26.03.2024, 19:31 ✶
– Och, „tylko tam nie wchodź”, jeśli nie dostawałam dokładnych wyjaśnień, dlaczego gdzieś nie wchodzić, to te słowa działały na mnie zawsze jak płachta na byka… – stwierdziła Brenna, powoli wędrując alejką. Nie była pewna, czy to Rosja była taka… inna, zwłaszcza pod względem czarodziejskiego społeczeństwa, czy może jedynie rodzina Kola, ale nie on jeden przeżywał tutaj lekki szok kulturowy. I to mimo tego, że w Anglii przecież też były konserwatywne rodziny, których tradycje i zachowania niejednokrotnie Brennę, wychowaną niby w podobnych, a jednak innych warunkach, przerażały. – W takim razie jak podoba ci się oglądanie szklarni od środka? I jak bardzo twojego ojca przeraziłoby, gdybym zabrała cię do mugolskich królewskich ogrodów w Londynie? Tam nie ma magicznych roślin, ale robią wrażenie – stwierdziła, a za tą propozycją kryło się trochę szczerego współczucia wobec kogoś, kto miał rośliny oglądać przez szybę, trochę wrodzonej przekory, bo skoro to tak, to tutaj można namieszać jeszcze bardziej, a trochę… trochę to, że to jak Nikolai zareaguje na propozycję oglądania czegoś mugolskiego mogło powiedzieć o nim dużo więcej niż wszystkie wymienione dotąd między nimi zdania.
– Jasne, gdybyś chciał naprawdę mordować, przecież nie pytałbyś mnie o to, gdzie szukać pomocy z ukrywaniem ciał – stwierdziła, takim tonem, jakby żartowała. Może faktycznie żartowała. I właściwie nie podejrzewała Nikolaia o bycie psychopatą. Ale… żyli w niebezpiecznych czasach, niebezpiecznym świecie, a Brenna była córką policjanta z krwi i kości, i nigdy nie zapominała, że obok psychopatów mordujących dzieci ze względu na złą krew przechodzi pewnie każdego dnia. Na korytarzach Ministerstwa Magii, na salach balowych, na ulicy Pokątnej.
Czy to była już paranoja, czy tylko ostrożność…?
– Chcesz zobaczyć te bardziej dziwaczne, magiczne rośliny? Większość z nich właściwie wygląda bardzo niewinnie, póki nie próbują kogoś zeżreć, a tutaj są te powstrzymujące przed tym zaklęcia… mają na przykład madragory, ale one siedzą w doniczkach i widać tylko liście, więc właściwie nie wyglądają specjalnie ciekawie… Ciągle pamiętam lekcję z ich przesadzaniem, to był chyba trzeci rok. Prawdziwy koszmar. Wyglądają jak niemowlęta. Brzydkie niemowlęta, ale wciąż, wpychaj do doniczki dziecko, i to takie, które bardzo nie chce być wepchnięte do doniczki. W nausznikach w dodatku, bo jak usłyszysz jego wrzaski, to zaraz stracisz przytomność… – plotła po swojemu dalej, kiedy obchodzi szklarnię, mijając kolejne zioła, zarówno te „zwykłe”, z mugolskich ogródków, jak i takie, które hodowali tylko czarodzieje.
– Jasne, gdybyś chciał naprawdę mordować, przecież nie pytałbyś mnie o to, gdzie szukać pomocy z ukrywaniem ciał – stwierdziła, takim tonem, jakby żartowała. Może faktycznie żartowała. I właściwie nie podejrzewała Nikolaia o bycie psychopatą. Ale… żyli w niebezpiecznych czasach, niebezpiecznym świecie, a Brenna była córką policjanta z krwi i kości, i nigdy nie zapominała, że obok psychopatów mordujących dzieci ze względu na złą krew przechodzi pewnie każdego dnia. Na korytarzach Ministerstwa Magii, na salach balowych, na ulicy Pokątnej.
Czy to była już paranoja, czy tylko ostrożność…?
– Chcesz zobaczyć te bardziej dziwaczne, magiczne rośliny? Większość z nich właściwie wygląda bardzo niewinnie, póki nie próbują kogoś zeżreć, a tutaj są te powstrzymujące przed tym zaklęcia… mają na przykład madragory, ale one siedzą w doniczkach i widać tylko liście, więc właściwie nie wyglądają specjalnie ciekawie… Ciągle pamiętam lekcję z ich przesadzaniem, to był chyba trzeci rok. Prawdziwy koszmar. Wyglądają jak niemowlęta. Brzydkie niemowlęta, ale wciąż, wpychaj do doniczki dziecko, i to takie, które bardzo nie chce być wepchnięte do doniczki. W nausznikach w dodatku, bo jak usłyszysz jego wrzaski, to zaraz stracisz przytomność… – plotła po swojemu dalej, kiedy obchodzi szklarnię, mijając kolejne zioła, zarówno te „zwykłe”, z mugolskich ogródków, jak i takie, które hodowali tylko czarodzieje.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.