Już zbierał w głowie odpowiedź dla niej, że w sumie to faktycznie przecenia jej możliwości, ale postanowiła rzucić zdanie, które znacznie mocniej przykuło uwagę chłopaka. Zmarszczył lekko brwi i obrzucił ją spojrzeniem, jakby wygadywała właśnie kompletną głupotę, zakładając, że to właśnie miał na myśli, kiedy mówił o broni. A właściwie nie broni, tylko przysłowiu.
— Wiem, co to jest miecz obosieczny — prychnął do niej, bo choć to mogło być kolejne gadanie dla gadania, które chyba lubiła, to jednak czuł potrzebę sprostowania. Jeszcze sobie pomyśli nie wiadomo jakie głupoty, a potem komuś je rozpowie, bo przecież wszyscy kiedyś coś powiedzą. Albo po prostu przytakną, bo ktoś inny tego właśnie oczekuje, a nieobecny nie zaprzeczy.
No i zjawił się ten głupek od Ślizgonów. Odsunął się pół kroku w tył, kiedy Brenna stanęła tuż przed nim, niwecząc tym samym rodzący się plan, by wypalić mu jakimś fajnym zaklęciem prosto w głupią gębę. To było irytujące, tym bardziej, że miał wrażenie, jakby chciała go ochronić. Wcale się o to nie prosił, a ta zaczęła się wtrącać. Czy zawsze tak musiało być?
Słuchał ich dyskusji i nie mógł się nie uśmiechnąć z rozbawieniem.
— Za trudnych słów dla niego używasz — rzucił, wychylając się nieco zza jej pleców, tak żeby tamten dzieciak na pewno dobrze usłyszał.
— ... Dobra, idźcie się lizać gdzie indziej, ludzie patrzą — prychnął i poszedł schodami na górę, odprowadzony zimnym spojrzeniem Feliciana, z którego nic sobie nie robił.
— Dupek — prychnął Hollow pod nosem, kiedy ten już zniknął im z oczu. A zaraz zerknął na Brennę. — Poradziłbym sobie — wymruczał, choć nie powiedziałby, że nie jest jej wdzięczny za pomoc. Chyba. Sam nie był pewien, czego po niej oczekiwał, ale wiedział, że miano psiapsi Gryfonek najpewniej do niego przylgnie.