Pokiwał głową na zgodę. Użycie veritaserum mogłoby go całkowicie zniszczyć i rozłożyć na łopatki. Powiedziałby wszystko. Wyśpiewałby jak na jakimś kazaniu. Sam na siebie dałby dowody.
- Hmm... No i tu jest pies pogrzebany. Miała jakieś ciastka, którymi mnie chciała poczęstować - dodał. To mogła nie być istotna informacja, ale po połączeniu ze słowami Richarda, nabierała dużo sensu - Oczywiście ich nie wziąłem. Tak łatwo by mnie nie podeszła - zaznaczył. Chciał postawić sprawę klarownie i prosto. Sztuczka dobra, ale niewystarczająca, aby go pokonać.
Nikt nigdy nie zgłaszał żadnych większych uwag do pracy Stanleya. Nikt o nic go nie posądzął. Nie mogli też tego zrobić za to, że zatrzymał swój kurs Aurorski? To nie był powód, aby na kimś się mścić, ani wbijać przysłowiowe szpilki.
Słuchał uważnie, ponieważ słowa, które padały w jego kierunku, miały po prostu sens. Dwa miesiące to był hektar czasu, a dodatkowo nasyłanie swoich psów na kogoś? Wersja z paragrafami była bardzo kusząca. Może mogliby jej podsunąć jakieś zastraszanie albo coś w ten deseń? Na pewno znalazłyby się jakieś bonusowe rzeczy, o które mogliby ją oskarżyć. Nadużycie władzy? Niekompetencja? Trochę opcji mieli.
- To są fakty. Ciężko jednak coś więcej w tej kwestii wykombinować... bo samemu pamiętasz jak wygląda podział w Ministerstwie. Wczorajsza lista dobitnie to udowodniła - przypomniał, gdyby wuj zapomniał. W to akurat wątpił, wszak łeb miał nie od parady - Nie ma takiej możliwości abym tam wrócił - przeciął powietrze rękoma, dobitnie pokazując co na ten temat sądzi. To była już sprawa zamknięta. Nie dało się tego otworzyć ponownie czy naprawić. Musieli żyć dalej - Nie wiem szczerze. Nie zastanawiałem się nad tym. To było dla mnie tak zaskakujące, że po opuszczeniu jej biura, jakaś bańka wewnątrz mnie pękła. Przynajmniej zachowałem zimną krew podczas przesłuchania - stwierdził - Nie wiem czy jest w tym momencie konieczne - dodał. Sam zapewne by tego nie zrobił nigdy. Ale może powinien?
- Raczej ma tutaj gówno do powiedzenia. Ona trzęsie tym całym departamentem. Nikt jej się nie sprzeciwia, a już na pewno nie oficjalnie - odparł, a następnie zamilkł na kilka chwil. Trochę chciał to sobie ułożyć w głowie. Może przypomnieć jakieś szczegóły pośród tego całego harmideru. Robił co w swojej mocy, aby Richard miał pełen pogląd na zaistniałą sytuację.
- Na pewno będę chciał poruszyć ten temat w innych kręgach. Może ktoś z drugiej strony będzie mógł pomóc w tej sprawie. Wskazać nam kapusia. Tylko tyle nam w tym momencie potrzeba. Sami się nim zajmiemy. Sami sprawimy, aby sprawiedliwości stało się za dość - i nie chodziło tutaj o żadne sądy czy inne wizyty przed Wizengamotem. Tutaj w grę wchodził kodeks Hammurabiego - oko za oko, ząb za żab.
Dla Borgina to było teraz najważniejsza. Nie ta cała Harper Moody i ten jej zakichały kochanek, który gryzł aktualnie glebe. Mógł się nie wtrącać w nie swoje sprawy. Ale "ten", kto go wydał? To był smakowity kąsek, a Stanley miał czas. Mógł czekać, szukać, pytać. W końcu będą musieli ją znaleźć, a wtedy? Rozkosz i przyjemność. Sprawi, że to będzie najcięższy wieczór dla tej osoby zanim wyzionie ducha. Nie było miejsca na pół środki.
- Jutro pewnie to samo powiem ojcu. Zobaczę co ma do powiedzenia w tej kwestii. Mam tylko nadzieję, że nie będzie jakoś... zły? - wzruszył ramionami. Nie bardzo wiedział jak powinien był to określić. Czy mógł w ogóle mówić o złości w tym momencie?
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972