26.03.2024, 10:10 ✶
Uśmiech na twarzy Millie był nieprzebranie słodki. Wydawała się nawet dziewczęca, dobroduszna, niewinna do szpiku kości. Szkoda tylko, że waliło od niej fajkami, szczęśliwie Londyn śmierdział smogiem i bez tego, więc zawsze mogła zwalić na ukochane miasto.
– Ależ oczywiście szanowny panie, los takich sklepikarzy jak pan, jest nam Brygadzie Uderzeniowej bardzo drogi. Wszak jest pan naszym priorytetem teraz, na patrolu, pana słodkie towary, cukierki przynoszące radość małym czarodziejom, rozpraszające wszelkie smutki i zmartwienia, to drogocenny kruszec. Ma pan świadków, lecz najlepszym świadkiem są przecież pańskie oczy i wspomnienia. Ja absolutnie nie wątpię i wierzę w każde pana słowo, chce tylko doświadczyć tych straszliwych okoliczności, aby pojąć ogrom dokonanych zniszczeń... – paplała trzy po trzy, zapatrzona w sklepikarza, jak na rasową lolitkę przystało. Śliczna buzia, wielkie złociste oczy... Nawet mundur tak bardzo nie przeszkadzał, gdy robiła zasłonę dymną dla dzieciaka. Bo że on chciał dać nogę, to nie był problem zauważyć, wszak była szukającą, jej uwaga musiała być rozpierdolona po całej okolicy tylko po to, żeby znaleźć ten jebany znicz.
Na boisku skuteczna jak diabli, teraz zamierzała być z takim samym zacięciem nieskuteczna, a miała do tego kilka narzędzi danych przez Panią Bozię u zarania dziejów. Zdecydowanie też robiła teraz za tego dobrego glinę, rozsmakowując się w tym jak Aidan wchodził w swoją rolę gbura punktującego tego starego kutasiarza. Aż musiała powstrzymać miły prąd przechodzący przez szczupłe plecy, gdy tknęło ją przeczucie, że się doskonale będą dogadywać.
– Ależ oczywiście szanowny panie, los takich sklepikarzy jak pan, jest nam Brygadzie Uderzeniowej bardzo drogi. Wszak jest pan naszym priorytetem teraz, na patrolu, pana słodkie towary, cukierki przynoszące radość małym czarodziejom, rozpraszające wszelkie smutki i zmartwienia, to drogocenny kruszec. Ma pan świadków, lecz najlepszym świadkiem są przecież pańskie oczy i wspomnienia. Ja absolutnie nie wątpię i wierzę w każde pana słowo, chce tylko doświadczyć tych straszliwych okoliczności, aby pojąć ogrom dokonanych zniszczeń... – paplała trzy po trzy, zapatrzona w sklepikarza, jak na rasową lolitkę przystało. Śliczna buzia, wielkie złociste oczy... Nawet mundur tak bardzo nie przeszkadzał, gdy robiła zasłonę dymną dla dzieciaka. Bo że on chciał dać nogę, to nie był problem zauważyć, wszak była szukającą, jej uwaga musiała być rozpierdolona po całej okolicy tylko po to, żeby znaleźć ten jebany znicz.
Na boisku skuteczna jak diabli, teraz zamierzała być z takim samym zacięciem nieskuteczna, a miała do tego kilka narzędzi danych przez Panią Bozię u zarania dziejów. Zdecydowanie też robiła teraz za tego dobrego glinę, rozsmakowując się w tym jak Aidan wchodził w swoją rolę gbura punktującego tego starego kutasiarza. Aż musiała powstrzymać miły prąd przechodzący przez szczupłe plecy, gdy tknęło ją przeczucie, że się doskonale będą dogadywać.