Spodziewałby się wszystko. Dosłownie wszystkiego.. ale Tośka? Nie miał nic do niego, ponieważ był dla niego jak brat. Ale... kurwa. To było na tyle skomplikowane, aby to jakoś prosto wyjaśnić, że się nie dało. Jak to miało rozluźnić atmosferę, kiedy musieli wszystko wytłumaczyć Anthony'emu.
Stanley westchnął. Ciężko. Trochę ze zmęczeniem, ale zasiadł przy stole. Co się należało ojca? Słuchać. Proste jak budowa cepa.
- Mhm - skwitował słowa młodszego Borgina, posyłając po raz kolejny spojrzenie Robertowi - Obawiam się, że chyba nie tym razem. Może o czymś nie wiem? - starał się to powiedzieć na tyle wymownie w kierunku ojca, żeby dać mu do zrozumienia, że mógł go ostrzec. Dać znać. Wysłać sowę. Zrobić cokolwiek, a nie tworzyć taką odrobinę niezręczną sytuację. Tak to odbierał starszy Borgin.
Na kolejne słowa Tośka, pokiwał przecząco głową. Jak to miałby się zaręczać z własną rodziną? Nie do pomyślenia. Z drugiej strony, Anthony, nie miał przecież pojęcia o pewnych rzeczach i należało go postawić przed faktem dokonanym. Stanley uderzył tylko palcami w stół. Zbierał myśli. Zastanawiał się jakby mógł to wszystko wytłumaczyć.
Kiedy tamten się produkował, Stanley kiwnął porozumiewawczo do Roberta. Chciał mu w ten sposób powiedzieć - wtajemniczę go. W końcu wiedział o tym już od dobrego kwartału, a nadal trzymał tę informację przed światem. Trochę się obawiał, że świat nie zdzierży tej informacji?
- Ręce z kieszeni kiedy jesteś w gościach - mimowolnie go zrugał. Trochę automatycznie, trochę jakby dbał o to, aby się dobrze prezentował. W końcu był dziedzicem Borginów - musiał reprezentować jakiś poziom. Wysoki poziom - Usiądź, proszę - wskazał mu dłonią na wolne krzesło przy stole. Skoro on i ojciec siedzieli, Borgin mógł do nich dołączyć. W zasadzie to nawet musiał, wszak musieli pogadać.
- Tosiek... To nie chodzi o żadne zaręczyny z Margaret, ani nawet o żadne inne zaręczyny - zaczął powoli - Rozchodzi się o to, że... - wskazał otwartą dłonią na Mulcibera - Robert jest moim ojcem - stwierdził z pewnością w głosie. Nie żartował. Minę miał pokerową - Robert jest częścią mojej rodziny - dodał, wyjmując papierosa, którego zaraz odpalił. Jest częścią mojej rodziny... Dziwnie to zabrzmiało, a sam Stanley się nad tym zastanawiał. Mógł to powiedzieć bardziej dyplomatycznie, może odrobinę lepiej... Cóż, na to już trochę za późno. Pozostało poczekać na reakcję Anthony'ego.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972