25.03.2024, 15:05 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.03.2024, 15:06 przez Bard Beedle.)
Jej życie było cieniem, więc tu i teraz... tym bardziej stanowiła cień cienia, cień dawnej cienistej egzystencji. Biedna, porzucona, zapomniana, a najstraszniejszy ze wszystkiego był fakt, że nie do końca świadoma własnego losu. Był sierpień, wciąż ciepło. Ludzie przemykający obok, ignorujący ją jak zawsze, ubrani byli swobodnie, tak lekko, tak ciepło. Ona wciąż, mimo owinięcia się widmowymi szmatami cały czas czuła ciepło. W jej dłoniach pobrzękiwało pudełko, które wbrew słowom macochy używała, aby przynieść sobie odrobinę nadziei. Trzęsła nim rytmicznie, skupiając się na muzyce, która grała jej w głowie, pięknej pieśni o miłości i Jezusie i prezentach, którą kolędnicy śpiewali ledwie chwile temu, niemalże tuż obok niej.
Ktoś podszedł.
Podniosła na niego oczy, mądre, zmęczone, zlęknione. Podniosła oczy puste i martwe. Jej biała, mleczna cera nie pozostawiała złudzeń. Neil patrzył na ducha, który akurat teraz, akurat w tej chwili odnalazł przestrzeń między światami, by nabrać ciała więcej niż zwykłe, półprzezroczyste duchy.
– Czy chce p..pan k...kupić zapałki? Mam bardzo, bardzo tanie, ledwie d...dwa knuty za p..pudełko, tak t...tanio p...pan nie....tak tanio p...pan nie dostanie. – szkliste widmowe oczy rozszerzyły się w oczekiwaniu. A zaraz potem trzęsące się palce ukryte w podartych mittenkach sięgnęły do jej pudełka i zapaliły pierwsze z drewnianych trucheł oprószonych siarką. Była dobrą sprzedawczynią, świetnym akwizytorem, umiała pokazać jak świetnie działa jej produkt. Zapałka płonęła, a drugą dłonią dziecko chwyciło za nogawkę Neila. Świat zawirował, przestrzeń stała się ciemna, a potem znów rozjaśnił ją świt świadomości. Stali oboje obok siebie, mała istota wciąż trzymała w dłoniach płonący patyczek, a Neil bardzo szybko mógł zobaczyć siebie, rozpoznać czas i miejsce. Mógł zrozumieć, że patrzą oboje na jego wspomnienie...
Ktoś podszedł.
Podniosła na niego oczy, mądre, zmęczone, zlęknione. Podniosła oczy puste i martwe. Jej biała, mleczna cera nie pozostawiała złudzeń. Neil patrzył na ducha, który akurat teraz, akurat w tej chwili odnalazł przestrzeń między światami, by nabrać ciała więcej niż zwykłe, półprzezroczyste duchy.
– Czy chce p..pan k...kupić zapałki? Mam bardzo, bardzo tanie, ledwie d...dwa knuty za p..pudełko, tak t...tanio p...pan nie....tak tanio p...pan nie dostanie. – szkliste widmowe oczy rozszerzyły się w oczekiwaniu. A zaraz potem trzęsące się palce ukryte w podartych mittenkach sięgnęły do jej pudełka i zapaliły pierwsze z drewnianych trucheł oprószonych siarką. Była dobrą sprzedawczynią, świetnym akwizytorem, umiała pokazać jak świetnie działa jej produkt. Zapałka płonęła, a drugą dłonią dziecko chwyciło za nogawkę Neila. Świat zawirował, przestrzeń stała się ciemna, a potem znów rozjaśnił ją świt świadomości. Stali oboje obok siebie, mała istota wciąż trzymała w dłoniach płonący patyczek, a Neil bardzo szybko mógł zobaczyć siebie, rozpoznać czas i miejsce. Mógł zrozumieć, że patrzą oboje na jego wspomnienie...
Bard Beedle prowadzony przez Millie Moody