26.03.2024, 21:53 ✶
O rodziców przestała pytać niemal od razu, gdy tylko wyczuła, że Isaac nie chciał o nich mówić. Sama również starała się nie poruszać tematu własnej rodziny, zakładając, że może to sprawić mu przykrość. Nie dało się tego jednak uniknąć, tak jak teraz. Wiedział, że jej ojciec pracował w Ministerstwie Magii w departamencie kontroli nad magicznymi stworzeniami, a matka: miała własny sklep na Pokątnej, w którym Olivia pomagała w wakacje. Szczególnie teraz, gdy stwierdziła, że pójdzie w jej ślady i w końcu złapała eliksirowego bakcyla. Ale z reguły to starała się tego tematu nie poruszać, bo zranienie go było ostatnią rzeczą, która by jej przyszła do głowy. Quirke była może i gwałtowna, często wybuchowa, ale to wszystko było w dobrej wierze. Celowo by go przecież nie skrzywdziła.
- Przestań - powiedziała ze śmiechem, gdy połaskotał ją po raz pierwszy. A potem zapiszczała, gdy zrobił to po raz drugi i wysmyknęła się z jego objęć. W teorii nie lubiła łaskotek, ale on był jedną z niewielu osób, której mogła wybaczyć tę okropną zniewagę, jaką było wprawianie jej w niekontrolowany, piskliwy śmiech, spowodowany łaskotkami. - Bunt goblinów wydaje się mało romantyczny, ale jeśli ma mi to pomóc przyswoić materiał... - uśmiechnęła się nieco chytrze, lisio prawie. Przymknęła oczy, gdy ją pocałował. To była jedna z lepszych motywacji do nauki czegoś tak nudnego, jak wojny goblinów. - Tylko jeśli mi obiecasz, że potem się przejdziemy na coś do jedzenia. Moja głowa nie jest w stanie przyswoić zbyt dużej ilości informacji.
Żartowała, oczywiście, bo nie była głupia. Głupich nie przyjmowali do Ravenclaw, prawda? A przynajmniej tak mówiono. Lubiła po prostu iść na łatwiznę, jeśli chodzi o niektóre sprawy: a historia magicznego świata była jedną z nich.
- Chodź - chwyciła chłopaka za rękę i lekko pociągnęła w kierunku Hogsmeade. Nie musieli nawet zbaczać z drogi, przecież mniej więcej w połowie był mostek, pod którym mieli się schować. - Myślisz, że ktoś wpadł na podobny pomysł?
Zapytała, wciąż nie wypuszczając jego dłoni. Wolałaby, żeby zostali sami - co prawda nie miała nic przeciwko ludziom, ale przecież wiadomo było, że wiosna sprzyjała pewnym typowo nastoletnim zachowaniom, które niekoniecznie przystoiły uczniom Hogwartu. A przynajmniej tak im powtarzano, bo regulamin szkoły swoje, a rzeczywistość swoje. Przecież nie raz i nie dwa widziała, jak ktoś obściskiwał się w niezamkniętym schowku na miotły i to nie było absolutnie nic dziwnego. Co nie zmieniało faktu, że skoro Isaac jej obiecał kolorowe kamienie, to ona naprawdę chciała je znaleźć i to najlepiej bez towarzystwa. Olivii naprawdę nie trzeba było wiele - ot, kamyki. Niby nic, a przecież zrobił z tego tak wspaniałą otoczkę, że szczerze nie mogła się doczekać, kiedy ściągnie buty i zanurzy stopy w rzece, by wejść trochę głębiej do wody i przeczesywać dno.
- Przestań - powiedziała ze śmiechem, gdy połaskotał ją po raz pierwszy. A potem zapiszczała, gdy zrobił to po raz drugi i wysmyknęła się z jego objęć. W teorii nie lubiła łaskotek, ale on był jedną z niewielu osób, której mogła wybaczyć tę okropną zniewagę, jaką było wprawianie jej w niekontrolowany, piskliwy śmiech, spowodowany łaskotkami. - Bunt goblinów wydaje się mało romantyczny, ale jeśli ma mi to pomóc przyswoić materiał... - uśmiechnęła się nieco chytrze, lisio prawie. Przymknęła oczy, gdy ją pocałował. To była jedna z lepszych motywacji do nauki czegoś tak nudnego, jak wojny goblinów. - Tylko jeśli mi obiecasz, że potem się przejdziemy na coś do jedzenia. Moja głowa nie jest w stanie przyswoić zbyt dużej ilości informacji.
Żartowała, oczywiście, bo nie była głupia. Głupich nie przyjmowali do Ravenclaw, prawda? A przynajmniej tak mówiono. Lubiła po prostu iść na łatwiznę, jeśli chodzi o niektóre sprawy: a historia magicznego świata była jedną z nich.
- Chodź - chwyciła chłopaka za rękę i lekko pociągnęła w kierunku Hogsmeade. Nie musieli nawet zbaczać z drogi, przecież mniej więcej w połowie był mostek, pod którym mieli się schować. - Myślisz, że ktoś wpadł na podobny pomysł?
Zapytała, wciąż nie wypuszczając jego dłoni. Wolałaby, żeby zostali sami - co prawda nie miała nic przeciwko ludziom, ale przecież wiadomo było, że wiosna sprzyjała pewnym typowo nastoletnim zachowaniom, które niekoniecznie przystoiły uczniom Hogwartu. A przynajmniej tak im powtarzano, bo regulamin szkoły swoje, a rzeczywistość swoje. Przecież nie raz i nie dwa widziała, jak ktoś obściskiwał się w niezamkniętym schowku na miotły i to nie było absolutnie nic dziwnego. Co nie zmieniało faktu, że skoro Isaac jej obiecał kolorowe kamienie, to ona naprawdę chciała je znaleźć i to najlepiej bez towarzystwa. Olivii naprawdę nie trzeba było wiele - ot, kamyki. Niby nic, a przecież zrobił z tego tak wspaniałą otoczkę, że szczerze nie mogła się doczekać, kiedy ściągnie buty i zanurzy stopy w rzece, by wejść trochę głębiej do wody i przeczesywać dno.