Jakimś cudem zapamiętał jego imię. Nie było trudne i tak skomplikowane co jego po jakimś dziadzie, pradziadzie czy jeszcze dalej. Jak to mówił jego kolega brygadzista, rodzice go skrzywdzili.
Początkowo podejrzewał, że kolega, przybysz z daleka, zamówił dla siebie te ogniste, ale o dziwo poczęstował go jedną szklanką. Czemu nie skorzystać? Piwko poczeka. Sięgnął po szklankę, uniósł tak samo wysoko jakby na toast i przyłożył do ust. Też mógł tak chlusnąć w całości, zrobił to dopiero jak kolega odstawił i zaczął wyjaśniać swój wyjazd, powrót. A zaraz też i pogratulował mu zaręczyn. Co sprawiło, że po wypiciu zawartości szklanki, normalnie zachłysnął się trunkiem. Odstawił szklankę i odwrócił głowę, zasłaniając usta pięścią, aby odkaszlnąć i to porządnie. Zakrztusić się wieścią o swoich zaręczynach. Kolega chyba nie wiedział jaka za tym kryła się historia. Choć w proroku tego nie pisali, to Czarownica zawsze znajdowała miejsce w swoich rubrykach.
Przez tę dłuższą chwilę, jak Renigald dochodził do siebie, kolega nawijał swoje.
Spojrzał na niego jakoś tak dziwnie?
- Czy ja ci wyglądam na polityka?
I co on miał innego odpowiedzieć? Nie pracował. Póki rodzice mieli hajs, był jakby… obibokiem? Gdyby może spróbował? Czy jest sens, marnować sobie tak życie?
- Jedenaście lat, to spory kawał czasu. Zmieniło się tutaj bardzo dużo. Może w końcu zmierza ku lepszemu?
Wzruszył ramionami. Kelnerkę poprosił o szklankę wody, musząc znów odkaszlnąć poprzednie zakrztuszenie i popić czymś nie posiadającym procentów. Dlatego też za wiele jeszcze nie rozmawiał z nim. Może i dobrze, że kolega zmienił temat, porzucając temat jego zaręczyn? Nawet mu nie podziękował za to ”życzenie szczęścia”.