24.03.2024, 17:03 ✶
Brenny nikt nie wciągnął na przyjęcie przypadkiem – była na nim całkowicie legalnie, jako daleka krewna panny młodej, z którą była spokrewniona zarówno od strony ojca, jak i matki (nic nadzwyczajnego w rodach czystej krwi…), i z którą chodziła do Hogwartu na dość zbliżone roczniki. Wtapiała się w salę, nie wyróżniając specjalnie z tłumu, ubrana odpowiednio do okazji, ale w na tyle neutralne kolory i „zwykły” krój sukni, że na tle innych kobiet łatwo mogła tutaj się rozpłynąć w niebycie. Złożyła państwu młodym życzenia, porozmawiała z ciotką Rosettą, która właściwie nie była ciotką, a kuzynką wujka, ale kto by się przejmował takimi szczegółami, zebrała z podłogi jakiegoś dzieciaka, wyściskała dawno nie widzianą koleżankę z Hogwartu, potem rozmawiała dziesięć minut z dwójką młodzieńców, których zupełnie nie znała, chociaż oni zdawali się sądzić, że jest inaczej.
W końcu, kiedy zapachniały klopsiki – może panienka z dobrego domu powinna jeść jak ptaszek i tylko listki warzyw, ale Brenna pewne rzeczy traktowała bardzo poważnie, i pośród tych rzeczy znajdowały się klopsiki – trafiła za stół, z pełnym talerzem, czystym przypadkiem akurat u boku Hadesa McKinnona.
Kojarzyła go luźno, jak sporą część osób na sali. Pracował w końcu w Ministerstwie Magii, mijali się więc od czasu do czasu na korytarzach, trafiali do tej samej windy czy niekiedy mogli zobaczyć w ministerialnej stołówce. Przywitała się, owszem, ale nie od razu zaczęła gadać, jak to miała w zwyczaju, bo w pierwszej chwili całą jej uwagę pochłonął talerz – poza tym istniały jednak Jakieś Zasady Dobrego Wychowania, więc zanim zacznie zmuszać sąsiada zza stołu do rozmowy, wypadało dać mu też zaspokoić pierwszy głód, prawda?
– Naprawdę świetny obiad, powinni się uczyć od nich, jak robić wesela, na ostatnim, na którym byłam, podali tylko sałatkę, wyszłam stamtąd na wpół zagłodzona. Nie spodziewałabym się ciebie tutaj – rzuciła w końcu niezobowiązująco, kiedy już spora część klopsików została zjedzona (a Hades pewnie wychylił też kieliszek, albo dwa, albo dziesięć, kto go tam wiedział). W końcu Leonore nie pracowała w Ministerstwie i była sporo od Hadesa młodsza, a z kolei jej wybranek pochodził ze Stanów Zjednoczonych i osiadł w Anglii stosunkowo niedawno… - Znasz Leonore czy Scotta?
W końcu, kiedy zapachniały klopsiki – może panienka z dobrego domu powinna jeść jak ptaszek i tylko listki warzyw, ale Brenna pewne rzeczy traktowała bardzo poważnie, i pośród tych rzeczy znajdowały się klopsiki – trafiła za stół, z pełnym talerzem, czystym przypadkiem akurat u boku Hadesa McKinnona.
Kojarzyła go luźno, jak sporą część osób na sali. Pracował w końcu w Ministerstwie Magii, mijali się więc od czasu do czasu na korytarzach, trafiali do tej samej windy czy niekiedy mogli zobaczyć w ministerialnej stołówce. Przywitała się, owszem, ale nie od razu zaczęła gadać, jak to miała w zwyczaju, bo w pierwszej chwili całą jej uwagę pochłonął talerz – poza tym istniały jednak Jakieś Zasady Dobrego Wychowania, więc zanim zacznie zmuszać sąsiada zza stołu do rozmowy, wypadało dać mu też zaspokoić pierwszy głód, prawda?
– Naprawdę świetny obiad, powinni się uczyć od nich, jak robić wesela, na ostatnim, na którym byłam, podali tylko sałatkę, wyszłam stamtąd na wpół zagłodzona. Nie spodziewałabym się ciebie tutaj – rzuciła w końcu niezobowiązująco, kiedy już spora część klopsików została zjedzona (a Hades pewnie wychylił też kieliszek, albo dwa, albo dziesięć, kto go tam wiedział). W końcu Leonore nie pracowała w Ministerstwie i była sporo od Hadesa młodsza, a z kolei jej wybranek pochodził ze Stanów Zjednoczonych i osiadł w Anglii stosunkowo niedawno… - Znasz Leonore czy Scotta?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.