- Ta, szkolne patyki nadają się co najwyżej do zrobienia z nich ogniska. - Gerry miała swoją własną miotłę już od dawna, zresztą wystarczyłoby, żeby napisała bardzo smutny list do ojca, a za chwilę kupiłby jej nową. Mogła sobie pozwolić na takie akcje, jako jego jedyna córka, z braćmi było trochę gorzej, ale Gerard im również raczej nie odmawiał. Czasem dobrze mieć dzianych starych i być bananowym dzieciakiem.
Tyle, że Yaxley rozumiała, że nie wszyscy mają tak lekko w życiu jak ona, dlatego też raczej nie chwaliła się tym swoim statusem bogacza, wyglądała często jak bezdomna, taki już miała styl, ci którzy jej się dokładniej przyglądali mogliby dostrzec, że materiały, które wybierała nie należały do tanich, bo ich jakoś świadczyła sama za siebie.
Przyglądała się uważnie witrynie, rozważała, czy właściwie powinna sobie coś kupić, nie lubiła wydawać kasy na pierdoły, chociaż nowe, skórzane rękawiczki, tymi na pewno by nie pogardziła. Te, które aktualnie posiadała nie nadawały się już do niczego, czuła pod palcami każdą, najdrobniejsza wypukłość drążka miotły. Zdecydowanie powinna je kupić.
Z rozmyślań wyrwał ją głos, który zdecydowanie był skierowany do dziewcząt. Nikogo więcej tutaj nie było. Słowa, które padły z ust tych śmierdzących typów były bardzo, ale to bardzo nie na miejscu.
Tyle, że Yaxley nie patrzyła. Ona nigdy się nie zastanawiała, działała instynktownie. Wiedziała, że ma długie rączki, które z odpowiednią szybkością mogą zrobić krzywdę każdemu. Nie po to spędziła niemalże każdewakacje na laniu się ze swoimi braćmi, aby nie wykorzystać tych tajemnych umiejętności.
Nie patrzyła na Millie, to nie był odpowiedni czas na sentymenty, najpierw musiała dać tym debilom popalić, a później będzie mogła pocieszyć swoją przyjaciółkę. Także jej pięść bardzo szybko pomknęła ku twarzy jednego z ślizgonów, a siły miała bardzo dużo. Na pewno się tego nie spodziewał. - Uważaj na słowa KURWIU. - To był dopiero początek, uważała, że jeden cios z pięści nie wystarczy, rzuciła się na niego, żeby przygwoździć go do ziemi.