Był zatroskany krewniak Simon. Był też zatroskany ojciec Simona, które zwał się Tiberiusem. Proste jak budowa cepa. Może powinni zacząć pisać książki o takim temacie? Bajkopisarstwo? Fanfiki? Może w tym by się odnaleźli?
Istniała na to szansa. Dobrze jednak, że współpracowali, a we dwójkę - zawsze było raźniej. Zawsze też była dodatkowa para rąk, gdyby coś poszło nie tak.
- Świetnie - skwitował słowa Rodolphusa. Jego umiejętności były teraz na wagę złota. Tylko dzięki niemu byli w stanie być jedną osobą w kilku osobach... zupełnie jak Mulciberowie... ale to też bardziej skomplikowane, niż mogłoby im się wydawać. Grunt był taki, że chłopak wiedział co mówił. Brzmiał jakby wiedział o czym mówi, a to już było wystarczające. Zwłaszcza, że przyprowadził go tutaj Robert - musiał mu ufać w jakimś stopniu.
- Prawda - zgodził się z ojcem - Straszna tragedia. Do końca życia tak będę uważał... - udawał skruchę przez moment. Nie trwało to jednak dłużej, niż sekunda, może dwie. To była tylko i wyłącznie wina Ministerstwa, że nieodpowiednio się przygotowali to tego typu wydarzenia. Co zrobili ludzie spod ramienia Czarnego Pana? Perfidnie to wykorzystali. Czy można było im się dziwić? Nie - to wszystko było winą Harper Moody i jej zarządzania.
- Tutaj, niestety, mógłby być przydatny Rookwood - rzekł. Stanley zdawał sobie sprawę z wagi swoich słów. Pamiętał jednak jak ten składał jakieś raporty do swojej przełożonej, którą była ta podła zołza. Może mogliby po prostu wykraść ten dokument? To też była opcja. Może nawet lepsza, niż konfrontacja z Corvusem?
No tak. Robert Mulciber i jego zaufanie do ludzi. W jaki sposób on w ogóle ufał swojemu rodzonemu bratu? Też go sprawdzał co tydzień, czy ten aby przypadkiem nie został zwolennikiem jasnej strony mocy? Miał jakąś serię pytań, które mu zadawał co poniedziałek, oceniając jego przydatność? Cóż... to brzmiało bardzo prawdopodobnie.
Przeniósł zainteresowany wzrok w kierunku Richarda. Dziennikarz, który zdyskredytowałby Harper na podstawie dokumentów, które dostarczyliby oni? To też był dobry plan. Bardzo dobry plan. Stanley nie znał za bardzo ludzi z tej branży, więc temat musiał zejść na kogoś innego. Nie mniej jednak był zwolennikiem tej myśli.
- Oczywiście. Załatwię - zgodził się. Maeve była odpowiednią osobą z dobrym podejściem. Jak to mawiał klasyk - potrzebujemy cię w naszym składzie. Tak też było - metamorfog był im bardzo na rękę. Dodając do tego umiejętności Lestrange'a? Byli niezniszczalni.
Rzucił okiem na to co pisał jeden z Mulciberów. Nie zasłaniał jakoś szczególnie swoich notatek, więc wykorzystał to. Nie sądził jednak, aby był z tym jakiś problem.
- Odnośnie spotkania z widmowidzem... - spojrzał na ojca - Najpierw się z nim rozmówię, a później ustawimy z nim spotkanie w domu Greybacka, tak? - zapytał, aby się upewnić - Uprzednio jednak wymaga to konsultacji z Rolfem, aby zrobił nas na bóstwo - parsknął pod nosem, a następnie pokręcił głową. W życiu by nie pomyślał o wizycie w SPA czy u kosmetyczki, a tu proszę. Wizyta premium i to w słusznej sprawie. Niedorzeczne.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972