14.12.2022, 01:29 ✶
- To dobrze - odparła pokrótce, słysząc, że wspomnienie tego wieczoru będzie nawiedzać go raz po raz. - W innym wypadku poczułabym się urażona. -
Malfoy miała w zwyczaju nie dokańczać wypowiedzianych myśli; urywała zdania w kluczowym momencie, pozostawiając je w dwuznacznej pozycji, zawieszone między jej enigmatycznym uśmiechem a rozmówcą. Brakujące elementy pozostawiała domysłom, choć zwykle nie dawała ludziom zbyt wielkiego pola do popisu. Mówiła rzeczy, które zdawały się mieć tylko jedno poprawne zakończenie, lecz bywało ono w odczuciu na tyle kontrowersyjne i zuchwałe, by ofiara kwestionowała swoją ocenę. Ludzie głowili się, czy Eden naprawdę posunęła się w retoryce aż tak daleko, by otrzeć się o granice dobrego smaku, czy po prostu byli zbyt głupi i przeoczali oczywistość, jakąś uprzejmą odpowiedź. Nie mogła opisać słowami, jak wielką przynosiło jej to satysfakcję; zwłaszcza kiedy zasiane ziarno niepewności przynosiło owoce w postaci skonsternowanej mimiki i wystraszonego spojrzenia.
- Samokontrolę - powtórzyła po Longbottomie, spoglądając na chłopaka z iskrą dzikości w oczach. Zupełnie tak, jakby niczym wampir wyssała z niego energię chwilą dotyku, zebrawszy siły na dalsze droczenie się. - A co jeśli sprawiasz, że ludzie ją przy tobie tracą? - Zapytała niewinnie, unosząc brwi tak, jakby wcale nie wchodziła na grząski grunt niejednoznacznych aluzji.
Tematu Brenny nie miała zamiaru więcej poruszać. Wiedziała, że mało kto miał równie patologiczną relację z rodzeństwem co ona, toteż nie spodziewała się, że Erik będzie zadowolony, gdy usłyszy opinię Eden na temat swojej siostry w pełnej, nieocenzurowanej krasie. Malfoy nie potrafiła po prostu nie mieć opinii na czyjś temat, a ze względu na swoje niebotyczne wymagania, zwykle taka opinia była niezwykle krytyczna. Co za tym idzie, niestety większość z nich była też niepochlebna. Biorąc to wszystko pod uwagę, zdecydowała się ugryźć w język, bo nie chciała zyskać nowego wroga.
Przynajmniej nie z tak błahego powodu.
Uśmiechnęła się uprzejmie, słysząc komplement dotyczący urody. Wiedziała doskonale, że swoją aparycją trafia w gusta płci przeciwnej częściej niż przeciętna kobieta. Choć kwestia wyglądu nigdy nie spędzała jej snu z powiek, Eden zawsze dbała, by w miarę możliwości prezentować się nienagannie. Nie chodziło o próżność oczywiście - robiła to dla utrzymania renomy. Przecież nie mogła wyglądać byle jak: jeszcze, nie daj Merlinie, ktoś sobie by pomyślał, że nie jest taka idealna, jak się wydaje.
- Głodny głodnemu wypomni. - Odbiła piłeczkę bez zająknięcia się, bez jakiejkolwiek przerwy na oddech. Zupełnie jakby słyszała taki komentarz na porządku dziennym i wyuczyła się sprytnej odpowiedzi jak amen w pacierzu. Miała tylko nadzieję, że Longbottom nie zna dalszej części tej wymiany o głodujących, bo ta była nader sugestywna i faktycznie Eden mogłaby udać głupią, a następnie wziąć ją na poważnie. - Umywaj ręce, skoro taka twoja wola. Nie wiesz, co tracisz - rzuciła z uśmiechem, przymykając oczy i kręcąc głową w pozornej dezaprobacie. Skoro twierdził, iż w jego słowach nie było w żadnym momencie jakiegokolwiek podtekstu, nie miała zamiaru dowodzić, że jest inaczej. Niech mu będzie; niech zachowa swoje tajemnice.
- Och... - wydała z siebie dźwięk zawodu, kiedy wymienił w propozycji nie tylko swoją siostrę, ale również Elliotta. Wyglądała w tym momencie tak, jakby ktoś dziecku odebrał marzenia. - Już wymyślałam wymówkę w związku z Brenną, wiesz, że mam alergię na kobiety siedzące przy stole czy coś, ale potem wspomniałeś o moim bliźniaku i dosłownie poczułam, jak cofa mi się do gardła zeszłoroczna świąteczna pieczeń - oświadczyła bez pardonu, przykładając dłoń do dekoltu, jakby faktycznie próbowała opanować narastającą zgagę. Nie sądziła, że kiedykolwiek od czyichkolwiek słów nabawi się refluksu.
- Jesteś pewien, że nie możemy po prostu gdzieś wyjść sam na sam? Bez rodzeństwa? - zaproponowała, przechylając błagalnie głowę. - Nie potrzebujesz przyzwoitki. Przysięgam na wszystkie trzy komórki mózgowe mojego bliźniaka, że nie będę próbowała cię zbałamucić - dodała z ręką na piersi, wyglądając przy tym nader przekonująco. Już nawet nie miała siły się bawić we flirt; po prostu nie chciała nigdzie iść z Elliottem, nawet jeśli kosztowałoby to ją przelotny romans.
