25.03.2024, 16:51 ✶
Oczywiście, że Sophie była uparta. Mimo że niepozorna, to jednak charakterna. Zawsze słuchała Roberta i nie sprawiała żadnych problemów wychowawczych, ale była również żyjącą osobą a nie jedynie marionetką. Czuła się członkiem rodziny Mulciberów i postanowiła że oto nastał czas, aby w końcu się do czegoś przydała. Wcześniej jej obowiązkiem była nauka i nie sprawianie problemów, a teraz bycie częścią rodzinnego biznesu. Tak właśnie myślała.
Słuchając ojca w milczeniu, czuła że tym razem podszedł do niej na poważnie. Nie kazał już jej piec ciastek ani planować kolacji, tylko wytłumaczył jak dorosłej osobie czym miałaby się zająć i dlaczego.
- Dobrze tato. Porozmawiam z wujkiem Richardem. - Zgodziła się, nie uważając że ojciec chce się jej pozbyć. To co mówił jak najbardziej miało sens. Musiała nauczyć się wszystkiego od podstaw, żeby zrozumieć jak biznes wygląda od środka.
-Ty też tak zaczynałeś tato? - Spojrzała na szklankę z jego trunkiem i jakby… uśmiechnęła się trochę dziwnie. Spuściła na chwilę wzrok i wygładziła sukienkę. Nie była ani zawstydzona, ani smutna. To wyglądało jakby nagle o czymś sobie przypomniała. Ciężko było jednak wyczytać z jej zachowania oraz mimiki, o co chodziło.
-Obiecuję, że dam z siebie wszystko. - Spojrzała na ojca. - Tato, w takim razie czym Ty się zajmujesz? Też jeździsz na spotkania? Może mogłabym pojechać z Tobą chociaż na jedno? - Poprosiła mimo wszystko. Skoro zgodziła się na pracę z wujkiem Richardem, to ojciec zgodzi się jej czegoś nauczyć?
-Rodzice Mandy powiedzieli, że po skończeniu Hogwartu z dobrymi wynikami może sobie wybrać prezent. Ja też mogę? - Była to dość częsta praktyka, nie pytała o nic niecodziennego. Bo chyba Robert widział jej świadectwo, prawda?
Sophie rozsiadła się nieco wygodniej i nie wyglądało jakby miała zamiar szybko opuścić gabinet. Sukienka w którą była ubrana była ładna, ale nie wyzywająca. Zakrywała to, co większość dziewczyn lubiła eksponować i miała odpowiednią długość. Robert mógł również poczuć, że Sophie używa perfum, jednak ich zapach nie był bardzo mocny i można było go wyczuć dopiero kiedy znajdowała się bliżej. Pachniała cytrusami.
Słuchając ojca w milczeniu, czuła że tym razem podszedł do niej na poważnie. Nie kazał już jej piec ciastek ani planować kolacji, tylko wytłumaczył jak dorosłej osobie czym miałaby się zająć i dlaczego.
- Dobrze tato. Porozmawiam z wujkiem Richardem. - Zgodziła się, nie uważając że ojciec chce się jej pozbyć. To co mówił jak najbardziej miało sens. Musiała nauczyć się wszystkiego od podstaw, żeby zrozumieć jak biznes wygląda od środka.
-Ty też tak zaczynałeś tato? - Spojrzała na szklankę z jego trunkiem i jakby… uśmiechnęła się trochę dziwnie. Spuściła na chwilę wzrok i wygładziła sukienkę. Nie była ani zawstydzona, ani smutna. To wyglądało jakby nagle o czymś sobie przypomniała. Ciężko było jednak wyczytać z jej zachowania oraz mimiki, o co chodziło.
-Obiecuję, że dam z siebie wszystko. - Spojrzała na ojca. - Tato, w takim razie czym Ty się zajmujesz? Też jeździsz na spotkania? Może mogłabym pojechać z Tobą chociaż na jedno? - Poprosiła mimo wszystko. Skoro zgodziła się na pracę z wujkiem Richardem, to ojciec zgodzi się jej czegoś nauczyć?
-Rodzice Mandy powiedzieli, że po skończeniu Hogwartu z dobrymi wynikami może sobie wybrać prezent. Ja też mogę? - Była to dość częsta praktyka, nie pytała o nic niecodziennego. Bo chyba Robert widział jej świadectwo, prawda?
Sophie rozsiadła się nieco wygodniej i nie wyglądało jakby miała zamiar szybko opuścić gabinet. Sukienka w którą była ubrana była ładna, ale nie wyzywająca. Zakrywała to, co większość dziewczyn lubiła eksponować i miała odpowiednią długość. Robert mógł również poczuć, że Sophie używa perfum, jednak ich zapach nie był bardzo mocny i można było go wyczuć dopiero kiedy znajdowała się bliżej. Pachniała cytrusami.