Na słowa o pretensjach do starych, spiorunował go spojrzeniem. Nie, żeby mu miało przeszkadzać, odnoszenie się do jego rodziców, ale to, że nic z tym nie zrobi, skoro jego imię jest wszędzie tak zaksięgowane. Co za problem w sumie opłacić odpowiednich urzędników, aby mu poprawili? Zmienili?
Westchnął. Nie miał nic przeciwko temu, że kuzyn postanowił sobie zapalić. Dostęp do popielniczki miał bardzo prosty, gdyż spoczywała na tej ławie do kawy. Renigald od czasu do czasu też pozwalał sobie zapalić.
- Miałem sprostować przed dziennikarką, na której Penny zależało o kontakt? Żeby napisała o niej coś złośliwego? Żeby okoliczni, mogli sobie o niej mówić różne rzeczy? Odciąć się od Penny i pozwolić, aby była ośmieszana? Wtedy to byś mi połamał żebra, a nie naruszał szczękę.Na myśl o tym, znów pomasował sobie policzek. Wyjaśnił kuzynowi, że dla dobra ich koleżanki, poświęcił się kurde.
- Terry mówił mi to samo. Że mam sam to odkręcić.
Co znaczyło, że z nim też rozmawiał. Przynajmniej on go nie pobił za ten durny pomył, tylko wyśmiał. Kretyn.
- Lecisz na nią?
Rzucił od tak pytanie, mrużąc oczy jak detektywistyczny specjalista dostrzegający coś, czego pewnie inni nie widzą. Wiedział, że Aidan jej albo pomaga, albo lubi przebywać, albo zjawia się tak samo często w sklepie co on sam. Ale ten policzek, wyrzuty, to były dodatkowe przypuszczenia. Mieć nadzieję, że nie rozjuszał jego wewnętrznego niedźwiedzia i nie przywali mu ponownie.