25.03.2024, 19:45 ✶
Czy faktycznie warto było zazdrościć czegoś, co wypisano jedynie tuszem na papierze wedle ludzkich sugestii, a nie gwiazdami na nocnym firmamencie zgodnie z wolą pradawnych bóstw i sił natury? Gazety miały tendencje do ubarwienia rzeczywistości i przekuwania niekiedy nudnych faktów na coś, co mogło bardziej zainteresować publikę. Czy Dolohov wyczytał tam między słowami coś, co zaczęło go faktycznie nęcić?
— Myślałem, że ludzie twojego pokroju nie wierzą w przypadki — odbił piłeczkę, wydychając ciężko powietrze z płuc, poniekąd wyrzucając z siebie kolejne obłoczki irytacji. Ponoć ćwiczenia oddechowe koiły myśli, kto wie, może w tych warunkach też zadziałają i pozwolą mu na moment odciąć się od ciężaru ostatnich dni? — Czy to czasem nie przeznaczenie dyktuje nam, gdzie wylądujemy i z kim? — Uniósł pytająco brew. — Skoro nasze drogi już raz się przecięły i wyszło nam to na zdrowie, to uważam, że mam prawo do pewnych oczekiwań.
Zuchwały w swoim podejściu do losu, przekonany był, że po przeżyciu Beltane i nieustannej walce z przeszkodami rzucanymi mu pod nogi przez kapryśny los, zasłużył na jakieś zadośćuczynienie. Vakel, z jego zdolnościami do przewidywania przyszłości, jawił się jako herold przeznaczenia, który pozostał spleciony niewidzialnymi nićmi z wydarzeniami, które miały dopiero nastąpić. A Erik mimowolnie lgnął do tego, łudząc się, że uchyli przed nim tajemnicę lub dwie, zmniejszając tym samym kłębiące się w nim obawy.
W gruncie rzeczy Dolohov wyglądał dokładnie tak, jak Longbottom wyobrażał sobie ucieleśnienie czyhającego na innych ludzi fatum. Gdyby miał dwa metry wzrostu i rosłe muskularne ciało, przypominałby raczej czempiona niźli głos wieszczący dni, które dopiero miały nadejść. Nie potrzebował tego. W obecnej formie i tak był przyjemny dla oka. Może nawet zbyt przyjemny, biorąc pod uwagę, że Erik musiał naprawdę skupić się na tym, aby nie świdrować go wzrokiem.
Gdyby tylko rzeczy mówił przyjemniejsze, pomyślał, odpychając kolejne myśli na bok. Tak, Eriku, chętnie spełnię twoje życzenie i cię utopię w tym basenie. Tak, Eriku, przekażę wszystkim twoim krewnym, że ich kochałeś i chcesz, aby jak najlepiej przeżyli swoje życie. Ale niee... Łaska najwidoczniej nie była w jego stylu. A może po prostu wolał sytuacje, gdy to on był na łasce innych?
— Apatia raczej nie przynosi dużego spełnienia — rzucił, pozwalając, aby na moment zapadła między nimi cisza wypełniona bezdźwięcznym ruchem trybików w ich głowach, gdy kolejne idee tworzone przez ich umysły nabierały kształtów lub obracały się w pył. — To, że stajesz z boku, nie znaczy, że zyskujesz jakąkolwiek tarczę przed negatywnymi konsekwencjami tego, co się dzieje wokół ciebie. Po prostu pozwalasz, aby to inni decydowali o rozwoju sytuacji. Skazujesz się na podporządkowanie się woli innych. — Parsknął cicho. — To chyba gorsze niż zdanie się na bliżej nieokreślone przeznaczenie czy wolę szklanej kuli. Chociaż... W niektórych sytuacjach całkiem przyjemne.
Uśmiechnął się leniwie. Jakaś arogancka część jego osobowości była dumna z tego, że w ciągu lat nauczył się tak dobrze operować słowem. A przynajmniej lepiej niż większość, jak to lubił o sobie myśleć. Pół-prawdy, niewypowiedziane propozycje, niespełnione sugestie balansujące na granicy między prawdą a bezpieczną dwuznacznością... Miał dobrych nauczycieli i prawdopodobnie jeszcze lepszych rywali. O ile nudniejsze byłoby jego życie, gdyby nie obudowywał swych odpowiedzi wymyślnymi historiami, poniekąd sam gubiąc się w ich złożoności, jeśli poszedł o ten jeden krok za daleko.
