26.03.2024, 22:04 ✶
Dokumenty które podała mu Sophie, wyglądały jak najbardziej w porządku. Umowę miała podpisana z winiarnia rodziców przyjaciółki, i cena za czysty alkohol który jej sprzedawali była naprawdę niska. Prawdopodobnie chcieli jej pomóc wystartować. Nie miała jeszcze podpisanych żadnych innych umów.
-Wujku, uczę się o biznesie. Na razie chciałam zarejestrować moją produkcję i sprzedawać lokalnie po kilka butelek. Muszę iść do pracy na pół etatu, żeby odłożyć pieniądze na lokal. Nie chce robić tego w pokoju. To może zająć nawet rok, wiem o tym. Ale jeśli uda mi się sprzedawać lokalnie po kilka butelek na tydzień, to zawsze jest to jakiś zarobek. - Wyjaśniła już spokojnej. Z drugiej strony doceniła, że wujek chce jej najwyraźniej pomóc i tak się tym zainteresował.
-Będę to robić powoli i tak sobie pomyślałam… bo… tata powiedział, że mogę pomagać z naszym rodzinnym biznesem. Mówi, że będę jeździła z Tobą na spotkania z klientami, że nauczysz mnie co mamy w katalogach i pokażesz sklep. I tak sobie wtedy pomyślałam, że to od ciebie będę się uczyła i dzięki temu będę wiedziała jak prowadzić swój własny biznes. - Powiedziała. Pytanie tylko, czy Robert uprzedził o tym Richarda. Czyżby zrzucił na brata zajmowanie się jego własna córką?
Sophie przeszła już złość, chociaż nadal była trochę czerwona. Podeszła do stołu i schyliła się po jedna z zamkniętych butelek. Otworzyła ją.
-Mówiłam tacie już pierwszego dnia jak tu przyjechałam, że rozkręcam swój biznes. - Powtórzyła. Nie kłamała, naprawdę tak było. Robert po prostu nie zapytał jej co dokładnie będzie robiła. To przecież nie jej wina.
-Chciałabym żebyś spróbował i ocenił, wujku. - Powiedziała. Sięgnęła po kielich i nalała do niego żółtego płynu mniej więcej na dwa łyki. Pachniał cytrynami, był bladożółty i pływały w nim drobne kawałeczki obranych cytryn, które osadzały się na dnie naczynia. Trunek miał czterdzieści procent, jednak pijąc go, nie dało się tego odczuć. Był lekko słodki a zarazem kwaskowaty, przez co orzeźwiający. Nie miał posmaku taniego alkoholu. Zostawiał na języku przyjemny posmak cytrusów. Był na tyle wyważony, że można było wypić i pół butelki i nie zasłodzić się.
-Wujku, uczę się o biznesie. Na razie chciałam zarejestrować moją produkcję i sprzedawać lokalnie po kilka butelek. Muszę iść do pracy na pół etatu, żeby odłożyć pieniądze na lokal. Nie chce robić tego w pokoju. To może zająć nawet rok, wiem o tym. Ale jeśli uda mi się sprzedawać lokalnie po kilka butelek na tydzień, to zawsze jest to jakiś zarobek. - Wyjaśniła już spokojnej. Z drugiej strony doceniła, że wujek chce jej najwyraźniej pomóc i tak się tym zainteresował.
-Będę to robić powoli i tak sobie pomyślałam… bo… tata powiedział, że mogę pomagać z naszym rodzinnym biznesem. Mówi, że będę jeździła z Tobą na spotkania z klientami, że nauczysz mnie co mamy w katalogach i pokażesz sklep. I tak sobie wtedy pomyślałam, że to od ciebie będę się uczyła i dzięki temu będę wiedziała jak prowadzić swój własny biznes. - Powiedziała. Pytanie tylko, czy Robert uprzedził o tym Richarda. Czyżby zrzucił na brata zajmowanie się jego własna córką?
Sophie przeszła już złość, chociaż nadal była trochę czerwona. Podeszła do stołu i schyliła się po jedna z zamkniętych butelek. Otworzyła ją.
-Mówiłam tacie już pierwszego dnia jak tu przyjechałam, że rozkręcam swój biznes. - Powtórzyła. Nie kłamała, naprawdę tak było. Robert po prostu nie zapytał jej co dokładnie będzie robiła. To przecież nie jej wina.
-Chciałabym żebyś spróbował i ocenił, wujku. - Powiedziała. Sięgnęła po kielich i nalała do niego żółtego płynu mniej więcej na dwa łyki. Pachniał cytrynami, był bladożółty i pływały w nim drobne kawałeczki obranych cytryn, które osadzały się na dnie naczynia. Trunek miał czterdzieści procent, jednak pijąc go, nie dało się tego odczuć. Był lekko słodki a zarazem kwaskowaty, przez co orzeźwiający. Nie miał posmaku taniego alkoholu. Zostawiał na języku przyjemny posmak cytrusów. Był na tyle wyważony, że można było wypić i pół butelki i nie zasłodzić się.