24.03.2024, 17:21 ✶
Prawdopodobnie gdyby urodziła się w Rosji, też nie lubiłaby tej szkoły. Po prostu nie zdawałaby sobie sprawy z tego, że wszystko może jednak wyglądać inaczej. I z dużym prawdopodobieństwem byłaby bardzo nieszczęśliwą dziewczynką, bo o pewnych rzeczach decydowało wychowanie, inne już w człowieku siedziały, i... Brenna w tym rosyjskim wydaniu na pewno bardzo źle by skończyła. Nie dało się w końcu w pojedynkę zmienić setek lat tradycji.
- Wydaje mi się to strasznie dziwne, ale pewnie dlatego, że ja znam coś zupełnie innego - stwierdziła Brenna w zamyśleniu. No dobrze, chłopcy potrafili oszaleć widząc dziewczęta, ale gdyby widywali je częściej, zachowywaliby się normalniej, prawda? - Jak chłopcy i dziewczyny mają potrafić ze sobą rozmawiać, pracować i tak dalej, jeżeli w ogóle nie spędzają ze sobą czasu? Przecież potem to jest tak, jakby spotkały się dwa odrębne gatunki - oświadczyła, maszerując powoli przez szklarnię aż przeszli ku pomieszczeniu, które było równie duże, jak to pierwsze, ale nie przypominało już gąszczu - tutaj hodowano głównie zioła, których większość jednak nie urastała do wielkich rozmiarów. Promienie słońca przenikały przez szklany sufit, ale czary utrzymywały w środku temperaturę odpowiednią dla roślin, a w powietrzu unosił się zapach wielu różnych ziół.
- Większość za żadne skarby nie rozpoznam... poza pietruszką, szałwią, rozmarynem i tymiankiem. Tu mamy rozmaryn - powiedziała, wskazując na najbliższą rabatkę. Zielarstwo zdała, ale zaledwie na Z, akurat dość, żeby móc bez problemów pracować w Ministerstwie. I potem nie rozwijała tej wiedzy, zadowalając się podstawowymi umiejętnościami ucznia Hogwartu, chociaż wkrótce spotkania z jadowitymi tentakulami miały ją pchnąć na ścieżkę zrewidowania poglądów. - Jest taka angielska piosenka, parsley, sage, rosemary and thyme, kiedy byłam mała wpadła mi kiedyś w ucho i zażądałam, żebyśmy je zasadzili w ogródku. Oczywiście, wszystko by szybko zdechło, gdyby nie skrzat domowy... wtedy Franka i Dory jeszcze nie było na świecie - uzupełniła, po czym rozejrzała się po szklarni. U Sproutów zawsze wszystko rosło lepiej niż gdziekolwiek indziej, ale teraz Brennie zdawało się, że te zioła są jakoś jeszcze większe i bardziej rozplenione niż kiedykolwiek. - Hm... myślę, że jeżeli naprawdę umieją chować ciała, nie będą się przede mną tym chwalić, ale to całkiem prawdopodobne. Pewnie są jakieś rośliny, które mogłyby takie ciało zeżreć. Mam nadzieję, że nie planujesz ich prosić o pomoc w czymś podobnym?
- Wydaje mi się to strasznie dziwne, ale pewnie dlatego, że ja znam coś zupełnie innego - stwierdziła Brenna w zamyśleniu. No dobrze, chłopcy potrafili oszaleć widząc dziewczęta, ale gdyby widywali je częściej, zachowywaliby się normalniej, prawda? - Jak chłopcy i dziewczyny mają potrafić ze sobą rozmawiać, pracować i tak dalej, jeżeli w ogóle nie spędzają ze sobą czasu? Przecież potem to jest tak, jakby spotkały się dwa odrębne gatunki - oświadczyła, maszerując powoli przez szklarnię aż przeszli ku pomieszczeniu, które było równie duże, jak to pierwsze, ale nie przypominało już gąszczu - tutaj hodowano głównie zioła, których większość jednak nie urastała do wielkich rozmiarów. Promienie słońca przenikały przez szklany sufit, ale czary utrzymywały w środku temperaturę odpowiednią dla roślin, a w powietrzu unosił się zapach wielu różnych ziół.
- Większość za żadne skarby nie rozpoznam... poza pietruszką, szałwią, rozmarynem i tymiankiem. Tu mamy rozmaryn - powiedziała, wskazując na najbliższą rabatkę. Zielarstwo zdała, ale zaledwie na Z, akurat dość, żeby móc bez problemów pracować w Ministerstwie. I potem nie rozwijała tej wiedzy, zadowalając się podstawowymi umiejętnościami ucznia Hogwartu, chociaż wkrótce spotkania z jadowitymi tentakulami miały ją pchnąć na ścieżkę zrewidowania poglądów. - Jest taka angielska piosenka, parsley, sage, rosemary and thyme, kiedy byłam mała wpadła mi kiedyś w ucho i zażądałam, żebyśmy je zasadzili w ogródku. Oczywiście, wszystko by szybko zdechło, gdyby nie skrzat domowy... wtedy Franka i Dory jeszcze nie było na świecie - uzupełniła, po czym rozejrzała się po szklarni. U Sproutów zawsze wszystko rosło lepiej niż gdziekolwiek indziej, ale teraz Brennie zdawało się, że te zioła są jakoś jeszcze większe i bardziej rozplenione niż kiedykolwiek. - Hm... myślę, że jeżeli naprawdę umieją chować ciała, nie będą się przede mną tym chwalić, ale to całkiem prawdopodobne. Pewnie są jakieś rośliny, które mogłyby takie ciało zeżreć. Mam nadzieję, że nie planujesz ich prosić o pomoc w czymś podobnym?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.