— A kto by chciał być banałem w tych czasach, prawda? — Na jego ustach zatańczył lekki uśmiech, gdy nieco się zrelaksował. Sądził, że to wolność od innych ludzi przyniesie mu dziś błogość, jednak najwyraźniej się mylił i wystarczył jeden wróżbita, aby obrócić sytuację o sto osiemdziesiąt stopni. — Urodziłem się dwudziestego siódmego listopada w czterdziestym drugim. — Akurat to nie była żadna tajna informacja, więc nie czuł potrzeby, aby zazdrośnie jej bronić. Te i inne bliskie jego życiu daty pewnie i tak krążyły po różnych wydaniach czasopism skupionych wokół jego osoby. — Niestety, jeśli pytasz, jaki to był dzień tygodnia, to nie mam pojęcia. Mogę ci pokazać rękę, jeśli ci to jakoś pomoże.
Przekrzywił niewinnie dłoń, obracając ją wewnętrzną stroną ku górze. Poczuł lekki dyskomfort w okolicy przegubu, ale chwilo go zignorował. Zwilżył czubkiem języka górną wargę i spojrzał na Vakela z ukosa, jakby rzucał mu wyzwanie; sprawdzał, z jak wielu pomocy musiałby skorzystać, aby faktycznie czegoś się dowiedzieć o swoim towarzyszu kąpieli. Z tego, co orientował się Longbottom, data urodzin we wróżbiarstwie stanowiła poniekąd klucz, który otwierał drzwi do przepastnej biblioteki wypełnionej faktami, domniemaniami i tajemnicami na temat drugiej osoby.
To jest, jeśli faktycznie wierzyło się w to, że znaki zodiaku i układy gwiazd faktycznie mogły mieć wpływ na życie nowo narodzonego człowieka. Krewni i znajomi Erika byli obdarzeni zdecydowanie zbyt dużą ilością darów, aby mógł tak po prostu odrzucić arkana, w jakich obracał się Dolohov i uznać je za proste bujdy. Poza tym nawet w kłamstwie można było znaleźć parę ziarenek prawdy. Pytanie, ile zdoła wyłuskać wróżbita.
— Myślałem, że ludzie twojego pokroju nie wierzą w przypadki — odbił piłeczkę, wydychając ciężko powietrze z płuc, poniekąd wyrzucając z siebie kolejne obłoczki irytacji. Ponoć ćwiczenia oddechowe koiły myśli, kto wie, może w tych warunkach też zadziałają i pozwolą mu na moment odciąć się od ciężaru ostatnich dni? — Czy to czasem nie przeznaczenie dyktuje nam, gdzie wylądujemy i z kim? — Uniósł pytająco brew. — Skoro nasze drogi już raz się przecięły i wyszło nam to na zdrowie, to uważam, że mam prawo do pewnych oczekiwań.
Zuchwały w swoim podejściu do losu, przekonany był, że po przeżyciu Beltane i nieustannej walce z przeszkodami rzucanymi mu pod nogi przez kapryśny los, zasłużył na jakieś zadośćuczynienie. Vakel, z jego zdolnościami do przewidywania przyszłości, jawił się jako herold przeznaczenia, który pozostał spleciony niewidzialnymi nićmi z wydarzeniami, które miały dopiero nastąpić. A Erik mimowolnie lgnął do tego, łudząc się, że uchyli przed nim tajemnicę lub dwie, zmniejszając tym samym kłębiące się w nim obawy.
W gruncie rzeczy Dolohov wyglądał dokładnie tak, jak Longbottom wyobrażał sobie ucieleśnienie czyhającego na innych ludzi fatum. Gdyby miał dwa metry wzrostu i rosłe muskularne ciało, przypominałby raczej czempiona niźli głos wieszczący dni, które dopiero miały nadejść. Nie potrzebował tego. W obecnej formie i tak był przyjemny dla oka. Może nawet zbyt przyjemny, biorąc pod uwagę, że Erik musiał naprawdę skupić się na tym, aby nie świdrować go wzrokiem.
