25.03.2024, 15:24 ✶
– Mmm, a tak wujek Erik no cóż tak, jestem pewien. – zagarnął przydługie włosy raz jeszcze, próbując okiełznać jasne kosmyki. Powoli już zaczynały mu przeszkadzać, zwłaszcza przy wzroście temperatury, z drugiej strony jednak nie dało się ukryć, że broda i zarost przydawały mu powagi a większość jego mistrzów tak właśnie się nosiła Ludzie mieli jakieś zaufanie do "starszych", zwłaszcza jeśli chodzi o rzeczy związane z rzemiosłem, czego Sam nie do końca rozumiał, ale nie zamierzał też poddawać w wątpliwość tych praw. W ubiegłym roku, jak jeszcze nie był wcale przymuszony do pracy, nie mógł jej znaleźć. Nazywany gołowąsem, dostawał nawet mniejszą wypłatę niż było to ustalone. Tym razem było inaczej.
– A jeśli chodzi o powód, to zakładam, że chodziło o fakt, że domek był już mocno zniszczony. Te drzwi to po jednym wilczym chuchnięciu padłyby z łoskotem i tyle by było. – Choć Warownia była wypchana psami i wilkami, z jakiś powodów Sam mający skłonność do stałego kojarzenia ludzi z naturą, nigdy jakoś nie myślał o Longbottomach jako o watasze. W jego głowie Erik (bardzo całkiem powszechnie rozpoznawany jako dziedzic z wilkołaczą klątwą) był raczej opiekunem lasu, dumnym jeleniem o rozłożystym porożu. Brenna (całkiem powszechnie nierozpoznawany animag wilka) była królową pszczół, z resztą tak właśnie ją nazywał, przy tych nielicznych okazjach, kiedy ich ścieżki się krzyżowały.
– I te meble... myślałem, że będzie coś do uratowania, ale zdecydowanie nie... Przeżarte przez korniki, zbutwiałe, rozpadające się w rękach. – wskazał na hałdę kiwając ze smutkiem głową. – No ale, będą nowe drzwi, nowe meble, wzmocnię dach, żeby nie padało do środka. Będziesz mogła...eee... robić tu przyjęcia dla swojego kota – zasugerował, podchodząc do dziewczynki nader stereotypowo.
– A jeśli chodzi o powód, to zakładam, że chodziło o fakt, że domek był już mocno zniszczony. Te drzwi to po jednym wilczym chuchnięciu padłyby z łoskotem i tyle by było. – Choć Warownia była wypchana psami i wilkami, z jakiś powodów Sam mający skłonność do stałego kojarzenia ludzi z naturą, nigdy jakoś nie myślał o Longbottomach jako o watasze. W jego głowie Erik (bardzo całkiem powszechnie rozpoznawany jako dziedzic z wilkołaczą klątwą) był raczej opiekunem lasu, dumnym jeleniem o rozłożystym porożu. Brenna (całkiem powszechnie nierozpoznawany animag wilka) była królową pszczół, z resztą tak właśnie ją nazywał, przy tych nielicznych okazjach, kiedy ich ścieżki się krzyżowały.
– I te meble... myślałem, że będzie coś do uratowania, ale zdecydowanie nie... Przeżarte przez korniki, zbutwiałe, rozpadające się w rękach. – wskazał na hałdę kiwając ze smutkiem głową. – No ale, będą nowe drzwi, nowe meble, wzmocnię dach, żeby nie padało do środka. Będziesz mogła...eee... robić tu przyjęcia dla swojego kota – zasugerował, podchodząc do dziewczynki nader stereotypowo.