25.03.2024, 15:49 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.03.2024, 08:12 przez Millie Moody.)
Morpheus kiedy podtapiał się w wiadrze egzaltacji i mistycznych uniesień, był takim Morpheusem którego jednocześnie uwielbiała i nie znosiła. Całe to nabożeństwo wokół kart, brakło jeszcze kadzidełek i modlitwy do Appollinna na wejście. Wierzyła w to, że karty mówią prawdę. Wierzyła również, że mówią ją bez względu na to czy dławią się smrodem trociczków, ułożone na atłasie wypranym w świetle wzrastajacego księżyca otoczone przez lśniące kamienie za miliony, czy też być może po prostu ktoś je wyciągnął z pudełka, przetasował i walnął na stolnicę uwaloną mąką sprzed dwóch lat. Może to był kurz? Zabawne, sproszkowane martwe ciało zdecydowanie lepsze dla tarota od atłasów.
– Łoł, jesteś niecierpliwa, bo chciałabyś już być zdrowa i wkurwianiem się nie pomagasz. Proszę, już... Kielich też sugeruje w oczywisty sposób, że powinnam się napić wódki w oczekiwaniu jak te kurwy z krzaka w końcu będą nadawać się do zerwania. – burknęła i sięgnęła po różdżkę. To było niebezpieczne tylko trochę, ale serio, żałowała że zapytała o Alastora, bo ten zajebany gostek w czerwonym płaszczu mimo swojej przynależności do małych arkanów był w chuj niepokojący.
– Myślisz w ogóle, że ten marsz, że te protesty cokolwiek zmienią? Że to nie zostanie znowu zamiecione pod dywan jak zawsze? – Charłaki miały przejebane, żyć w świecie zaprojektowanym przez i dla czarodziejów. Mieli gorzej niż kobiety i emigranci. To pewne.
Cmoknęła kilkukrotnie zbierając energię, przywołując w głowie wyobrażenie butelki na której jej zależało. Powinno zostać jeszcze pół butelki...
– Accio wóda – spróbowała w końcu. Cóż, jeśli jej niańka nie umiała zadbać o jej podstawowe potrzeby, to sama musiała się tym zająć.
Translokacja – wybieram gorszy wynik ze względu na klątwę
– Łoł, jesteś niecierpliwa, bo chciałabyś już być zdrowa i wkurwianiem się nie pomagasz. Proszę, już... Kielich też sugeruje w oczywisty sposób, że powinnam się napić wódki w oczekiwaniu jak te kurwy z krzaka w końcu będą nadawać się do zerwania. – burknęła i sięgnęła po różdżkę. To było niebezpieczne tylko trochę, ale serio, żałowała że zapytała o Alastora, bo ten zajebany gostek w czerwonym płaszczu mimo swojej przynależności do małych arkanów był w chuj niepokojący.
– Myślisz w ogóle, że ten marsz, że te protesty cokolwiek zmienią? Że to nie zostanie znowu zamiecione pod dywan jak zawsze? – Charłaki miały przejebane, żyć w świecie zaprojektowanym przez i dla czarodziejów. Mieli gorzej niż kobiety i emigranci. To pewne.
Cmoknęła kilkukrotnie zbierając energię, przywołując w głowie wyobrażenie butelki na której jej zależało. Powinno zostać jeszcze pół butelki...
– Accio wóda – spróbowała w końcu. Cóż, jeśli jej niańka nie umiała zadbać o jej podstawowe potrzeby, to sama musiała się tym zająć.
Translokacja – wybieram gorszy wynik ze względu na klątwę
Rzut PO 1d100 - 22
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut PO 1d100 - 78
Sukces!
Sukces!