26.03.2024, 10:11 ✶
-NIE. - Z jej ust padło tylko jedno słowo. Zacisnęła wargi i zrobiła się lekko czerwona. Odetchnęła w złości pokazując całą sobą, że jest zdecydowana walczyć. Nie pozwoli żeby jej cała praca poszła na marne!
-Nie pozbędę się tego. Jestem już dorosła i to jest mój pomysł na biznes. - Wskazała palcem ze złością na baniaki. Aż się zagotowała. Nie krzyczała, jednak mówiła nieco podniesionym, rozgniewanym tonem.
-Skąd to mam? Kupilam, wujku! Kupiłam to od rodziców mojej przyjaciółki Mandy. Mają winiarnie, ale ja nie chcę pędzić wina, tylko czterdziestoprocentową cytrynówkę na bazie czystego alkoholu z mojego własnego przepisu… - Aż się zapowietrzyła, więc zrobiła pauzę żeby odetchnąć. Pierś jej zafalowała w złości. Nie rozumiała, dlaczego wuj kazał jej się tego pozbyć.
-Mam wszystkie dokumenty. - Wyciągnęła różdżkę i machnęła nią w stronę komody trochę zbyt nerwowo, więc szuflada wyleciała z mebla i wylądował na podłodze. Teczka o którą jej chodziło, przywędrowała do niej jednak posłusznie.
-Wszystko jest legalne, jutro będę szła zarejestrować moja firmę. Będzie się nazywała “Mulciber Moonshine”, tak samo jak mój alkohol i tak samo jak mam na nazwisko. - Wyjaśniła i podała Richardowi dokumentację żeby mógł ją przejrzeć. Była tam umowa zawarta pomiędzy nią, a winiarnią “Rose Delacure” na zakup czystego alkoholu. Miała tam również pokwitowania kupna baniaków w których fermentował jej specyfik. Resztę składników zapewne zdobywała już na miejscu.
-Niedługo na Alei Horyzontalnej powstanie nowy bar. Jestem umówiona z jego właścicielem na rozmowę, ponieważ jest zainteresowany kupnem MOJEGO alkoholu. To mój własny przepis i mam go w głowie. Nigdzie tego nie spisałam. Chcesz spróbować, wujku Richardzie? - Nadal była czerwona i rozgniewana, jednak nie krzyczała i starała się zachować szacunek należny wujowi. Część zdań wypowiadała jednak przez zaciśnięte zęby.
-Nie pozbędę się tego. Jestem już dorosła i to jest mój pomysł na biznes. - Wskazała palcem ze złością na baniaki. Aż się zagotowała. Nie krzyczała, jednak mówiła nieco podniesionym, rozgniewanym tonem.
-Skąd to mam? Kupilam, wujku! Kupiłam to od rodziców mojej przyjaciółki Mandy. Mają winiarnie, ale ja nie chcę pędzić wina, tylko czterdziestoprocentową cytrynówkę na bazie czystego alkoholu z mojego własnego przepisu… - Aż się zapowietrzyła, więc zrobiła pauzę żeby odetchnąć. Pierś jej zafalowała w złości. Nie rozumiała, dlaczego wuj kazał jej się tego pozbyć.
-Mam wszystkie dokumenty. - Wyciągnęła różdżkę i machnęła nią w stronę komody trochę zbyt nerwowo, więc szuflada wyleciała z mebla i wylądował na podłodze. Teczka o którą jej chodziło, przywędrowała do niej jednak posłusznie.
-Wszystko jest legalne, jutro będę szła zarejestrować moja firmę. Będzie się nazywała “Mulciber Moonshine”, tak samo jak mój alkohol i tak samo jak mam na nazwisko. - Wyjaśniła i podała Richardowi dokumentację żeby mógł ją przejrzeć. Była tam umowa zawarta pomiędzy nią, a winiarnią “Rose Delacure” na zakup czystego alkoholu. Miała tam również pokwitowania kupna baniaków w których fermentował jej specyfik. Resztę składników zapewne zdobywała już na miejscu.
-Niedługo na Alei Horyzontalnej powstanie nowy bar. Jestem umówiona z jego właścicielem na rozmowę, ponieważ jest zainteresowany kupnem MOJEGO alkoholu. To mój własny przepis i mam go w głowie. Nigdzie tego nie spisałam. Chcesz spróbować, wujku Richardzie? - Nadal była czerwona i rozgniewana, jednak nie krzyczała i starała się zachować szacunek należny wujowi. Część zdań wypowiadała jednak przez zaciśnięte zęby.