27.03.2024, 00:14 ✶
Nie mogła pozbyć się wrażenia, że cała ta sytuacja nie powinna mieć miejsca. I nie chodziło już o sam fakt zdrady, przecież moralność Pani Lestrange między mity można było włożyć; chodziło o czułość. O łagodność, z jaką odnosili się teraz do siebie, o delikatny dotyk i wyrozumiałe spojrzenia. O tę widoczną gołym okiem szczyptę romantyzmu, która pasowała do Eden jak garboróg do karocy. Na Alastorze też nie leżała ona idealnie, ale nie gryzła się z jego osobą, ba, można było się nawet pokusić o stwierdzenie, że to całkiem urocze z jego strony. A co z nią? Ją skręcało od środka, to zażenowanie wywołane nadmiarem własnego fałszu, obrzydzenie odejściem od własnych, żelaznych zasad. Fakt, że potrafiła pięknie mówić, wcale nie oznaczał, że potrafiła włożyć w to serce.
Nie zasługiwała na żadne wiersze. Poezja skrywała między wierszami coś, co można było dostrzec oczyma duszy, a ona lata temu zapłaciła diabłu podwójnie, aby tę duszę sobie zatrzymał. Dziś już nie pamiętała, co takiego posiadła w zamian, bo ani trochę nie czuła się tak, jakby posiadała cokolwiek wartościowego. Tak, mówi się, że pieniądze niby szczęścia nie dają, ale jak już być smutnym, to lepiej w posiadłości z basenem niż pod mostem, lecz to, co czuła Eden było czymś gorszym. Było pustką, której dobra materialne nie mogły wypełnić.
Alastorze, czy zapomniałeś, że najjaśniej świecą te gwiazdy, które już dawno umarły? Czy nikt nie powiedział ci, że ten blask to ułuda, wspomnienie unicestwiającego wybuchu, które zostało spaczone przez zwyczajną perspektywę?
- Nie muszę prosić cię o oświadczenie woli - oznajmiła zadziwiająco nonszalancko, głosem stłumionym nieco przez ciasne objęcia Moody'ego. - Po tym, co dzisiejszego wieczoru między nami zaszło - i niechybnie będzie miało swoją kontynuację, bo Eden jeszcze nigdy nie spotkała się z kimś, czymś, co byłoby w stanie stanąć jej na drodze do tego, czego całą sobą pragnie - już zawsze będziesz moim sekretem. I bez wątpienia brudnym, bo wszystkie moje sekrety takie są. - Uśmiechnęła się do siebie złośliwie, ale nadal tuliła swój policzek do ciała mężczyzny, więc raczej nie mógł tego dostrzec. Nie widział żalu w oczach, który wyrażał żałobę za utraconą niewinnością. - Pytam, czy jesteś gotowy grać ze mną w tę małą, paskudną grę, w której za dnia jesteśmy sobie obcy, a nocami bliscy jak nikt nigdy dotąd? - Zapytała, unosząc znowu dłonie, chcąc pochwycić twarz Alka raz jeszcze. Tym razem jednak nie było w tym czułości, ale było wiele stanowczości; rozkazu, kiedy podniosła głowę i uparte spojrzenie ciemnych oczu, a potem skierowała jego twarz ku sobie, aby spojrzał jej w oczy jak nikt inny wcześniej. Wystarczająco głęboko, by dojrzeć w niej kiełkujące uczucia, ale nie na tyle, by zostać wessanym przez czarną dziurę, z której wyrastają. - Skoro twoje sumienie na to pozwala, czy jesteś gotowy wczuć się w nią tak, byśmy byli święcie przekonani, że warto było, gdy wspólnie zaczniemy opadać na samo dno? - Mogła kłamać innym w żywe oczy, ale nie miała zamiaru oszukiwać ani jego, ani siebie. To się skończy fatalnie dla ich obojga, z przyczyn wielu. Nie było jednak po co dłużej się opierać - los prowadzi za rękę chętnych, a niechętnych ciągnie za sobą za włosy.
