Miał się od tego odciąć. Miał zawiesić znajomość. Przynajmniej na jakiś czas. Aby nie pozwolić sobie na zbyt częsty kontakt. Zbliżenie. Aby utrzymać poziom wybudowanego w sobie lodowego muru niedostępności. Po ostatnio spędzonym czasie z Lurentem zrozumiał, że może istnieć zagrożenie, że zostanie rozszyfrowany. Zdemaskowany?
Laurent jednak nie pozwolił o sobie zapomnieć.
Kiedy w ostatnich dniach otrzymał od niego sowę, z zaproszeniem do baru idiotycznej nazwy zwanej ”La La Land”, myślał że już dobrze z Prewettem być nie może. Dlaczego zapraszał akurat jego? Jeżeli to miała być randka, popełniał ogromny błąd, naruszając warunki ich umowy. Co innego spotkać się w kawiarni na kawie, co innego iść razem do pubu. Być może w zaproszeniu, wystosowanym do jego osoby nie było informacji o granej muzyce, co było może na plus Prewetta, że o tym nie wspomniał. W takim wypadku, otrzymałby negatywną odpowiedź od Traversa. A tak, dzień później dopiero poleciała sowa z bardzo krótką odpowiedzią: "Przyjdę."
Nicholas zwykle unikał publicznego i zbyt częstego pokazywania się, odkąd został Śmierciożercą i utrzymał się na swoim stanowisku w Departamencie Tajemnic. Im niej o nim wiedziano, tym lepiej. A swoje zawodowe osiągnięcia naukowe, pozostały na razie przeszłością, atutem dzięki któremu mógł dostać to, do czego zmierzał. Teraz był moment wycofania się z bycia zauważalnym. Mimo to, zjawił się. Teleportując do Doliny Godryka. Przemierzając ulice, w odszukaniu konkretnego miejsca, pubu. Ubrany był w czarny elegancki, szyty na miarę garnitur. Chabrowa koszula i czarny krawat. Mroczny znak dla bezpieczeństwa, zamaskował zaklęciem, aby nie był widoczny. Tylko jego niebieskie oczy i blond włosy zaczesane do tyłu, wyróżniały się na tle jego bardzo ciemnej odzieży. Zjawił się jak śmierć, która miałaby przyjść po schlane do nieprzytomności dusze i odesłać ich na tamten świat.
Został dostrzeżony przez Laurenta. Nie spodziewał się kumpelskiego powitania, ale przemilczał ten fakt. W przeciwieństwie do Prewetta, nie uśmiechnął się. Może tak już w sobie miał. Wielu do tego było przyzwyczajonych, że Nicholas nie okazywał jakichś emocji.
Już na wstępnie, został zapytany o możliwość zrezygnowania. Nie ogarnął, czy w którymś momencie Laurent żartował.- Skoro już jestem, to nie będę zawracał.
Odparł krótko. Jeżeli mu się nie spodoba, to wyjdzie w trakcie. Co za problem? Przecież nie przywiążą go do krzesła. Jedyne co, to musieli grać rolę co najwyżej partnerów biznesowych a nie kochanków. Nicholas i randka? Chyba ze Śmiercią.