26.03.2024, 21:45 ✶
Rozmawia, próbuje zjeść śniadanie, zostaje zaatakowany przez jabłka i cierpi
Z każdą chwilą coraz mniej wiedział co się dzieje. Ponure nastroje jeszcze jakoś umiał zrozumieć, docinki w większości nie miały dla niego sensu, a to, że nimi były mógł jedynie stwierdzić po tonie głosu tych, którzy je wypowiadali, stwierdził jednak, że będzie je ignorował dla własnego dobra. Nie miał na tyle energii, co Morpheus próbujący zwęszyć plotkę, chciał po prostu w spokoju zjeść kanapkę, która w końcu nabrała kształtów.
Przyjął grzecznie kawę od Brenny, od razu upijając kolejny spory łyk, po czym spojrzał z wdzięcznością na Norę.
- Bardzo chętnie przyjmę cokolwiek, co sprawi, że będę się czuł rześki jak wiosenny poranek, a nie jak stratowany przez stado hipogryfów - odpowiedział na jej propozycję, posyłając jej uśmiech.
Zaniepokoił go trochę stan Sama, który wyglądał coraz gorzej, zamiast lepiej, jak to było chociażby w przypadku Thomasa. Zbladł, nie miał apetytu, zdecydowanie noc dała mu się we znaki.
- Choć może zrób kolejną porcję, bo nie tylko ja potrzebuję czegoś na wzmocnienie. - Zmarszczył lekko brwi, wgryzając się w swoją kanapkę.
Nie dane jednak było mu cieszyć się nią zbyt długo. W pewnym momencie Erik syknął i drgnął przy nim, na co Thomas szybko odłożył jedzenie, szukając ewentualnej przyczyny, która mogłaby grozić też innym. Nic jednak nie zauważył, przynajmniej do czasu aż pomiędzy jego przyjacielem a Norą nie wywiązała się wymiana, która nawet Hardwickowi uświadomiła, że coś jest na rzeczy. Już miał nawet utworzyć usta, szybko jednak je zamknął, gdy poczuł uderzenie w głowę.
Cudem prawdopodobnie nie przygryzł sobie języka, szybko poczuł jednak kolejne dwa uderzenia, które sprawiły, że zrobiło mu się ciemno przed oczami.
Teraz to on prawie leżał na stole, trzymając się za bolące miejsce, w którym zapewne miał się niedługo pojawić ładny guz. W oczach mu się zaszkliło, okulary i papieros spadły gdzieś na trawę, z jego ust wydarła się zaś krótka wiązka przekleństw. Nie dość, że miał kaca, to jeszcze coś go zaatakowało.
- Co to było? - zapytał, po czym syknął lekko, próbując się podnieść do w miarę wyprostowanej pozycji. Nawet nie usłyszał przez to o przygodach Morpheusa z połamanym łóżkiem.
Z każdą chwilą coraz mniej wiedział co się dzieje. Ponure nastroje jeszcze jakoś umiał zrozumieć, docinki w większości nie miały dla niego sensu, a to, że nimi były mógł jedynie stwierdzić po tonie głosu tych, którzy je wypowiadali, stwierdził jednak, że będzie je ignorował dla własnego dobra. Nie miał na tyle energii, co Morpheus próbujący zwęszyć plotkę, chciał po prostu w spokoju zjeść kanapkę, która w końcu nabrała kształtów.
Przyjął grzecznie kawę od Brenny, od razu upijając kolejny spory łyk, po czym spojrzał z wdzięcznością na Norę.
- Bardzo chętnie przyjmę cokolwiek, co sprawi, że będę się czuł rześki jak wiosenny poranek, a nie jak stratowany przez stado hipogryfów - odpowiedział na jej propozycję, posyłając jej uśmiech.
Zaniepokoił go trochę stan Sama, który wyglądał coraz gorzej, zamiast lepiej, jak to było chociażby w przypadku Thomasa. Zbladł, nie miał apetytu, zdecydowanie noc dała mu się we znaki.
- Choć może zrób kolejną porcję, bo nie tylko ja potrzebuję czegoś na wzmocnienie. - Zmarszczył lekko brwi, wgryzając się w swoją kanapkę.
Nie dane jednak było mu cieszyć się nią zbyt długo. W pewnym momencie Erik syknął i drgnął przy nim, na co Thomas szybko odłożył jedzenie, szukając ewentualnej przyczyny, która mogłaby grozić też innym. Nic jednak nie zauważył, przynajmniej do czasu aż pomiędzy jego przyjacielem a Norą nie wywiązała się wymiana, która nawet Hardwickowi uświadomiła, że coś jest na rzeczy. Już miał nawet utworzyć usta, szybko jednak je zamknął, gdy poczuł uderzenie w głowę.
Cudem prawdopodobnie nie przygryzł sobie języka, szybko poczuł jednak kolejne dwa uderzenia, które sprawiły, że zrobiło mu się ciemno przed oczami.
Teraz to on prawie leżał na stole, trzymając się za bolące miejsce, w którym zapewne miał się niedługo pojawić ładny guz. W oczach mu się zaszkliło, okulary i papieros spadły gdzieś na trawę, z jego ust wydarła się zaś krótka wiązka przekleństw. Nie dość, że miał kaca, to jeszcze coś go zaatakowało.
- Co to było? - zapytał, po czym syknął lekko, próbując się podnieść do w miarę wyprostowanej pozycji. Nawet nie usłyszał przez to o przygodach Morpheusa z połamanym łóżkiem.