25.03.2024, 09:53 ✶
Brenna przekrzywiła lekko głowę, zastanawiając się nad tym zagadnieniem. Była wychowana w określony sposób, od małego słyszała o Hogwarcie i chociaż wizja rozstania z rodzicami i domem była trochę straszna dla jedenastolatki, to jednak przeważały ekscytacja i wyczekiwanie. O szkole w jej domu wypowiadano się w niemal samych superlatywach, a Brenna nie mogła doczekać się aż zacznie używać prawdziwej magii. Nigdy nie pomyślałaby więc o tym w kategorii okrucieństwa, bo po prostu nie pomyślała nawet o innej możliwości. Nawet nie zastanawiała się, jak ten system wygląda w mugolskim świecie, chociaż widywała niekiedy mugolskie dzieci w Dolinie z plecakami, zanim rok szkolny sama zaczęła spędzać w Hogwarcie.
- Taaaak... ale mugole nie muszą się chować przed... no mugolami - stwierdziła w końcu z zastanowieniem. – Jest ich strasznie dużo, nie dałoby się ich upchnąć w jednej szkole, no i jest też bardzo dużo nauczycieli. Jak mieliby zrobić dużo takich szkół jak Hogwart, w każdej dać dobrych nauczycieli i jeszcze je ukryć? Poza tym... wolałbyś być w domu niż w Hogwarcie?
Brenna uwielbiała Warownię, miała naprawdę sympatyczną rodzinę - w większości przynajmniej, tęskniła czasem za Doliną Godryka i rodzicami, a jednocześnie naprawdę uwielbiała i Hogwart. Zamek był magią samą w sobie, przynajmniej w oczach Brenny. Współczuła każdemu, kto z jakichś powodów nie uczył się w Hogwarcie.
– Myślę… że jestem jednak bliższa mamie niż nasza sąsiadka – stwierdziła, marszcząc lekko brwi. Nie to, że już jakiś czas temu nie zaczęła rozumieć, że u niektórych wygląda to zupełnie inaczej. Rodzice takiej Victorii na przykład… och, ich rad Brenna na jej miejscu bardzo nie chciałaby słuchać. A ojciec Cynthii zdawał się wcale jej nie znać. – Poza tym, sami też byli przecież w Hogwarcie, prawda? Wiedzą jak to jest, przeszli przez to i no wiedzą, co jest tam – dodała, machając ręką w stronę ściany. „Tam” – poza murami. W świecie dorosłych. Brennę bardzo cieszyło, że zanim się w nim znajdzie, ma jeszcze dwa i pół roku beztroskiego, hogwarckiego życia. W przypadku Isaaca sprawa przedstawiała się gorzej. – Dlaczego nie wysłuchać, co mają do powiedzenia? „Wysłuchać” przecież nie znaczy „posłuchać”. Jeżeli będziesz w stanie sam się utrzymać, to do niczego cię nie zmuszą, nie?
Uniosła lekko brwi na kolejne rewelacje. Problem polegał na tym, że miała niespełna szesnaście lat i pewnych rzeczy jeszcze nie do końca ogarniała. I z tym co mówił Isaac absolutnie nie mogła się utożsamić. Nie wyglądała na to ani trochę, ale tak się składało, że pochodziła z bogatej rodziny, a jednocześnie nie czuła się nieszczęśliwa. I bardzo lubiła to, że ma pieniądze i może sobie kupić słodycze, nowe notatniki albo książki, kiedy tylko zechce.
– To te biedne zawsze mają uwagę rodziców? Wydaje mi się, że to nie takie proste…
- Taaaak... ale mugole nie muszą się chować przed... no mugolami - stwierdziła w końcu z zastanowieniem. – Jest ich strasznie dużo, nie dałoby się ich upchnąć w jednej szkole, no i jest też bardzo dużo nauczycieli. Jak mieliby zrobić dużo takich szkół jak Hogwart, w każdej dać dobrych nauczycieli i jeszcze je ukryć? Poza tym... wolałbyś być w domu niż w Hogwarcie?
Brenna uwielbiała Warownię, miała naprawdę sympatyczną rodzinę - w większości przynajmniej, tęskniła czasem za Doliną Godryka i rodzicami, a jednocześnie naprawdę uwielbiała i Hogwart. Zamek był magią samą w sobie, przynajmniej w oczach Brenny. Współczuła każdemu, kto z jakichś powodów nie uczył się w Hogwarcie.
– Myślę… że jestem jednak bliższa mamie niż nasza sąsiadka – stwierdziła, marszcząc lekko brwi. Nie to, że już jakiś czas temu nie zaczęła rozumieć, że u niektórych wygląda to zupełnie inaczej. Rodzice takiej Victorii na przykład… och, ich rad Brenna na jej miejscu bardzo nie chciałaby słuchać. A ojciec Cynthii zdawał się wcale jej nie znać. – Poza tym, sami też byli przecież w Hogwarcie, prawda? Wiedzą jak to jest, przeszli przez to i no wiedzą, co jest tam – dodała, machając ręką w stronę ściany. „Tam” – poza murami. W świecie dorosłych. Brennę bardzo cieszyło, że zanim się w nim znajdzie, ma jeszcze dwa i pół roku beztroskiego, hogwarckiego życia. W przypadku Isaaca sprawa przedstawiała się gorzej. – Dlaczego nie wysłuchać, co mają do powiedzenia? „Wysłuchać” przecież nie znaczy „posłuchać”. Jeżeli będziesz w stanie sam się utrzymać, to do niczego cię nie zmuszą, nie?
Uniosła lekko brwi na kolejne rewelacje. Problem polegał na tym, że miała niespełna szesnaście lat i pewnych rzeczy jeszcze nie do końca ogarniała. I z tym co mówił Isaac absolutnie nie mogła się utożsamić. Nie wyglądała na to ani trochę, ale tak się składało, że pochodziła z bogatej rodziny, a jednocześnie nie czuła się nieszczęśliwa. I bardzo lubiła to, że ma pieniądze i może sobie kupić słodycze, nowe notatniki albo książki, kiedy tylko zechce.
– To te biedne zawsze mają uwagę rodziców? Wydaje mi się, że to nie takie proste…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.