Gdyby tylko rzeczy mówił przyjemniejsze, pomyślał, odpychając kolejne myśli na bok. Tak, Eriku, chętnie spełnię twoje życzenie i cię utopię w tym basenie. Tak, Eriku, przekażę wszystkim twoim krewnym, że ich kochałeś i chcesz, aby jak najlepiej przeżyli swoje życie. Ale niee... Łaska najwidoczniej nie była w jego stylu. A może po prostu wolał sytuacje, gdy to on był na łasce innych?
— Apatia raczej nie przynosi dużego spełnienia — rzucił, pozwalając, aby na moment zapadła między nimi cisza wypełniona bezdźwięcznym ruchem trybików w ich głowach, gdy kolejne idee tworzone przez ich umysły nabierały kształtów lub obracały się w pył. — To, że stajesz z boku, nie znaczy, że zyskujesz jakąkolwiek tarczę przed negatywnymi konsekwencjami tego, co się dzieje wokół ciebie. Po prostu pozwalasz, aby to inni decydowali o rozwoju sytuacji. Skazujesz się na podporządkowanie się woli innych. — Parsknął cicho. — To chyba gorsze niż zdanie się na bliżej nieokreślone przeznaczenie czy wolę szklanej kuli. Chociaż... W niektórych sytuacjach całkiem przyjemne.
Uśmiechnął się leniwie. Jakaś arogancka część jego osobowości była dumna z tego, że w ciągu lat nauczył się tak dobrze operować słowem. A przynajmniej lepiej niż większość, jak to lubił o sobie myśleć. Pół-prawdy, niewypowiedziane propozycje, niespełnione sugestie balansujące na granicy między prawdą a bezpieczną dwuznacznością... Miał dobrych nauczycieli i prawdopodobnie jeszcze lepszych rywali. O ile nudniejsze byłoby jego życie, gdyby nie obudowywał swych odpowiedzi wymyślnymi historiami, poniekąd sam gubiąc się w ich złożoności, jeśli poszedł o ten jeden krok za daleko.
— A kto by chciał być banałem w tych czasach, prawda? — Na jego ustach zatańczył lekki uśmiech, gdy nieco się zrelaksował. Sądził, że to wolność od innych ludzi przyniesie mu dziś błogość, jednak najwyraźniej się mylił i wystarczył jeden wróżbita, aby obrócić sytuację o sto osiemdziesiąt stopni. — Urodziłem się dwudziestego siódmego listopada w czterdziestym drugim. — Akurat to nie była żadna tajna informacja, więc nie czuł potrzeby, aby zazdrośnie jej bronić. Te i inne bliskie jego życiu daty pewnie i tak krążyły po różnych wydaniach czasopism skupionych wokół jego osoby. — Niestety, jeśli pytasz, jaki to był dzień tygodnia, to nie mam pojęcia. Mogę ci pokazać rękę, jeśli ci to jakoś pomoże.
Przekrzywił niewinnie dłoń, obracając ją wewnętrzną stroną ku górze. Poczuł lekki dyskomfort w okolicy przegubu, ale chwilo go zignorował. Zwilżył czubkiem języka górną wargę i spojrzał na Vakela z ukosa, jakby rzucał mu wyzwanie; sprawdzał, z jak wielu pomocy musiałby skorzystać, aby faktycznie czegoś się dowiedzieć o swoim towarzyszu kąpieli. Z tego, co orientował się Longbottom, data urodzin we wróżbiarstwie stanowiła poniekąd klucz, który otwierał drzwi do przepastnej biblioteki wypełnionej faktami, domniemaniami i tajemnicami na temat drugiej osoby.
To jest, jeśli faktycznie wierzyło się w to, że znaki zodiaku i układy gwiazd faktycznie mogły mieć wpływ na życie nowo narodzonego człowieka. Krewni i znajomi Erika byli obdarzeni zdecydowanie zbyt dużą ilością darów, aby mógł tak po prostu odrzucić arkana, w jakich obracał się Dolohov i uznać je za proste bujdy. Poza tym nawet w kłamstwie można było znaleźć parę ziarenek prawdy. Pytanie, ile zdoła wyłuskać wróżbita.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