26.03.2024, 21:53 ✶
Nosz kurwa
Pomyślała sobie, bo akurat miała ochotę ponarzekać na cały świat, popłakać, powalić głową w lustro, albo pięścią, albo jednym i drugim. Miała ochotę zmoczyć sobie włosy w lodowatej wodzie i wrzeszczeć tak głośno, aż Jęcząca Marta każe jej wypierdalać. Miała ochotę wyć, a wychodziło na to, że pozostają jej fajki i zrzędząca torba shotów.
– A więc droga panienko Bagshot to jednak jest a. publiczny kibel, b. damski kibel. – odpowiedziała tak słodko, jak miodowo-złociste były jej oczy. Zamrugała rzęsami zaciągając się mocno swoim Camelem. – Czyli zdecydowanie panienko nie jest to ani biblioteka, ani jebana palarnia. – Dobrze, że Alastor miał jakiś kręgosłup moralny, bo Mildred była by perfekcyjnym bully. Który z nauczycieli dałby wiarę, że metr pięćdziesiąt w obcasach czarna wiedźma mogłaby komukolwiek zrobić krzywdę. Który prześladowany dzieciak przyznałby się do tego kto mu cokolwiek zrobił. Każdy krok był zaznaczony stukotem jej podbitego żelazem glana schowanego pod przydługą szatą szorującą po ziemi. Gdy dotarła do Isaaca, zadarła ją niemal do pasa, odsłaniając wściekle dopasowane, poszarpane jeansy z dziurami połatanymi agrafkami, po czym bezceremonialnie usiadła na nim okrakiem, zdecydowanie przeszkadzając w czytaniu.
Tyle dobrego, że wetknęła mu fajkę w twarz, a sobie wyciągnęła następną.
– Co czytałaś? – zapytała, nie patrząc na niego, tylko metodycznie odpalając sobie nowego papierosa – I co zrobiłaś z Martą? Miałam umówioną kurwa terapię dzisiaj w kiblu, a nie bansy z Tobą Isaac. – sarknęła, wydmuchując dym prosto mu w twarz.
Pomyślała sobie, bo akurat miała ochotę ponarzekać na cały świat, popłakać, powalić głową w lustro, albo pięścią, albo jednym i drugim. Miała ochotę zmoczyć sobie włosy w lodowatej wodzie i wrzeszczeć tak głośno, aż Jęcząca Marta każe jej wypierdalać. Miała ochotę wyć, a wychodziło na to, że pozostają jej fajki i zrzędząca torba shotów.
– A więc droga panienko Bagshot to jednak jest a. publiczny kibel, b. damski kibel. – odpowiedziała tak słodko, jak miodowo-złociste były jej oczy. Zamrugała rzęsami zaciągając się mocno swoim Camelem. – Czyli zdecydowanie panienko nie jest to ani biblioteka, ani jebana palarnia. – Dobrze, że Alastor miał jakiś kręgosłup moralny, bo Mildred była by perfekcyjnym bully. Który z nauczycieli dałby wiarę, że metr pięćdziesiąt w obcasach czarna wiedźma mogłaby komukolwiek zrobić krzywdę. Który prześladowany dzieciak przyznałby się do tego kto mu cokolwiek zrobił. Każdy krok był zaznaczony stukotem jej podbitego żelazem glana schowanego pod przydługą szatą szorującą po ziemi. Gdy dotarła do Isaaca, zadarła ją niemal do pasa, odsłaniając wściekle dopasowane, poszarpane jeansy z dziurami połatanymi agrafkami, po czym bezceremonialnie usiadła na nim okrakiem, zdecydowanie przeszkadzając w czytaniu.
Tyle dobrego, że wetknęła mu fajkę w twarz, a sobie wyciągnęła następną.
– Co czytałaś? – zapytała, nie patrząc na niego, tylko metodycznie odpalając sobie nowego papierosa – I co zrobiłaś z Martą? Miałam umówioną kurwa terapię dzisiaj w kiblu, a nie bansy z Tobą Isaac. – sarknęła, wydmuchując dym prosto mu w twarz.