— Zacznijmy od tego, że wtedy nie myślałem głową tylko fiutem. Nie pierwszy raz i nie ostatni. Niewłaściwa kobieta to łagodne określenie na mantykorę w ciele ponętnej kobiety. To moja była kochanka, Loretta. Podeszła do mnie z wiankiem, wianek wziąłem i wspiąłem się na ten pal a ona po wszystkim daje mi do zrozumienia, że nie pójdziemy się pieprzyć w lesie. — Zaczął snuć swoją opowieść, żywo gestykulując dłońmi przed słuchającym go rozpromienionym Morpheusem. Jak wtedy, gdy opowiadał o swojej byłej kochance i posiadanym przez nią ciele. Była winna tego dramatu niemniej, niż on. Rzeczą całkowicie niezmienną pozostawał fakt, że Philip nie pokochał Loretty, która w przeszłości poczuła do niego tego rodzaju uczucie. Przez te wszystkie lata nie był zainteresowany stworzeniem z kimś stałego związku, a nawet gdyby to Loretta nie była odpowiednia do tego. Jeśli dobrze pójdzie to ten osobisty dramat dobiegnie niebawem końca. Pozostawał w długotrwałej i bardzo burzliwej relacji z Laurentem, która również nie była związkiem. To jednak było coś, co zamierzał przemilczeć.
— Dotąd mi się nie zdarzyło. W moich oczach stanowi to drobną niedogodność. Następstwa niedopełnionego rytuału nie należą do najprzyjemniejszych i nie chciałbyś ich doświadczać. A masz taką... hm, odpowiednią osobę, że żałujesz braku tego rodzaju więzi? — Philip byłby w stanie oddać wiele za to aby to wszystko ustąpiło samo z siebie, bez pomocy uzdrowiciela, na którego wizytę czekał. Z dwojga złego wolał wykaszliwać z siebie kwiaty albo nawet udusić się nimi, niż doświadczyć tego, z czym się w tym momencie zmagał. Przygnębienie, tęsknota za miłością i spełnieniem, wyobrażanie sobie bycie z kimś w romantycznym związku, wspólnym robieniu romantycznych rzeczy i długich, szczerych rozmowach. To popychało do refleksji nad własnym dotychczasowym życiem i to musiało się skończyć. Kasłanie kwiatami to przy tym zaledwie drobna niedogodność. Wyraził zainteresowanie życiem prywatnym swojego przyjaciela. Większość ludzi z jego otoczenia miała już partnerki, narzeczone albo nawet żony. O nich zawsze myślało się, jeśli chodziło związki.
On również napił się piwa.
O swojej karierze mógł powiedzieć, że ona jest w pełnym rozkwicie, w szczytowym momencie i to był już ten moment, w którym miał ugruntowaną pozycję w świecie czarodziejskiego sportu i mógłby się wycofać w dowolnym momencie. Nie zmieniało to faktu, że zostało mu jeszcze jakieś dziesięć lat w tej branży, o ile nie przytrafi mu się poważna kontuzja i to ona stanie się przyczyną zakończenia tego etapu jego imponującej kariery sportowej.
— Nie będę więcej o tym wspominać. Pod warunkiem, że zdradzisz mi kto taki postanowił namówić cię na wyścig. Następnym razem mogę cię zastąpić. — Zaproponował mu to, nie mogąc powstrzymać śmiechu na widok jego miny. Lęk wysokości to coś, co nawet on traktował bardzo poważnie i nie zamierzał się z tego nabijać.
— Jednym zdaniem przekonałeś mnie co do tego, że warto wybrać się do Grecji na krótkie wakacje. Zgodzimy się, że to jest bardzo ważne, w moim odczuciu za wyjątkiem rygoru. Przeszkadza ci to? — Przez długi czas żył w taki właśnie hedonistyczny sposób, choć teraz to nie działało to jak powinno. Nie pozwalało zagłuszyć tego wszystkiego, z czym się zmagał w tym momencie i dlatego wyczekiwał dnia, w którym ma umówioną wizytę z klątwołamaczką i uzdrowicielką. Nie zmieniało to faktu, że bardzo trudno było wyzbyć się wszystkich przyzwyczajeń i wszystkich złych nawyków, swoim skłonnościom do poszukiwania uciech cielesnych, które teraz nie dawały mu tego, czego dotąd poszukiwał. Na to wszystko wpłynął niedopełniony podczas Beltane ten rytuał oraz odbyte z Laurentem rozmowy.