Malfoy miała w zwyczaju nie dokańczać wypowiedzianych myśli; urywała zdania w kluczowym momencie, pozostawiając je w dwuznacznej pozycji, zawieszone między jej enigmatycznym uśmiechem a rozmówcą. Brakujące elementy pozostawiała domysłom, choć zwykle nie dawała ludziom zbyt wielkiego pola do popisu. Mówiła rzeczy, które zdawały się mieć tylko jedno poprawne zakończenie, lecz bywało ono w odczuciu na tyle kontrowersyjne i zuchwałe, by ofiara kwestionowała swoją ocenę. Ludzie głowili się, czy Eden naprawdę posunęła się w retoryce aż tak daleko, by otrzeć się o granice dobrego smaku, czy po prostu byli zbyt głupi i przeoczali oczywistość, jakąś uprzejmą odpowiedź. Nie mogła opisać słowami, jak wielką przynosiło jej to satysfakcję; zwłaszcza kiedy zasiane ziarno niepewności przynosiło owoce w postaci skonsternowanej mimiki i wystraszonego spojrzenia.
- Samokontrolę - powtórzyła po Longbottomie, spoglądając na chłopaka z iskrą dzikości w oczach. Zupełnie tak, jakby niczym wampir wyssała z niego energię chwilą dotyku, zebrawszy siły na dalsze droczenie się. - A co jeśli sprawiasz, że ludzie ją przy tobie tracą? - Zapytała niewinnie, unosząc brwi tak, jakby wcale nie wchodziła na grząski grunt niejednoznacznych aluzji.
Tematu Brenny nie miała zamiaru więcej poruszać. Wiedziała, że mało kto miał równie patologiczną relację z rodzeństwem co ona, toteż nie spodziewała się, że Erik będzie zadowolony, gdy usłyszy opinię Eden na temat swojej siostry w pełnej, nieocenzurowanej krasie. Malfoy nie potrafiła po prostu nie mieć opinii na czyjś temat, a ze względu na swoje niebotyczne wymagania, zwykle taka opinia była niezwykle krytyczna. Co za tym idzie, niestety większość z nich była też niepochlebna. Biorąc to wszystko pod uwagę, zdecydowała się ugryźć w język, bo nie chciała zyskać nowego wroga.
Przynajmniej nie z tak błahego powodu.
Uśmiechnęła się uprzejmie, słysząc komplement dotyczący urody. Wiedziała doskonale, że swoją aparycją trafia w gusta płci przeciwnej częściej niż przeciętna kobieta. Choć kwestia wyglądu nigdy nie spędzała jej snu z powiek, Eden zawsze dbała, by w miarę możliwości prezentować się nienagannie. Nie chodziło o próżność oczywiście - robiła to dla utrzymania renomy. Przecież nie mogła wyglądać byle jak: jeszcze, nie daj Merlinie, ktoś sobie by pomyślał, że nie jest taka idealna, jak się wydaje.
- Głodny głodnemu wypomni. - Odbiła piłeczkę bez zająknięcia się, bez jakiejkolwiek przerwy na oddech. Zupełnie jakby słyszała taki komentarz na porządku dziennym i wyuczyła się sprytnej odpowiedzi jak amen w pacierzu. Miała tylko nadzieję, że Longbottom nie zna dalszej części tej wymiany o głodujących, bo ta była nader sugestywna i faktycznie Eden mogłaby udać głupią, a następnie wziąć ją na poważnie. - Umywaj ręce, skoro taka twoja wola. Nie wiesz, co tracisz - rzuciła z uśmiechem, przymykając oczy i kręcąc głową w pozornej dezaprobacie. Skoro twierdził, iż w jego słowach nie było w żadnym momencie jakiegokolwiek podtekstu, nie miała zamiaru dowodzić, że jest inaczej. Niech mu będzie; niech zachowa swoje tajemnice.
- Och... - wydała z siebie dźwięk zawodu, kiedy wymienił w propozycji nie tylko swoją siostrę, ale również Elliotta. Wyglądała w tym momencie tak, jakby ktoś dziecku odebrał marzenia. - Już wymyślałam wymówkę w związku z Brenną, wiesz, że mam alergię na kobiety siedzące przy stole czy coś, ale potem wspomniałeś o moim bliźniaku i dosłownie poczułam, jak cofa mi się do gardła zeszłoroczna świąteczna pieczeń - oświadczyła bez pardonu, przykładając dłoń do dekoltu, jakby faktycznie próbowała opanować narastającą zgagę. Nie sądziła, że kiedykolwiek od czyichkolwiek słów nabawi się refluksu.
- Jesteś pewien, że nie możemy po prostu gdzieś wyjść sam na sam? Bez rodzeństwa? - zaproponowała, przechylając błagalnie głowę. - Nie potrzebujesz przyzwoitki. Przysięgam na wszystkie trzy komórki mózgowe mojego bliźniaka, że nie będę próbowała cię zbałamucić - dodała z ręką na piersi, wyglądając przy tym nader przekonująco. Już nawet nie miała siły się bawić we flirt; po prostu nie chciała nigdzie iść z Elliottem, nawet jeśli kosztowałoby to ją przelotny romans.
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~