25.03.2024, 16:59 ✶
Sophie może i skończyła już 18 lat, jednak w duchu nadal była nastolatką, tak jak jej rówieśnicy. Jakby ktoś zaproponował jej wypad do Miodowego Królestwa albo skakanie po trampolinach, to pobiegłaby pierwsza.
Nie ruszyło jej to, że Richard kazał jej się odsunąć i był oschły. Zawsze tłumaczyła sobie w głowie że jej ojciec i wuj mają trudne charaktery. Są bardzo zajęci, dużo przeszli i to sprawiło, że są gruboskórni. Mimo to, często patrzyła z zazdrością na relacje swojej najlepszej przyjaciółki z jej rodzicami. Często spędzała u nich część ferii i wakacji. Jednak tylko część, bo zawsze kiedy miała przerwę od szkoły, starała się być w domu chociaż na kilka dni żeby zobaczyć się ze swoim tatą.
-Nie boję się taty. - Odpowiedziała pewnie i wyglądała na o wiele pogodniejszą. - Chciałam mu wszystko pokazać dopiero kiedy będę miała pewność, że mi się uda. Dlatego to ukrywam. - Mówiła, wpuszczając wujka do pokoju. Oczywiście często się stresowała lub czuła przy Robercie dyskomfort. Bolały ją jego oschle słowa czy olewcze zachowanie, ale na pewno się go nie bała. Nie była tchórzliwą, mała myszką i nie przypominała sobie żeby ojciec ją kiedyś uderzył albo zachował się wobec niej agresywnie. Mimo że wyglądała niepozornie, naprawdę miała twardy charakter i ciężko ją było złamać.
W pokoju Sophie było bardzo czysto i schludnie. Wszystko było poukładane i miało swoje miejsce, ponieważ dziewczyna bardzo nie lubiła nieporządku. Z pozoru nic dziwnego nie przykuwało uwagi - łóżko było na swoim miejscu, podobnie jak szafa i komoda na której stała maszyna do szycia. Za drzwiami jednak, w rogu pokoju, stało coś, co było przykryte dwoma kocami. Tuż obok tego czegoś stał niewielki stół na którym Richard mógł dostrzec puste butelki, ostry nóż, lejek, deskę do krojenia i korkownicę do butelek.
-Wujku, przedstawiam Ci Mulciber Moonshine… - Podeszła do tego czegoś i ściągnęła koce. Pod nimi dumnie prezentowały się dwa pięciolitrowe baniaki napełnione żółtawym płynem. Na dnie szklanych pojemników zgromadził się osad oraz kawałki cytryn.
- Czterdziestoprocentowa cytrynówka mojej produkcji! - Powiedziała z dumą. Do baniaków przymocowanych było kilka wężyków które wypuszczały powietrze z fermentującego alkoholu. Pod stołem stało około 20 pełnych butelek trunku - zakorkowanych i oblepionych naklejką:
![[Obrazek: uNCIVM9.jpeg]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=uNCIVM9.jpeg)
Stał tam również karton pełen świeżych cytryn, cukru oraz kilka zielonych butli o niewiadomej zawartości.
-Chcesz spróbować? - Wlepiła świdrujące spojrzenie w Richarda. Wyglądała na bardzo przejętą i dumną.
Nie ruszyło jej to, że Richard kazał jej się odsunąć i był oschły. Zawsze tłumaczyła sobie w głowie że jej ojciec i wuj mają trudne charaktery. Są bardzo zajęci, dużo przeszli i to sprawiło, że są gruboskórni. Mimo to, często patrzyła z zazdrością na relacje swojej najlepszej przyjaciółki z jej rodzicami. Często spędzała u nich część ferii i wakacji. Jednak tylko część, bo zawsze kiedy miała przerwę od szkoły, starała się być w domu chociaż na kilka dni żeby zobaczyć się ze swoim tatą.
-Nie boję się taty. - Odpowiedziała pewnie i wyglądała na o wiele pogodniejszą. - Chciałam mu wszystko pokazać dopiero kiedy będę miała pewność, że mi się uda. Dlatego to ukrywam. - Mówiła, wpuszczając wujka do pokoju. Oczywiście często się stresowała lub czuła przy Robercie dyskomfort. Bolały ją jego oschle słowa czy olewcze zachowanie, ale na pewno się go nie bała. Nie była tchórzliwą, mała myszką i nie przypominała sobie żeby ojciec ją kiedyś uderzył albo zachował się wobec niej agresywnie. Mimo że wyglądała niepozornie, naprawdę miała twardy charakter i ciężko ją było złamać.
W pokoju Sophie było bardzo czysto i schludnie. Wszystko było poukładane i miało swoje miejsce, ponieważ dziewczyna bardzo nie lubiła nieporządku. Z pozoru nic dziwnego nie przykuwało uwagi - łóżko było na swoim miejscu, podobnie jak szafa i komoda na której stała maszyna do szycia. Za drzwiami jednak, w rogu pokoju, stało coś, co było przykryte dwoma kocami. Tuż obok tego czegoś stał niewielki stół na którym Richard mógł dostrzec puste butelki, ostry nóż, lejek, deskę do krojenia i korkownicę do butelek.
-Wujku, przedstawiam Ci Mulciber Moonshine… - Podeszła do tego czegoś i ściągnęła koce. Pod nimi dumnie prezentowały się dwa pięciolitrowe baniaki napełnione żółtawym płynem. Na dnie szklanych pojemników zgromadził się osad oraz kawałki cytryn.
- Czterdziestoprocentowa cytrynówka mojej produkcji! - Powiedziała z dumą. Do baniaków przymocowanych było kilka wężyków które wypuszczały powietrze z fermentującego alkoholu. Pod stołem stało około 20 pełnych butelek trunku - zakorkowanych i oblepionych naklejką:
![[Obrazek: uNCIVM9.jpeg]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=uNCIVM9.jpeg)
Stał tam również karton pełen świeżych cytryn, cukru oraz kilka zielonych butli o niewiadomej zawartości.
-Chcesz spróbować? - Wlepiła świdrujące spojrzenie w Richarda. Wyglądała na bardzo przejętą i dumną.