Cały Sauriel. Jak Stanley miał go nie uwielbiać? No nie dało się. Był wspaniały w tym całym swoim jestestwie.
- Nie - odparł - Nie powiedziałem, że najlepszy, a jedynie, że fajny. W tym wypadku byłoby to kłamstwem najgorszego sortu, które byłoby skierowane do Twojej osoby - wytłumaczył. To było oczywiste, że jest z niego najlepszy kocur na całym Nokturnie. Takiego drugiego jak on, to trzeba było szukać w... stogu... nie wiadomo czego. Skąd się tacy ludzie w ogóle brali? A, no tak - z Mulciberów.
- A taki jeden. Nie wiem czy znasz - posłał badawcze spojrzenie Ananaskowi - Sauriel Rookwood, zwany Czarnym Kotem lub postrachem Nokturnu? Nie znasz? - wzruszył ramionami - Cóż, Twoja szkoda. Polecam się zapoznać to może spojrzy na Ciebie łagodniejszym wzrokiem, jeżeli coś się wydarzy - zażartował sobie odrobinkę, a następnie przyglądał się temu jak kot bierze kota na ręce. Wspaniała sytuacja. Co by jednak nie mówić, do twarzy mu było z kimś ze swojego gatunku.
Kiedy im się tak przyglądał, a kot zajął miejsce kota, to w zasadzie nic się nie zmieniło. Wszystko zostało zachowane w przyrodzie. Przez krótką chwilę przeszła mu myśl o tym, że mogliby odtworzyć scenę z "Ojca Chrzestnego" - Sauriel siedziałby mu na kolanach.... Nie, nie. Zaczął się wycofywać z tych myśli, wszak było to za bardzo pojebane. Było to na swój sposób przerażające, że w ogóle o czymś takim pomyślał.
- Nie jest źle ogólnie. Mam trochę wolnego... - zaczął, przenosząc swój wzrok w kierunku własnej szklanki - Mam dużo wolnego... - popukał w blat od biurka - Dobra. Mam za dużo wolnego i mi momentami od...d-d...bija? - zamrugał, a nawet się zajakął. Nie wiedział czy oszukują go własne oczy, czy właśnie ktoś przemykał po korytarzu. Drzwi były otwarte, więc dostrzegł jak jakiś chłopak przechodzi w pół kucu. W swoich dłoniach trzymał chyba butelkę rudawego trunku? Oj, tak się nie robi.
- Ty kurwa... Widziałeś go? - zapytał z niedowierzaniem swojego druha - Chuj nam zwędził buteleczkę rudawej z magazynku - wytłumaczył, wszak Saurieliątko mogło tego nie dostrzec. Może akurat był zajęty myciem się, jak to na koty przystało? Kto go tam wie?
- Chodź. Sprawdzimy, który to taki mądry - zaproponował i wstał zza biurka. Odstawił swoją szklanicę, dobrał oręż w postaci różdżki i wyruszył na korytarz.
Po kilkunastu krokach znaleźli się za szynkwasem. Francis był zajęty wydawaniem zamówień, więc mógł chłopaka nie dostrzec. Bystre oko właściciela tego przybytku się jednak nie myliło. Mieli szczura na pokładzie, a pech dla niego był taki, że mieli też rasowego kocura z rodowodem, który zapewne zaraz doskoczy do ofiary - Ten w czarnym płaszczu. Łysy. Ostatnia ława przy ścianie po lewej - wytłumaczył, a samemu złapał różdżkę pewniej, jakby miało się tutaj zaraz zaroić od kryminalnych.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972