25.03.2024, 03:19 ✶
Odetchnął krótko, w sposób sugerujący, że chciał się zaśmiać. Dobrze, że tak brzmiał, bo faktycznie miał Dantego za skończonego durnia. Z plecami co prawda, ale wciąż durnia. Kompletnie nie rozumiał, kto chciałby stanąć za nim murem, oczywiście i tym razem nie dostrzegając tego, że Fontaine też była pierdolnięta i zasługiwała na podobne obelgi. Różnica była taka, że ją kochał, a on był sutenerem - nawet gdyby zrobili na konkurs identyczne laurki, a on miał ocenić, Fontaine dostałaby nagrodę za najpiękniej namalowanego bałwanka, Dante zaś dożywotnią banicję z Zasiedmiogórogrodu za obrazę majestatu jury. W odpowiedzi jak ostatni wieśniak splunął więc na chodnik. Paskudny nawyk nie przeszkodził mu w tym, aby wyciągając z kieszeni paczkę papierosów pozwolić sobie na dodatkowy, niewybredny komentarz.
- To wciąż nie jest najciekawsza rzecz, jaką potrafię nimi zrobić. - Ustami. Wyglądał jak zawsze nonszalancko, bo przecież image był dla niego ważny, ale obserwował jej reakcję na te słowa. Zignorowanie? Wzdrygnięcie? Zaciekawienie? Ostatecznie typiara myślała pewnie, że w jakimś sensie kończy się jej życie... Do jakiej to musiało pchać desperacji. - Plotkarą nigdy nie byłem - przyznał, wyciągając sobie fajkę. Jeżeli chciała, to poczęstował ją też, odpalając oba pstryknięciem palców. - Ale wiem komu mogę to wygadać jeżeli chcesz go wkurwić. - Daleko szukać nie musiał. Z najbardziej ciętą na niego osobą w Podziemiach dzielił łóżko od kilkunastu lat i chociaż większość ludzi wyobrażała sobie to nieco inaczej... Czarna Wiedźma naprawdę lubiła spełniać jego zachcianki, nawet jeżeli były nieco durne. - Myślisz, że będą mieli jak cię pochować? - Zażartował nieco nieuprzejmie, a później zaciągnąć się dymem do płuc.
Cóż, niestety dziewczyna miała tutaj rację. Drwił z niego, bo mógł sobie na to pozwolić przez swoją pozycję, ale... Tak na dobrą sprawę to nie czuł się całkowicie bezkarny. Właściwie, to każdy, kogo znał ze Ścieżek, będący w tym tak głęboko jak on, zdawał sobie sprawę z nadchodzącego rychło końca. Jedni zdychali na jakieś choroby, inni złapani zaszlachtowani w ciemnej alejce, jeszcze inni gnili w więziennej celi... Nikt tam nie umierał z przyczyn naturalnych. On też nie umrze ze starości. Na pewnym etapie po prostu przestał się tego bać. Bardziej niż wizja starcia z tym imbecylem przerażała go własna psychika, od dłuższego czasu pchająca go w kierunku ciemnych myśli. No ale nie spotkali się tutaj, żeby rozmawiać o tym, że kiedy ona chciała walczyć o życie, on coraz częściej wracał do pragnienia zniknięcia ze świata permanentnie.
- Nie.
Odpowiedział krótko, zwięźle i na temat. Czegóż oczekiwać więcej? Ah no tak.
- Ale coś pewnie wymyślę - dodał po chwili. - Masz gdzie się schować?
- To wciąż nie jest najciekawsza rzecz, jaką potrafię nimi zrobić. - Ustami. Wyglądał jak zawsze nonszalancko, bo przecież image był dla niego ważny, ale obserwował jej reakcję na te słowa. Zignorowanie? Wzdrygnięcie? Zaciekawienie? Ostatecznie typiara myślała pewnie, że w jakimś sensie kończy się jej życie... Do jakiej to musiało pchać desperacji. - Plotkarą nigdy nie byłem - przyznał, wyciągając sobie fajkę. Jeżeli chciała, to poczęstował ją też, odpalając oba pstryknięciem palców. - Ale wiem komu mogę to wygadać jeżeli chcesz go wkurwić. - Daleko szukać nie musiał. Z najbardziej ciętą na niego osobą w Podziemiach dzielił łóżko od kilkunastu lat i chociaż większość ludzi wyobrażała sobie to nieco inaczej... Czarna Wiedźma naprawdę lubiła spełniać jego zachcianki, nawet jeżeli były nieco durne. - Myślisz, że będą mieli jak cię pochować? - Zażartował nieco nieuprzejmie, a później zaciągnąć się dymem do płuc.
Cóż, niestety dziewczyna miała tutaj rację. Drwił z niego, bo mógł sobie na to pozwolić przez swoją pozycję, ale... Tak na dobrą sprawę to nie czuł się całkowicie bezkarny. Właściwie, to każdy, kogo znał ze Ścieżek, będący w tym tak głęboko jak on, zdawał sobie sprawę z nadchodzącego rychło końca. Jedni zdychali na jakieś choroby, inni złapani zaszlachtowani w ciemnej alejce, jeszcze inni gnili w więziennej celi... Nikt tam nie umierał z przyczyn naturalnych. On też nie umrze ze starości. Na pewnym etapie po prostu przestał się tego bać. Bardziej niż wizja starcia z tym imbecylem przerażała go własna psychika, od dłuższego czasu pchająca go w kierunku ciemnych myśli. No ale nie spotkali się tutaj, żeby rozmawiać o tym, że kiedy ona chciała walczyć o życie, on coraz częściej wracał do pragnienia zniknięcia ze świata permanentnie.
- Nie.
Odpowiedział krótko, zwięźle i na temat. Czegóż oczekiwać więcej? Ah no tak.
- Ale coś pewnie wymyślę - dodał po chwili. - Masz gdzie się schować?
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.