Nie zamierzał się na niego oburzać, na pewno nie za tak barwne porównanie. Widać było, że nie ma do czynienia z prostakiem i należało to docenić, bo nie wiadomo kiedy znowu trafi na kogoś, z kim można by normalnie słowo zamienić. Poza tym, to nawet prawie był komplement. Wilk to piękne zwierzę i niebezpieczne zarazem. Mógłby być wilkiem, mógłby zjeść swoich przeciwników, ale nie, życie było o wiele bardziej złośliwe, a Hollow był tylko wróbelkiem i go nawet bez kartofelka.
— Mhm, dobrze by było. — tego faceta od baru też hy wilkiem nie nazwał. To był zwykły baran, a może nawet świnia. Pewnie nie powinien go tak oceniać, ale jakoś nie miał szacunku do kogoś, kto sam nie szanuje swoich pracowników. Ludzi, którzy poświęcają swoje nerwy, czas i umiejętności po to, żeby ten nie musiał tyrać ze wszystkim sam i miał czas na życie. Abstrahując od tego, że musieli to robić, by płacić podatki. Taki to właśnie mieli paskudny system społeczny.
Piwo zostało nalane, a jego towarzysz rozmowy wrócił. Felician był już wtedy po paru głębszych łykach whisky, która powoli zaczynała opóźniać jego wzrok, co zawsze wydawało mu się wyjątkowo zabawnym objawem.
Słysząc pytanie, prychnął cicho.
— Zaufałem... wielu osobom — wymruczał i pociągnął ze szklanki. — Jej też. Byłem naiwny. Ale to tak w cholerę... I wiesz co? — Westchnął i odłożył pustą szklankę. — Nalej mi jeszcze. Ale nie to chciałem mówić. Wiesz, nigdy nie ufaj komuś, kto ci grozi. Nieważne czym. Prędzej czy później to zrobi... Przy pierwszej sposobności... — wymruczał i było czuć w jego głosie jakiś jadowity wyrzut. Nie bardzo patrzył na kelnera, ciężko więc stwierdzić, czy bardziej jest zły czy rozżalony, ale z pewnością rok czasu to było dla niego za mało. — No... a ty? — Dopiero teraz na niego zerknął. — Czemu pracujesz w tej norze?