27.03.2024, 02:17 ✶
Bał się, że ją wystraszy, w końcu jego, gdy był mały, rodzice zawsze uczyli, żeby nie rozmawiać z obcymi, a tym bardziej nic od nich nie brać.
Widział jej oczy, które wydawały się kryć okropnie wiele tajemnic, które złamałyby serce gdyby wyszły na wierzch. Od razu się zatrzymał, nie chcąc jej przypadkiem zestresować. Granica mogła być naprawdę cienka. Zaufanie łatwo naruszyć, choć ona nie wydawała się o nie dbać, jej cel był inny, zupełnie inny.
Spojrzał na pudełeczko, na jej roztrzęsione dłonie, świat nagle wydał się taki odległy. Nie wiedział co powiedzieć, bo co? Miał jej zaoferować nocleg, ubranie czy jedzenie? Powinien wezwać pomoc, ale czy dziewczynka pójdzie za nim aby poczekać w bezpiecznym miejscu?
Sięgnęła po zapałkę, która zapłonęła zaraz jasnym światłem. Czy to od pogody? Czy to przez to, że mało zjadł? To klątwa? Zawroty głowy, ciemność, aż w końcu dom na wsi i działka za szkłem okna.
Młody chłopiec, jeszcze nie wilkołak, siedział przy oknie, oparty rękoma o parapet i przyglądał się koniom tarzającym się w śniegu, biegającym od snopka siana do snopka siana.
Z piętra dobiegały dźwięki, głośne słowa, krzyki po francusku, chińsku, czasami był wplatany w to angielski, nie skupiał się jednak na nich, szczególnie, że na podjeździe pojawił się czerwony, nieco zardzewiały samochód.
Szeroki uśmiech pojawił się na jego twarzy, gdy zerwał się z miejsca i pobiegł uradowany do drzwi. Otworzył przejście, wpuszczając mróz do domu, wychodząc na ganek na bosaka, machając do ciotki, która zaraz go z daleka zganiła za to, że naraża się na chorobę, ale dzieciak nic sobie z tego nie robił, dalej czekał, aż podejdzie bliżej z zakupami, aż przekroczy próg, odstawi torby. Dopiero wtedy rzucił się w jej objęcia, chwytając za pakunki, aby zacząć wyszukiwać w nich składników do ciasta, jakie zrobią na wigilię, która zbliżała się wielkimi krokami, bo będzie za... za dwa dni! O ile dobrze liczył, a nie był pewien, w końcu kiedy nie chodzi się do szkoły kalendarz traci wartość, ważny jest tylko wypoczynek. Krzyki dalej docierały do jego uszu, ale wystarczył uśmiech i brzdęk metali garnków i blach, aby odwrócić jego uwagę od niepotrzebnego chaosu na górze. Nie dopytywała się co wywołało kłótnię, ale nawet gdyby dopytała nie powiedziałby jej, wstyd było mu przyznać, że to przez niego to wszystko, że zachował się źle, przypadkiem, ale źle. Liczą się zamiary czy efekt? To mocno zależy od sytuacji, a w tej właśnie chwili efekt decydowanie był tym na co zwracano uwagę.
Widział jej oczy, które wydawały się kryć okropnie wiele tajemnic, które złamałyby serce gdyby wyszły na wierzch. Od razu się zatrzymał, nie chcąc jej przypadkiem zestresować. Granica mogła być naprawdę cienka. Zaufanie łatwo naruszyć, choć ona nie wydawała się o nie dbać, jej cel był inny, zupełnie inny.
Spojrzał na pudełeczko, na jej roztrzęsione dłonie, świat nagle wydał się taki odległy. Nie wiedział co powiedzieć, bo co? Miał jej zaoferować nocleg, ubranie czy jedzenie? Powinien wezwać pomoc, ale czy dziewczynka pójdzie za nim aby poczekać w bezpiecznym miejscu?
Sięgnęła po zapałkę, która zapłonęła zaraz jasnym światłem. Czy to od pogody? Czy to przez to, że mało zjadł? To klątwa? Zawroty głowy, ciemność, aż w końcu dom na wsi i działka za szkłem okna.
Młody chłopiec, jeszcze nie wilkołak, siedział przy oknie, oparty rękoma o parapet i przyglądał się koniom tarzającym się w śniegu, biegającym od snopka siana do snopka siana.
Z piętra dobiegały dźwięki, głośne słowa, krzyki po francusku, chińsku, czasami był wplatany w to angielski, nie skupiał się jednak na nich, szczególnie, że na podjeździe pojawił się czerwony, nieco zardzewiały samochód.
Szeroki uśmiech pojawił się na jego twarzy, gdy zerwał się z miejsca i pobiegł uradowany do drzwi. Otworzył przejście, wpuszczając mróz do domu, wychodząc na ganek na bosaka, machając do ciotki, która zaraz go z daleka zganiła za to, że naraża się na chorobę, ale dzieciak nic sobie z tego nie robił, dalej czekał, aż podejdzie bliżej z zakupami, aż przekroczy próg, odstawi torby. Dopiero wtedy rzucił się w jej objęcia, chwytając za pakunki, aby zacząć wyszukiwać w nich składników do ciasta, jakie zrobią na wigilię, która zbliżała się wielkimi krokami, bo będzie za... za dwa dni! O ile dobrze liczył, a nie był pewien, w końcu kiedy nie chodzi się do szkoły kalendarz traci wartość, ważny jest tylko wypoczynek. Krzyki dalej docierały do jego uszu, ale wystarczył uśmiech i brzdęk metali garnków i blach, aby odwrócić jego uwagę od niepotrzebnego chaosu na górze. Nie dopytywała się co wywołało kłótnię, ale nawet gdyby dopytała nie powiedziałby jej, wstyd było mu przyznać, że to przez niego to wszystko, że zachował się źle, przypadkiem, ale źle. Liczą się zamiary czy efekt? To mocno zależy od sytuacji, a w tej właśnie chwili efekt decydowanie był tym na co zwracano uwagę.