- Czasami muszę przy tobie udawać - wyznała, powstrzymując unoszące się w uśmiechu kąciki ust. - Na przykład, że twoje żarty mnie bawią - dodała, pozwalając przemknąć cieniowi uśmieszku. - I że wizja stracenia twarzy mnie wcale doszczętnie nie przeraża, bo to niezwykle rujnuje romantyczne chwile. Zgaduję oczywiście, ale zapewne nieprzyjemnie obraca się płaczącą kobietę - sfinalizowała swoją wypowiedź pół żartem, pół serio, a na koniec uśmiechnęła się z melancholią w oczach.
Okrutnie bała się przyszłości w towarzystwie Alastora. Ale skłamałaby mówiąc, że nie napełniała jej całkiem sporą dawką ekscytacji.
Nie zasługiwała na żadne wiersze. Poezja skrywała między wierszami coś, co można było dostrzec oczyma duszy, a ona lata temu zapłaciła diabłu podwójnie, aby tę duszę sobie zatrzymał. Dziś już nie pamiętała, co takiego posiadła w zamian, bo ani trochę nie czuła się tak, jakby posiadała cokolwiek wartościowego. Tak, mówi się, że pieniądze niby szczęścia nie dają, ale jak już być smutnym, to lepiej w posiadłości z basenem niż pod mostem, lecz to, co czuła Eden było czymś gorszym. Było pustką, której dobra materialne nie mogły wypełnić.
Alastorze, czy zapomniałeś, że najjaśniej świecą te gwiazdy, które już dawno umarły? Czy nikt nie powiedział ci, że ten blask to ułuda, wspomnienie unicestwiającego wybuchu, które zostało spaczone przez zwyczajną perspektywę?
- Nie muszę prosić cię o oświadczenie woli - oznajmiła zadziwiająco nonszalancko, głosem stłumionym nieco przez ciasne objęcia Moody'ego. - Po tym, co dzisiejszego wieczoru między nami zaszło - i niechybnie będzie miało swoją kontynuację, bo Eden jeszcze nigdy nie spotkała się z kimś, czymś, co byłoby w stanie stanąć jej na drodze do tego, czego całą sobą pragnie - już zawsze będziesz moim sekretem. I bez wątpienia brudnym, bo wszystkie moje sekrety takie są. - Uśmiechnęła się do siebie złośliwie, ale nadal tuliła swój policzek do ciała mężczyzny, więc raczej nie mógł tego dostrzec. Nie widział żalu w oczach, który wyrażał żałobę za utraconą niewinnością. - Pytam, czy jesteś gotowy grać ze mną w tę małą, paskudną grę, w której za dnia jesteśmy sobie obcy, a nocami bliscy jak nikt nigdy dotąd? - Zapytała, unosząc znowu dłonie, chcąc pochwycić twarz Alka raz jeszcze. Tym razem jednak nie było w tym czułości, ale było wiele stanowczości; rozkazu, kiedy podniosła głowę i uparte spojrzenie ciemnych oczu, a potem skierowała jego twarz ku sobie, aby spojrzał jej w oczy jak nikt inny wcześniej. Wystarczająco głęboko, by dojrzeć w niej kiełkujące uczucia, ale nie na tyle, by zostać wessanym przez czarną dziurę, z której wyrastają. - Skoro twoje sumienie na to pozwala, czy jesteś gotowy wczuć się w nią tak, byśmy byli święcie przekonani, że warto było, gdy wspólnie zaczniemy opadać na samo dno? - Mogła kłamać innym w żywe oczy, ale nie miała zamiaru oszukiwać ani jego, ani siebie. To się skończy fatalnie dla ich obojga, z przyczyn wielu. Nie było jednak po co dłużej się opierać - los prowadzi za rękę chętnych, a niechętnych ciągnie za sobą za włosy.
- Czasami muszę przy tobie udawać - wyznała, powstrzymując unoszące się w uśmiechu kąciki ust. - Na przykład, że twoje żarty mnie bawią - dodała, pozwalając przemknąć cieniowi uśmieszku. - I że wizja stracenia twarzy mnie wcale doszczętnie nie przeraża, bo to niezwykle rujnuje romantyczne chwile. Zgaduję oczywiście, ale zapewne nieprzyjemnie obraca się płaczącą kobietę - sfinalizowała swoją wypowiedź pół żartem, pół serio, a na koniec uśmiechnęła się z melancholią w oczach.
Okrutnie bała się przyszłości w towarzystwie Alastora. Ale skłamałaby mówiąc, że nie napełniała jej całkiem sporą dawką ekscytacji.
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~