14.12.2022, 00:53 ✶
Z każdą kolejną sekundą czuł się jak coraz większy idiota. A to sobie wybrał czas i miejsce na zaczepki. Nie powinien się odwracać. Nie było sensu wołać. Stanie również wydawało się głupie.
A jednak stał. Na coś czekał. Chciał, żeby nieznajoma nie była sobą, żeby była kimś zupełnie innym, kimś kogo już nie było. I do śmierci kogo mógł się przypadkiem przyczynić, choć tak naprawdę wolałby skoczyć ze skarpy niż to zrobić.
Nie była Clare.
Nie była nawet do niej podobna. Gdyby się spotkali innego dnia, może podczas jazdy windą w Ministerstwie Magii albo po pracy w barze, pewnie uznałby, że młoda kobieta była ładna. Nie jakoś przesadnie. Nie na tyle by stracił dla niej głowę.
Ale w ogólnym rozrachunku była ładna a on stracił głowę tylko raz w całym swoim życiu.
Zapatrzył się na twarz nieznajomej. Na piegi, które ją pokrywały. Na jej nos. Na oczy. Na wyraz tych oczu. I te ogniście rude włosy, które pewnie powinny zwracać na nią największą uwagę, ale jego nie zwróciły.
Jego zainteresował unoszący się wokół niej zapach. Jak wspomnienie czegoś, co utracił, co zniknęło w przeszłości i co – paradoksalnie – mogło ożyć tylko na cmentarzu. Zmarszczył brwi, uzmysławiając sobie, że pewnie o to chodziło.
Spotkał kobietę używającą tych samych co Clare perfum na cmentarzu, więc od razu odżyły – ukrywane coraz głębiej – wspomnienia i związane z nimi poczucie straty. Bo poza babcią, zabierał tu tylko Clare i zawsze podczas Ostary.
Pokręcił głową.
- Dziękuję, ale znam je dość dobrze – sprostował, zdając sobie sprawę, że cała ta rozmowa nie miała żadnego sensu. I chyba nawet nie był w niej uczciwy, skoro zaczepiał nieznajomą tylko dlatego, że gdzieś w jego środku tliła się jeszcze głupia nadzieja. – Po prostu bardzo je lubię.
Nie chciał dodawać, że tak pachniała kobieta, z którą się kiedyś związał. Nawet dodanie, że to perfumy kogoś, kogo kiedyś znał brzmiało źle. To by dopiero było niewłaściwe i dopiero wtedy stojąca naprzeciwko mogłaby pomyśleć, że ma do czynienia z kimś niepokojącym.
- Jeszcze raz przepraszam. Na co dzień wywieram raczej lepsze wrażenie i znajduje przyjemniejsze miejsca do poznawania drugiej osoby – zapewnił ją, czując, że to zabrzmiało jeszcze bardziej głupio i nie tak jak powinno.
Wreszcie skłonił szybko głowę w geście pożegnania. Odwrócił się od Alanny by odejść w kierunku grobu rodziców. Pewnie już sobie tylko wmawiał, ale ciągle wydawało mu się, że czuł ten przeklęty zapach perfum. Jak obecność, której już nie było.
A jednak stał. Na coś czekał. Chciał, żeby nieznajoma nie była sobą, żeby była kimś zupełnie innym, kimś kogo już nie było. I do śmierci kogo mógł się przypadkiem przyczynić, choć tak naprawdę wolałby skoczyć ze skarpy niż to zrobić.
Nie była Clare.
Nie była nawet do niej podobna. Gdyby się spotkali innego dnia, może podczas jazdy windą w Ministerstwie Magii albo po pracy w barze, pewnie uznałby, że młoda kobieta była ładna. Nie jakoś przesadnie. Nie na tyle by stracił dla niej głowę.
Ale w ogólnym rozrachunku była ładna a on stracił głowę tylko raz w całym swoim życiu.
Zapatrzył się na twarz nieznajomej. Na piegi, które ją pokrywały. Na jej nos. Na oczy. Na wyraz tych oczu. I te ogniście rude włosy, które pewnie powinny zwracać na nią największą uwagę, ale jego nie zwróciły.
Jego zainteresował unoszący się wokół niej zapach. Jak wspomnienie czegoś, co utracił, co zniknęło w przeszłości i co – paradoksalnie – mogło ożyć tylko na cmentarzu. Zmarszczył brwi, uzmysławiając sobie, że pewnie o to chodziło.
Spotkał kobietę używającą tych samych co Clare perfum na cmentarzu, więc od razu odżyły – ukrywane coraz głębiej – wspomnienia i związane z nimi poczucie straty. Bo poza babcią, zabierał tu tylko Clare i zawsze podczas Ostary.
Pokręcił głową.
- Dziękuję, ale znam je dość dobrze – sprostował, zdając sobie sprawę, że cała ta rozmowa nie miała żadnego sensu. I chyba nawet nie był w niej uczciwy, skoro zaczepiał nieznajomą tylko dlatego, że gdzieś w jego środku tliła się jeszcze głupia nadzieja. – Po prostu bardzo je lubię.
Nie chciał dodawać, że tak pachniała kobieta, z którą się kiedyś związał. Nawet dodanie, że to perfumy kogoś, kogo kiedyś znał brzmiało źle. To by dopiero było niewłaściwe i dopiero wtedy stojąca naprzeciwko mogłaby pomyśleć, że ma do czynienia z kimś niepokojącym.
- Jeszcze raz przepraszam. Na co dzień wywieram raczej lepsze wrażenie i znajduje przyjemniejsze miejsca do poznawania drugiej osoby – zapewnił ją, czując, że to zabrzmiało jeszcze bardziej głupio i nie tak jak powinno.
Wreszcie skłonił szybko głowę w geście pożegnania. Odwrócił się od Alanny by odejść w kierunku grobu rodziców. Pewnie już sobie tylko wmawiał, ale ciągle wydawało mu się, że czuł ten przeklęty zapach perfum. Jak obecność, której już nie było.