Książki w kategorycznej większości były pozostałością po Anne. Nie były to jednak tytuły tylko o zielarstwie czy eliksirach. Znalazłoby się pewnie kilka innych tomików, które nie miały niczego wspólnego z nauką czy rozwojem osobistym. Tych należących do Stanleya było maksymalnie kilka - głównie nadal z Hogwartu.
Nie zwrócił uwagi na porządki Roberta, ponieważ Borgin postępował z zaleceniem ojca. Miała być kostka? Była kostka. Cytryny nie dodał, wszak nie padło takie zalecenie.
- Nie mam pojęcia. Nie mogę nawet wysnuć jednych, podstawowych oskarżeń w kierunku kogokolwiek. Mało kto wtedy był już w pracy, a byłem święcie przekonany, że w najbliższej okolicy, nie ma już nikogo - pociągnął mały łyk ze swojego kubka, a następnie chciał chwycić na ciastko. Zatrzymał się jednak w połowie tej akcji, ponieważ zdał sobie sprawę - nie przyniósł ciastek. W takim razie będzie tylko herbata.
- Jeżeli miałbym strzelać to wiedzą niewiele. Przez dwa miesiące nie było żadnej wzmianki o tym. No chyba, że wszyscy mądrzy, którzy do tej pory siedzieli cicho i nagle zaczęli gadać, to mogą wiedzieć bardzo dużo - przeniósł wzrok na ojca - Ale jednak trzymałbym się wersji pierwszej. Wiedzą bardzo mało. Dopiero zaczynają węszyć i próbować łączyć kropki - dokończył myśl, rozglądając się wokół. Gdzie położyłem różdżkę? To była istotna informacja, gdyby miało się coś stać. A. Tutaj Pokiwał głową na zgodę do samego siebie. Różdżka leżała na komodzie, do której miał z dwa kroki od miejsca gdzie siedział. Niby daleko, ale jednak wystarczająco blisko.
- Wynoszę się stąd. Nie mogę tutaj zostać dalej. Każda minuta, godzina czy dzień, sprawia, że mogą tu wpaść w każdej chwili. Jeżeli nawet nie po mnie, to na przeszukanie. Na cokolwiek. Powód sobie znajdą zawsze - uderzył palcami w blat - Przenoszę się do Głębiny. Na razie tam będę przebywać. Względnie bezpiecznie, a i Sauriel tam często przesiaduje. To tylko sprawia, że czuje się tam jeszcze pewniej, niż gdziekolwiek na Horyzontalnej czy Pokątnej - przyznał - A to mieszkanie będzie sobie na razie stało - dodał. W teorii nie miało sobie po prostu stać, wszak chciał je na razie oddać Persephonie, która poszukiwała miejsca do zamieszkania wraz ze swoją córką. Stanleyowi to było na rękę - dodając do tego fakt, że mógł pomóc krewnemu, było po prostu idealnie.
- A jeżeli dopadnę tę kurwę co się wygadała, wypatroszę. Sprawię, że odechce się komuś takiemu żyć - zapewnił. Brew mu zadrżała, a wzrok się wyostrzył. Na krótki moment zagościła swojego rodzaju nienawiść, o ile w ogóle dało się to pokazać. Nie miało to znaczenia. Liczyło się tylko to, że Borgin nie żartował. On tego pragnął. Chciał dostać tę osobę w swoje dłonie. Móc wymierzyć sprawiedliwość. Móc się odegrać.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972